Już dzisiaj druga runda cyklu wyłaniającego mistrza świata na żużlu. Turniej wyjątkowy, szczególnie dla Polaków, ponieważ ma miejsce na największej scenie – Stadionie Narodowym. Na trybunach prawdopodobnie zasiądzie ok. 50 tysięcy kibiców. Przy takiej publice wydziela się dodatkowa motywacja i adrenalina. Sprawdźmy kto ma szansę na dobry występ i zwycięstwo całego turnieju.

W tym sezonie obsada jest wyjątkowa wyrównana i bardzo ciężko jest wytypować tego najlepszego. Bukmacherzy za wygraną w turnieju najmniej płacą na Jasona Doyle’a – aż 5.50. Mimo, że już mamy prawie połowę maja, to nadal nie mamy odpowiedzi na wiele pytań dotyczących formy poszczególnych żużlowców. Na pierwszą rundę w Krsko narzekało wielu zawodników, z Taiem Woffindenem na czele. Brytyjczyk mógł czuć się rozczarowany, ponieważ nie wszedł nawet do półfinału. Nawierzchnia w Słowenii pozostawiała wiele do życzenia i nie pozwalała na efektowne ściganie. Jednak nie wypacza to wyniku żużlowców, którzy stanęli przed dwoma tygodniami na podium. Martin Vaculik, Fredrik Lindgren oraz Patryk Dudek potwierdzają swoją wysoką formę występami w zawodach ligowych.

Spoglądając na występy w polskiej Ekstralidze, najlepszą średnią spośród uczestników GP ma Niels Kristian Iversen – 2,31. Jednak Duńczyka nikt raczej nie stawia w roli faworytów dzisiejszej rundy. Chociaż warto zwrócić uwagę na jego dobrą dyspozycję, ponieważ na obecnym etapie sezonu jest niedoceniany, a z pewnością może wkręcić wynik pozwalający mu udział w półfinałach. Patrząc na statystyki naszej ligi, tuż za Iversenem ze swoją średnią plasuje się Jason Doyle. Gdyby nie kontuzja w zeszłym sezonie, to teraz byśmy pisali o aktualnym mistrzu świata. Niestety, sport motorowy ma to do siebie, że jeden wyścig może zniweczyć pracę przez cały rok. Australijczyk w tym roku chce odebrać, to co jego. W pierwszej rundzie wypadł przyzwoicie gromadząc 12 punktów. Punktuje równo, raczej bez wpadek, co jest kluczowe w systemie cyklu. Możemy brać jego osobę jako faworyta do wygrania dzisiejszych zawodów. Nie bez powodu bukmacherzy płacą za jego wiktorię najmniej.

Zawodnikom przyjdzie ścigać się na tak zwanym torze jednodniowym. Jest to zupełnie inne doświadczenie, niż jazda na owalach naturalnych. Na wyniki z poprzednich dwóch turniejów w Warszawie możemy patrzeć bardziej z dystansem, ponieważ w przypadku sztucznych nawierzchni i układania łuków tymczasowo nie ma to takiego znaczenia. W zeszłym roku zawody wygrał Tai Woffinden. Brytyjczyk czuje się dobrze na tego typu torach, a tak duża publiczność dodaje mu tylko wartości dodanej. Dodatkowo jest podrażniony po nie do końca udanym pierwszym turnieju. Możemy sądzić, że były mistrz świata wywalczy finał. Drugie miejsce przed rokiem padło łupem Grega Hancocka. Amerykanin słynie ze swojej niezawodności. Pokazał to już w przeciągu ostatniego miesiąca, że swoje wpadki potrafi naprawiać szybko. Po fatalnym spotkaniu w Zielonej Górze, aktualny mistrz świata wygrał cztery wyścigi w spotkaniu ligowym przeciwko Unii Leszno. Z początku sezonu Herbie miał problemy ze sprzętem. Jego tuner, Peter Johns, nie ma na razie dobrego roku. Greg Hancock to klasa sam w sobie i zawsze się szybko zbiera, stosując korekty w swoich motocyklach. Na tym etapie sezonu jest on kolejnym faworytem, który nie powinien zawieść i brak mistrza świata w półfinale będzie traktowany jako niespodzianka.

