Leclerc ukończy GP Japonii przed Hamiltonem, a Lindblad przed Bearmanem? Gramy o 190 PLN
Najszybsi kierowcy świata wracają do walki! Tym razem przyjdzie im powalczyć o kolejne punkty na legendarnej Suzuce w Japonii. Wyniki wypracowane przez zawodników w sesjach treningowych i kwalifikacjach przyniosły i potwierdzenia pewnych reguł, i niespodzianki. Za pierwsze z wyróżnionych uważa się rezultaty tych, którzy bronią barw Mercedesa i Ferrari; a za drugie to, jak w „czasówce” (nie) poradził sobie, czy to Oliver Bearman z Haasa, czy Max Verstappen z Red Bulla.
Grand Prix Japonii – zapowiedź
Jako, że najszybsi kierowcy świata do rywalizacji wracają po dwóch, a nie tygodniu przerwy, to kibice liczyli, że reszta stawki nadrobi straty do tych, którzy przewodzą w stawce w mistrzostwach świata konstruktorów. Tak się jednak nie stało. Już 3. raz z rzędu najlepszym w sobotnich kwalifikacjach okazał się kierowca Mercedesa. Po raz 2. z rzędu tej sztuki dokonał Andrea Kimi Antonelli. Tuż za nim na polach startowych do Grand Prix ustawi się George Russell.
Choć w tym miejscu trzeba też zauważyć, że wspominanej „czasówki” nie można określić mianem „bez historii”. Jest tak, choćby z tego względu, że po raz pierwszy w tym sezonie w TOP3 nie znalazło się miejsce dla ani jednego kierowcy Ferrari. Wirtualne „podium” kwalifikacji uzupełnił Oscar Piastri, który broni barw McLarena. Wywalczenie tej lokaty cieszy Australijczyka z kilku powodów. Już po raz trzeci w tym sezonie wystartuje do wyścigu z wyższej pozycji niż zespołowy partner, czyli Lando Norris; który przystąpi do niedzielnego ścigania z 5. pola. Ponadto, Oscar pokazał, że McLaren jest w stanie powalczyć z Ferrari, co też pomaga zbudować pewność siebie, na którą wpływ ma przekonanie, że wprowadzane zmiany przynoszą efekty.
Równie zadowoleni z siebie mogą być Pierre Gasly z Alpine, Isack Hadjar z Red Bulla, Gabriel Bortoleto z Audi i Arvid Lindblad z Racing Bulls; czyli ci, którzy wywalczyli odpowiednio miejsca 7-10 w Q3. Ostatni z tu wyróżnionych dokonał tej sztuki rzutem na taśmę. Kilkanaście sekund przed końcem 2. części „czasówki” wywalczył o przeszło jedną dziesiątą sekundy lepszy czas od… Maxa Verstappena! Jako, że ci kierowcy walczyli o 10. lokatę, to doszło do dużej niespodzianki. Choć 4-krotny mistrz świata narzeka raz po raz na swój tegoroczny bolid, to jednak jego nieobecność w decydującej części kwalifikacji jest sporym wydarzeniem. Tym bardziej, że już 2. raz w tym sezonie przegrał z teammate’m, od czego zdążył się odzwyczaić.
Równie niezadowolony ze swojego występu w „czasówce” jest Oliver Bearman, który wystartuje dopiero z… 18. pola! Jest to o tyle istotne, że to właśnie ten kierowca Haasa jest tym, który – jak na razie – zajmuje 5. miejsce w klasyfikacji indywidualnych mistrzostw świata. Po tym, jak ukończył swą ostatnią próbę, podobnie jak Holender z Red Bulla, wskazywał w komunikacie radiowym, że bolid nie sprawował się tak, jak powinien. Przy czym Brytyjczyk też popełnił kilka drobnych, ale zarazem znaczących błędów. Tym samym zdołał się uplasować jedynie przed kierowcami Cadillaca oraz Astona Martinami, czyli tymi, którzy nadal radzą sobie najgorzej w tym sezonie. Nanoszone poprawki jak na razie nie pozwalają rywalizować z resztą stawki.
Skoro już wyżej wspomniano o tych, którym dobrze się wiedzie na Suzuce i tych, którzy nadal zmagają się z szeregiem problemów; to nastał czas wspomnieć o tych, którzy utrzymują dobrą, ale nie znakomitą formę. Taką grupę zawodników stanowią: Esteban Ocon, Nico Hulkenberg, Liam Lawson i Franco Colapinto. Nadal są tymi, którzy próbują wykorzystać błędy startujących przed nimi, aby przebić się do czołowej dziesiątki. Przy czym tym razem będą też musieli spoglądać w lusterka. Jest tak, ponieważ z „zimowego snu” przebudzili się kierowcy Williamsa. Co prawda Carlos Sainz wywalczył 16. czas kwalifikacji, a Alex Albon 17. Jednak już nie mieli aż takiej straty do wyprzedzających ich, jakie towarzyszyły im zarówno w Australii jak i Chinach.
Na co jeszcze powinni zwrócić uwagę ci, którzy chcą postawić typ F1 na tegoroczne Grand Prix Japonii? To, że Suzuka jest torem, który sprzyja zarówno wyprzedzaniu jak i skutecznej obronie pozycji. Jest to o tyle istotne, że przez to zarządzanie energią będzie miało jeszcze większe znaczenie. Dane statystyczne z sesji treningowych wskazują, że w tym elemencie ścigania najlepiej radzi sobie George Russell. Tym samym jeśli dobrze wystartuje, wówczas zawodnicy Mercedesa mogą stoczyć ze sobą podobny pojedynek jak kierowcy Ferrari w Chinach.
