Liverpool przyklepie LM, a City przyklepie brak mistrzostwa? Gramy Premier League z kursem 2.57!
Choć Premier League dobiega już końca, a większość zespołów zna swoje nagrody bądź kary za ten sezon, wciąż ciężko oderwać oczy od tej ligi. Nie da się ukryć, że mimo coraz mniej liczącej się stawki, niektóre kluby po prostu elektryzują swoimi herbami. Czy dzisiaj wielkie marki zapewnią „kino”? Miłej lektury!
Załóż konto z kodem ZAGRANIE, zaznacz zgody marketingowe, wpłać minimum 50 zł i postaw minimum 2 zł na wygraną City. Zakład wszedł? Zgarniasz 350 zł w bonusie!
Reklama. Tylko dla osób pełnoletnich (18+). Hazard wiąże się z ryzykiem uzależnienia.
Liverpool – Chelsea | 13:30
Dla fanów Liverpoolu powoli mijający sezon ma coraz bardziej gorzki posmak. Ustępujący mistrzowie Anglii mimo potężnych transferów nie potrafili nawiązać realnej walki o trofea, a ich przygody w kolejnych rozgrywkach kończyły się raz cichym wyjściem tylnymi drzwiami, a raz trzaskiem tak głośnym, że słychać go było pewnie pod Goodison Park (gdzie przecież mecze grają kobiety z Evertonu). W lidze The Reds zajmują 4. miejsce, mają 58 punktów i właściwie tylko dzięki mocnej pozycji angielskich klubów w Europie mogą z większym spokojem patrzeć na kwestię Ligi Mistrzów. Liverpool może zapewnić sobie awans do Champions League już w tej kolejce, jeśli wygra z Chelsea, a Bournemouth nie wygra z Fulham.
Największy problem polega na tym, że przez większość sezonu gra po prostu się nie kleiła. Arne Slot dostał do ręki skład, który na papierze miał wyglądać jak nowa wersja mistrzowskiej maszyny, ale w praktyce zbyt często przypominał zespół w okresie testów beta. Dwie ligowe porażki z Manchesterem United bolą kibiców szczególnie, bo w Liverpoolu są rzeczy, które można wybaczyć, ale regularne rozdawanie prezentów Czerwonym Diabłom zdecydowanie do nich nie należy. W tle jest też temat odchodzącego Mohameda Salaha i konieczności przebudowy kolejnego wielkiego elementu tej drużyny. Na domiar złego sam Egipcjanin oraz Alisson nie są dostępni na Chelsea, choć do treningów podobno wracali Alexander Isak i Giorgi Mamardashvili.
Chelsea natomiast jest w tym sezonie projektem, który coraz bardziej przypomina palarnię pieniędzy oraz talentu, zarówno piłkarskiego, jak i trenerskiego. Klub ze Stamford Bridge znów miał wyglądać młodo, dynamicznie i perspektywicznie, a skończyło się na tym, że perspektywa najbardziej interesuje kibiców w kontekście: „kiedy to się wreszcie skończy?”. The Blues są na 9. miejscu z 48 punktami, przegrali sześć kolejnych spotkań ligowych i stoją przed ryzykiem wyrównania najgorszej takiej serii w historii klubu.
Nie da się ukryć, że obecna sytuacja kadrowa Chelsea też nie wygląda jak zachęta do optymizmu. Robert Sanchez i Jesse Derry wypadają po urazach głowy, Pedro Neto oraz Alejandro Garnacho są mało prawdopodobni do gry, za to wrócić mogą Reece James i Levi Colwill. Największym argumentem gości pozostaje Joao Pedro, który ma 15 goli i 5 asyst w Premier League, ale trudno oczekiwać, że sam będzie ciągnął ten rozklekotany wózek pod stromą górę Anfield. Zwłaszcza że Chelsea wygrała tylko jeden z ostatnich dziesięciu ligowych wyjazdów na stadionie Liverpoolu.
Co obstawiać?
Postawię na zwycięstwo Liverpoolu. Grają u siebie, mierzą się z Chelsea w fatalnej serii, a Anfield powinno ponieść ich w meczu, który może praktycznie domknąć temat Ligi Mistrzów. W dodatku Liverpool mimo swoich problemów potrafił wyglądać jak drużyna, bądź chociaż błyszczał indywidualnościami, czego nie można powiedzieć o Chelsea, poza Joao Pedro. Zakład na zwycięstwo Liverpoolu znajdziesz w w Superbet i zabezpieczysz go Superprzewagą. Jeśli nie masz tam jeszcze konta, to możesz je założyć z naszym kodem promocyjnym Superbet.
