Jak wiadomo od wczoraj, Thomas Tuchel nie poprowadzi zespołu Borussii Dortmund w kolejnym sezonie. 43-letni Niemiec w sobotę świętował zwycięstwo w finale Pucharu Niemiec, a trzy dni później za porozumieniem stron rozstał się z BVB. Rezygnacja z usług Tuchela i jego asystentów kosztowała Borussię prawie 3 mln euro. Przyjrzyjmy się zatem osiągnięciom Niemca i oceńmy, czy zasłużył na stratę pracy.

Thomas Tuchel stanowisko trenera Borussii objął 1 lipca 2015 roku, zastępując na nim Jurgena Kloppa, który na Signal Iduna Park pracował przez siedem lat. Klopp, kochany w Dortmundzie przez wszystkich – kibiców, piłkarzy i zarząd, decyzję o odejściu, mimo siódmego miejsca w lidze, podjął sam. Obecny trener Liverpoolu uznał, że jako trener BVB jest już wypalony, a to oznacza, że czas odejść. Tuchel zatem musiał wejść w buty prawdziwej legendy, także oczekiwania wobec niego były zgoła inne niż te, jakie siedem lat wcześniej postawiono Kloppowi. Siódme miejsce w sezonie 2014/15 było tylko wypadkiem przy pracy i Tuchel od razu musiał przynajmniej wrócić do Ligi Mistrzów. Natomiast Klopp obejmował BVB po Thomasie Dollu, który zajmował odpowiednio 9 i 13 miejsce w lidze, tak więc szósta pozycja w pierwszym sezonie pracy mogła być uznana za mały sukces. Co się działo później, każdy chyba wie – dwa mistrzostwa i tyle samo wicemistrzostw kraju, finał Ligi Mistrzów oraz zdobycie Pucharu Niemiec. Był to zdecydowanie najlepszy okres Borussii od wielu lat. Tuchel musiał przynajmniej zbliżyć się do tego poziomu.

W swym pierwszym oknie transferowym Tuchel wydał na transfery ok. 20 mln euro, ze sprzedaży zawodników zarobił z kolei ok. 43 mln. Można powiedzieć, że idealnie wpisał się w strategię Borussii, która niemal zawsze na transferach stara się zarabiać. Z ważniejszych piłkarzy odeszli Kuba Błaszczykowski oraz Kevin Großkreutz, dołączył natomiast Gonzalo Castro, który w 41. występach strzelił siedem bramek i zanotował 11 asyst. Najważniejszą jednak zmianą w kadrze Borussii był progres, jaki zrobił Pierre-Emerick Aubameyang, Gabończyk w pierwszym sezonie pod wodzą Tuchela w 49. meczach miał udział przy 51. bramkach (39 goli i 12 asyst) i stał się jednym z najlepszych piłkarzy Bundesligi.

Thomas Tuchel i Aubameyang

Klopp w swym ostatnim sezonie w Borussii zdobył 46 punktów, Tuchel w swym pierwszym aż 78, to wynik lepszy aż o 32 punkty. Nawet jeśli wziąć pod uwagę przedostatni sezon Kloppa, w którym zajął w lidze drugie miejsce, to jego następca wciąż jest lepszy o 7 punktów. Można zatem było mówić o powrocie na właściwe tory, a nawet o pewnym progresie. Los bywa jednak przewrotny i sprawił, że już po kilku miesiącach obaj panowie zmierzyli się w bezpośrednim pojedynku. Klopp, który od października 2015 roku prowadził Liverpool, wrócił na Signal Iduna Park, by zmierzyć się z Tuchelem w ćwierćfinale Ligi Europy. Pierwszy mecz odbył się właśnie w Dortmundzie i zakończył się remisem 1-1. Przed rewanżem zatem w lepszej sytuacji byli The Reds. Rewanż natomiast był meczem, jakiego można było się spodziewać, znając historię obu zespołów. Borussia prowadziła 1-3, by w doliczonym czasie gry stracić bramkę na 4-3 i odpaść z rozgrywek. Górą był Klopp, a Tuchel mimo bardzo dobrego wyniku w lidze, zakończył sezon bez trofeów.

