W ciągu kilkudziesiąciu godzin koszykarze Brooklyn Nets stracili dotychczasowego trenera, przelecieli całą Amerykę z jednego wybrzeża na drugie, a na koniec zaliczyli jedno z najważniejszych swoich zwycięstw w tym sezonie, ogrywając Los Angeles Lakers w Staples Center. Trwają wiec szalony czasy dla Nets, którzy wygrali tym samym trzecie kolejne spotkanie i wygląda na to, że kolejny rok z rzędu zagrają w fazie play-off.

Faworyt tego pojedynku był jeden i byli to oczywiście Los Angeles Lakers, którzy nie tylko są ostatnio w bardzo dobrej formie, ale też mieli doskonałą okazję zbliżyć się do Milwaukee Bucks. Ekipa z Miasta Aniołów w ostatnich dniach ograła kolejno właśnie Bucks oraz Los Angeles Clippers, dlatego też zdawało się, że pojedynek z nowojorskim zespołem będzie dla podopiecznych Franka Vogela tylko formalnością. Nic z tych rzeczy – Lakers dopiero w końcówce odrobili straty i na minutę przed ostatnią syreną doprowadzili do remisu. W odpowiedzi punkty zdobył Spencer Dinwiddie. Potem na dziesięć sekund przed końcem szansę na doprowadzenie do remisu miał LeBron James, lecz skrzydłowy pomylił się spod samego kosza. Lakers dostali od losu jeszcze jedną szansę – tym razem już na wygraną zza łuku rzucał Anthony Davis, ale i jego próba nie znalazła drogi do kosza – ku radości rezerwowym Nets, w tym żywiołowo reagującego na wydarzenia na parkiecie Kevina Duranta.

Tym samym Lakers stracili szansę na podgonienie Bucks w ogólnej tabeli (drużyna z Wisconsin przegrała trzy kolejne spotkania – taka sytuacja zdarzyła im się po raz pierwszy w trwających rozgrywkach), choć porażka nie wpłynęła za bardzo na pozycję LAL na Zachodzie. Wygrana pomogła za to Nets utrzymać pozycję w konferencji wschodniej – w tej chwili drużyna z Brooklynu zajmuje siódme miejsce pomimo ujemnego bilansu. Zmiana trenera i rozstanie z Kennym Atkinsonem była sporym zaskoczeniem, lecz drużyna odpowiedziała dwoma kolejnymi zwycięstwami. We wtorek bardzo dobrze spisał się wspomniany Dinwiddie, który nie tylko zdobył decydujące o wygranej punkty, lecz również był najlepszym strzelcem swojego zespołu z dorobkiem 23 oczek. Tymczasowym szkoleniowcem Nets pozostaje Jacque Vaughn – na ten moment nie wiadomo jak długo potrwa jeszcze jego przygoda na tym stanowisku i kogo Nets będą chcieli zatrudnić w miejsce Atkinsona.

Pozostałe informacje z wtorku w NBA:

  • Na własnym parkiecie przegrali cztery kolejne mecze to przynajmniej na wyjazdach wygrywają. Boston Celtics ograli we wtorek w Indianapolis drużynę Pacers, choć w kolejnym spotkaniu roztrwonili kilkanaście punktów przewagi. Tym razem udało im się jednak pomyślnie zakończyć spotkanie, a 30 punktów zdobył dla bostońskiego klubu Jayson Tatum. Tym samym młody skrzydłowy zdobywał 30 lub więcej oczek w pięciu kolejnych wyjazdowych meczach, wyrównując tym samym najlepszy wynik Larry’ego Birda. Bostończycy dzięki wygranej zapewnili sobie udział w playoffs.
  • 40 punktów zdobył za to Bradley Beal, który jest w tej chwili drugim najlepszym strzelcem w NBA ze średnią powyżej 30 oczek na mecz. Obrońca Wizards nie był zadowolony ze swojego poprzedniego występu, kiedy to po raz pierwszy od tygodni nie zdobył 25 punktów i spudłował wszystkie dziewięć rzutów w czwartej kwarcie. Szybko wrócił więc na dobre tory i nie tylko zaaplikował Knicks aż 40 oczek, ale też poprowadził Wizards do wygranej i drużyna ze stolicy Stanów Zjednoczonych nadal zachowuje nadzieje na awans do fazy play-off.
  • Pierwszy występ w pierwszej piątce w karierze zaliczył we wtorek Coby White i zdobył najwięcej w zespole 20 punktów, a jego Chicago Bulls ograli u siebie Cleveland Cavaliers. Na minus trzeba jednak zapisać pierwszoroczniakowi aż dziewięć popełnionych strat!
  • Kolejny raz na nic zdał się znakomity występ Luki Doncica – słoweński gracz zdobył 38 punktów dla Dallas Mavericks, ale znów zawiódł Kristpas Porzingis (dziewięć punktów, 4/15 z gry, 1/8 za trzy) i Mavs przegrali w derbach Teksasu z San Antonio Spurs. Najwięcej punktów dla zwycięzców zdobył powracający do gry po kontuzji LaMarcus Aldridge, zapisując na konto 24 oczka.
  • Los Angeles Clippers nie mieli żadnych problemów, by uporać się z Golden State Warriors i rozstrzygnęli wynik w zasadzie już po 24 minutach gry. 23 punkty dla LAC zdobył Kawhi Leonard. W barwach Warriors znów nie zagrał Stephen Curry, który jest przeziębiony i do akcji ma wrócić dopiero w najbliższych dniach.