Po inne analizy na najlepsze mecze tego tygodnia, zapraszamy do zakładki piłka nożna. Przygotowaliśmy także analizy dla fanów innych sportów! Chcesz porównać kursy? Sprawdź listę legalnych polskich bukmacherów.
Manchester City – Brentford | 18:30
W ostatnim spotkaniu przeciwko Evertonowi Manchester City prawdopodobnie pozbawił się tytułu, choć matematyka jeszcze uparcie trzyma im drzwi uchylone. Było to o tyle niezrozumiałe, że Obywatele przez fragmenty meczu wyglądali jak drużyna, która przyjechała załatwić sprawę szybko, elegancko i bez zbędnego pocenia koszulki. Problem w tym, że po przerwie Everton zaczął kopać w drzwi, a City nagle zapomniało, że w walce o mistrzostwo nie ma trybu „drzemka”. Remis 3:3 sprawił, że Arsenal ma pięć punktów przewagi, choć City rozegrało jeden mecz mniej. Guardiola może mówić o walce do końca i oczywiście ma rację, ale teraz Obywatele muszą nie tylko wygrywać, lecz także liczyć na potknięcie rywala.
Dla Pepa ten mecz ma więc bardzo prosty scenariusz: wejść mocno, złapać Brentford za gardło i nie pozwolić im uwierzyć, że da się tu coś ugrać. City wraca na Etihad po serii wyjazdów i Guardiola sam podkreślał, że chce wykorzystać domowe granie do wywarcia presji na Arsenalu. Kłopotem pozostaje Rodri, który nie grał od meczu z Arsenalem i nadal nie czuł się w pełni komfortowo, choć do treningów wrócił Josko Gvardiol, a Ruben Dias także zbliża się do powrotu. To ważne, bo Brentford nie jest drużyną, którą można odhaczyć na autopilocie.
Pszczoły są jednym z pozytywnych zaskoczeń sezonu. Odszedł Thomas Frank, odeszli Bryan Mbeumo i Yoane Wissa, a Brentford i tak nie rozpadł się jak domek z kart po pierwszym mocniejszym podmuchu. Wręcz przeciwnie, drużyna Keitha Andrewsa siedzi na 7. miejscu z 51 punktami i realnie walczy o europejskie puchary. W poprzedniej kolejce pokonali West Ham 3:0, podtrzymując swoje marzenia o Lidze Konferencji. Największym skarbem jest oczywiście Igor Thiago, który z 22 golami w Premier League ustępuje tylko Erlingowi Haalandowi. To piękna historia: Brentford sprzeda napastnika, świat mówi „no to koniec”, a oni po chwili wyciągają z kapelusza kolejnego gościa, który ładuje gole jakby grał na kodach.
Jednocześnie City wie, że Brentford potrafiło już napsuć im krwi. W sezonie 2022/23 Pszczoły były jedyną drużyną, która zrobiła dublet nad późniejszymi zdobywcami potrójnej korony, a ich zwycięstwo 2:1 na Etihad nadal powinno być w Manchesterze wspominane z lekkim dreszczem. W tym sezonie Obywatele wygrali tu jednak z Brentford 2:0 w Carabao Cup po golach Rayana Cherkiego i Savinho, więc świeże wspomnienie z Etihad jest dla nich zdecydowanie przyjemniejsze. Dzisiaj spodziewam się City bardziej skupionego niż w drugiej połowie z Evertonem. Guardiola może wybaczyć wiele, ale brak koncentracji w momencie, gdy tytuł jeszcze ledwie zipie na horyzoncie, raczej nie przejdzie bez reakcji.
Co obstawiać?
Mój typ to gol Manchesteru City w pierwszej połowie. Obywatele muszą zacząć agresywnie, bo nie mają komfortu spokojnego rozgrywania meczu przez godzinę i liczenia, że Haaland coś w końcu przepchnie barkiem. Brentford jest groźne, fizyczne i potrafi odpowiedzieć, ale właśnie dlatego City powinno chcieć szybko ustawić warunki spotkania. W dodatku obie drużyny słyną z mocnych wejść w pierwszą partię gry. Powodzonka!
Pod spodem zakłady ze stronki:
fot. Alamy Stock Photo