Przed sezonem 16/17 Tuchel stracił kilku bardzo ważnych, o ile nie kluczowych zawodników. Odeszli Henrikh Mkhitaryan (42 mln euro), Mats Hummels (35 mln), Ilkay Gundogan (27 mln) oraz kilku innych. Borussię wzmocnili z drugiej strony m.in. Andre Schurrle (30 mln), Mario Gotze (22 mln), Ousmane Dembele (15 mln), Sebastian Rode (12 mln) oraz Marc Bartra (8 mln). Łączny bilans to 121 mln euro wydanych na transfery do klubu i 111 mln zarobionych ze sprzedaży. Patrząc jednak na nazwiska, można było się spodziewać, że BVB nieco straci na jakości.

Kolejny wyśmienity sezon rozgrywał Aubameyang, który we wszystkich rozgrywkach strzelił aż 40 bramek, z czego 31 w Bundeslidze, dzięki czemu wyprzedził Roberta Lewandowskiego i zdobył koronę króla strzelców. Bardzo dobrze zaprezentował się także młody Dembele, który w 49. meczach miał udział przy 31. bramkach. W lidze jednak pojawił się kolejny poważny rywal. RB Lipsk po awansie do Bundesligi nie zamierzał się zatrzymywać i od razu postanowił włączyć się do walki o mistrzostwo Niemiec. Beniaminek oczywiście nie pokonał Bayernu, ale 67 punktów, które zdobył, wystarczyło, by wyprzedzić BVB. Swój drugi sezon Tuchel zakończył na trzecim miejscu z 64 punktami na koncie.

Tuchel z Pucharem Niemiec

Jeśli chodzi o grę w Europie, to Borussia odpadła z Ligi Mistrzów w ćwierćfinale po dwumeczu z Monaco. Pierwszy mecz odbył się jednak dzień po zamachu na autokar wiozący piłkarzy BVB na stadion. Tuchel miał później pretensje (zapewne słuszne) do zarządu Borussii o to, że ten zgodził się na rozegranie spotkania tak szybko po ataku na jego piłkarzy. Pierwszy mecz Dortmund przegrał 2:3, drugi 1:3 i Monaco zasłużenie awansowało do półfinału.

Sezon nie był jednak zupełnie stracony, gdyż Borussia wciąż miała do rozegrania finał Pucharu Niemiec. Piłkarze BVB zmierzyli się w nim z Eintrachtem Frankfurt i zwyciężyli 2:1, a bramki strzelali niezawodni w tym sezonie Dembele oraz Aubameyang. Tym sposobem Tuchel zdobył swoje pierwsze trofeum w trenerskiej karierze. Zapewnił Borussii grę w europejskiej elicie w kolejnym sezonie, z Ligą Mistrzów pożegnał się bez wstydu, dołożył kolejny puchar do klubowej gabloty, a przede wszystkim przyczynił się do wielkiego progresu wielu piłkarzy. Dembele, Aubameyang oraz Łukasz Piszczek znaleźli się w najlepszej jedenastce sezonu Bundesligi, więcej przedstawicieli w tym zestawieniu ma tylko Bayern.

Mając na uwadze formę i możliwości finansowe Bayernu, cele i potencjał Lipska oraz fakt, że Tuchel nie miał ostatniego słowa co do transferów, trzeba przyznać, że dwa sezony, jakie spędził w Dortmundzie, były udane zarówno dla niego, jak i Borussii. Pamiętajmy, że żaden trener w historii BVB nie miał tak wysokiej średniej punktów na mecz jak Tuchel (2,09). Niemiec zdecydowanie zasłużył na kolejny sezon w roli trenera Borussii Dortmund, wiemy jednak, że w futbolu coraz rzadziej chodzi o futbol. Teraz przekonał się o tym Thomas Tuchel.