Grand Prix Japonii – statystyki:
- Spośród obecnej stawki kierowców F1 w Grand Prix Japonii najczęściej (5 razy) wygrywał Lewis Hamilton.
- GP Japonii – z aktualnej stawki zawodników F1 – wygrywali jeszcze: Verstappen, Alonso i Bottas.
- Max Verstappen zdobywał pole position przed Grand Prix Japonii 4 razy, tj. między ’22 a ’25 rokiem.
- Najczęściej (6-krotnie) w wyścigach na Suzuce najlepszym okazywał się Michael Schumacher.
- McLaren jest teamem, który najczęściej (9 razy) sięgał po zwycięstwa w Grand Prix Japonii.
- Red Bull jest zespołem, który najczęściej (8-krotnie) wygrywał wyścigi rozgrywane na Suzuce.
- W sumie 30-krotnie w 35 wyścigach F1 rozgrywanych na Suzuce wygrywał kierowca z 1. rzędu.
- Najwięcej (19) razy po wiktorię na Suzuce sięgali ci zawodnicy, którzy zdobywali też pole position.
- Oscar Piastri właśnie na tym torze w 2023 roku wywalczył pierwsze w karierze miejsce na podium F1.
- W klasyfikacji generalnej George Russell wyprzedza Kimiego Antonelliego o raptem 4 punkty.
- Zespół Mercedesa ma łącznie 25 oczek przewagi nad 2. teamem obecnej stawki, czyli Ferrari.
- Team Mercedesa ostatnim razem zwyciężał w 3 z rzędu Grand Prix Formuły 1 w 2020 roku.
- Ostatnim kierowcą Ferrari, który wygrał GP Japonii rozgrywane na Suzuce był Schumacher (w ’24 r.).
Grand Prix Japonii – pierwszy typ
Bukmacherzy są przekonani, że tym razem najlepiej w czasie wyścigu o Grand Prix Formuły 1 poradzi sobie Andrea Kimi Antonelli. Przykładowo analitycy STS wiktorii Włocha przyznali kurs 1.70, a zwycięstwu jego teammate’a – George’a Russella już 2.25. Trzecim największym faworytem do wygranej dla nich jest Charles Leclerc. Przy czym temu zdarzeniu przypisali już mnożnik… 15.00; czemu trudno się dziwić. Oni też przybyli do Japonii z poprawkami, ale nadal nie są w stanie realnie na dłuższą metę konkurować z duetem, który broni barw Mercedesa.
Przy czym dzisiejszy kupon z typami na F1 nie będzie zawierać zakładu na to, kto zwycięży w parze Antonelli – Russell. Co prawda 2 tygodnie temu włoski kierowca pokazał, że dojrzał do bronienia 1. pozycji od startu do mety. Tyle tylko, że Suzuka jest torem, na którym trzeba zarządzać energią podobnie jak w Australii, a nie jak w Chinach. Z drugiej strony George w dotychczasowych sesjach nie spisywał się aż tak znakomicie jak wtedy, kiedy rywalizacja o wygranie GP Formuły 1 toczyła się w Melbourne; choć powinien utrzymać miejsce w TOP3.
Tak więc, co takiego jest moim 1. typem dnia na dziś? To, że Charles Leclerc ukończy tegoroczne Grand Prix Japonii przed Lewisem Hamiltonem. Na rzecz tego wskazania przemawia to, że regularnie radzi sobie lepiej od Brytyjczyka i na krótszych, i dłuższych przejazdach. Do wyścigu wystartuje o 2 pola przed 7-krotnym mistrzem świata, ale w erze tak dynamicznych startów, jak dziś, to, z którego pola ruszą, może nie mieć aż takiego znaczenia dla losów rywalizacji. Dlatego tempo na dłuższych dystansach staje się istotniejsze, a w treningach lepsze miał Charles.
Grand Prix Japonii – drugi typ
Natomiast 2. wskazaniem, które obstawiam z kodem promocyjnym STS jest to, że Arvid Lindblad dojedzie do mety tegorocznego Grand Prix Japonii przed Oliverem Bearmanem. Jest to wskazanie, które dotyczy kierowców, znajdujących się w odmiennych sytuacjach. Debiutujący w stawce Formuły 1 na Suzuce czuje się jak przysłowiowa ryba w wodzie. Natomiast Brytyjczyk, który broni barw Haasa raz po raz narzeka na swój bolid i popełnia kosztowne błędy. To właśnie to połączenie sprawiło, że w kwalifikacjach osiągnął jeden z najgorszych czasów całej tej sesji.
Jednak nie tylko w „czasówce” Bearman radził sobie gorzej od tego, który reprezentuje barwy Racing Bulls. Przykładowo w 3. treningu Arvid wywalczył 13. czas, a Oliver 15., choć przejechał 18 okrążeń, czyli o jedno więcej od Lindblada. W 1. sesji treningowej różnica była jeszcze większa, ponieważ faworyzowany w tej parze zdobył 10. czas, a jego konkurent 14. Sesji między tymi treningami nie sposób zaliczyć, ponieważ kierowca Racing Bulls wyjechał na raptem jedno okrążenie. Ponadto, przywiezione poprawki do Japonii, poprawiły osiągi RB, a nie teamu Haas.
Propozycja kuponu:
fot. IMAGO/PressFocus