Na torach tymczasowych od zawsze bardzo dobrze czuje się Chris Holder. Jednak Australijczyk zmaga się z wielkimi problemami. Wydaje się, że Chrispy tak słaby nie był od czasów juniorskich. Jak sam mówił, winę zwala na fatalny sprzęt. W takim wypadku, należy czekać aż dostanie impuls w postaci szybkich motorów. Co ciekawe, Holder korzysta z pomocy tego samego tunera, co Greg Hancock, który już się uporał z problemami sprzętowymi. Należy postawić pytanie, czy to na pewno tylko kwestia silników? Może być tak, że nadejdzie taki dzień w sezonie, kiedy Australijczyk z dnia na dzień wróci do swojej dyspozycji. Jest ambitny i swoją walecznością potrafi zbierać punkty. Jednak póki nie będzie szybkości, trudno myśleć nawet o utrzymaniu się w cyklu Speedway Grand Prix. Zwracając uwagę na naszych rodaków, w zeszłym roku na torach czasowych wspaniale czuł się Bartosz Zmarzlik. W pięciu występach na takiej nawierzchni w roku 2016, aż czterokrotnie zdobywał dwucyfrową zdobycz punktową. Po drugiej stronie jest Piotr Pawlicki. Dla debiutantów ściganie się na sztucznych torach bywa zagadką. Leszczynianin nie do końca w minionym sezonie czuł się dobrze na tego typu nawierzchniach. Zapłacił swoje frycowe. W związku z tym kolejne pytanie, o innego naszego reprezentanta. Jak odnajdzie się Patryk Dudek? Co prawda zgromadził przed rokiem 8 punktów, ale tym razem oczekiwania wobec niego są większe.

Fredrick Lingrend z Marcelem GerhardemNadal niedoceniany jest Fredrick Lindgren. Szwed przez lata był przeciętnym żużlowcem. Jednak już  w zeszłym roku szokował fanów i przeciwników. Jego fenomenowi towarzyszy cały czas nazwisko Marcela Gerharda. Niemiecki tuner wprowadza do żużlowego świata silniki GTR. Dotychczas nikt inny nie zdecydował się na ten krok. Lindgren wręcz fruwa na swoich maszynach. Podium w pierwszej rundzie oraz wspaniałe występy w polskiej lidze nie są dziełem przypadku. Nie można go lekceważyć. Trzeba go już rozważać jako faworyta do wygrania całego turnieju. Warto zauważyć, że przed rokiem wypadł bardzo dobrze na Narodowym gromadząc 12 punktów. Dodatkowo w rundzie zasadniczej pojedzie dwukrotnie z trzeciego pola, które w zeszłym sezonie było najlepsze w Warszawie. Czy po raz kolejny wystawi dobrą recenzje swojemu niemieckiemu tunerowi? Wiele czynników na to wskazuje. Bukmacher forBet wystawia kurs na wygraną Szweda na poziomie 8.50.

Ponadto w ofercie możemy typować zawodników, którzy wejdą do półfinałów. Jak wspominałem w analizie, najlepszą ósemkę powinni osiągnąć Jason Doyle, Tai Woffinden i Greg Hancock. Bukmacher na te zdarzenia płaci odpowiednio 1.2, 1.38 i 1.40. Na każdego zawodnika jest wystawiona linia punktowa do obstawienia. Jeżeli ktoś nie wierzy w odrodzenie Chrisa Holdera, atrakcyjne wydaje się postawienie zdobyczy Australijczyka ponieżej 6,5 punktów po kursie 1.62. Zaskakująco niską linią wydaje się ta wystawiona na Taia Woffindena. Jeżeli uważamy, że Brytyjczyk zdobędzie więcej niż 8,5 punktów, dostajemy mnożnik 1.67. Jest to o wiele atrakcyjniejsze do obstawienia, niż wejście byłego mistrza świata do TOP8, ponieważ jest to prawie jednoznaczne. Dla graczy wierzących w silniki GTR, bezpieczniejszą opcją niż wygrana w turnieju, jest wytypowanie zdobyczy punktowej przez Fredrika Lindgrena powyżej 9,5 po kursie 1.70.