Za nami ostatnie spotkanie towarzyskie w wykonaniu Biało-Czerwonych przed zbliżającym się mundialem. Polacy na PGE Narodowym pokonali Litwę 4:0, a na listę strzelców wpisali się: dwa razy Lewandowski, a po razie Kownacki i Błaszczykowski.  Poza dobrą grą całego zespołu trzeba podkreślić znakomity występ linii środkowej, która zasłużyła na najwyższe noty. Wśród wygranych tego sparingu z pewnością znalazł się Adam Nawałka, którego czeka kilka nieprzespanych nocy z pozytywnym bólem głowy, który załatwili mu piłkarze w dzisiejszym starciu.

Słaby początek, dobra akcja zespołowa

Juz od początku pierwszej połowy mieliśmy małe zaskoczenie, ponieważ Adam Nawałka desygnował do gry trzech nominalnych napastników. Rozpoczęliśmy spotkanie z Litwą w formacji 3-4-3, która w ostatnim czasie nie przynosiła nam pozytywnych wyników. Na cztery ostatnie występy w tej formacji wygraliśmy tylko raz. W dzisiejszym spotkaniu trener zdecydował się na przegląd kadry i dał szansę występu między innymi Cionkowi, Bereszyńskiemu, Góralskiemu czy Kownackiemu, którzy nominalnie muszą pogodzić się z rolą rezerwowych. Pierwszy kwadrans tego pojedynku zdecydowanie nie był pomyśli Adama Nawałki. Polacy mieli spore problemy z uporządkowaniem sobie gry, Litwini próbowali się odgryzać, ale krótko mówiąc 15 minut do zapomnienia.  Kolejne dwa kwadransy były już zdecydowanie lepsze. Biało-Czerwoni ustawili sobie przeciwnika w środkowej strefie i czekali na nadchodzący moment. Pierwszy raz kibice zgromadzeni na PGE Narodowym mieli okazję do świętowania w 18. minucie, gdy po składnej akcji całego zespołu do siatki trafił Robert Lewandowski. W tym miejscu należy pochwalić doskonałą wrzutkę Kownackiego, a także zgranie Rybusa. Akcja na przysłowiową piątkę z plusem. Po tej bramce jeszcze bardziej było czuć przewagę naszej drużyny.

Liderzy środka pola

Trzeba przyznać, że Krychowiak i Góralski notowali kapitalne zawody. Popularny Krycha kilkukrotnie długim podaniem obsłużył partnerów i można było się zastanawiać czy to nie jest Xavi Hernandez w przebraniu, a mówiąc całkiem serio to cieszy taka dyspozycja tego piłkarza, bo jest dla nas kluczowy. Jego partner Jacek Góralski nie chciał być gorszy i zasuwał w pomocy niczym pitbull spuszczony ze smyczy, skoro Grześka porównałem do Xaviego, to byłego pomocnika Jagi najlepiej określić mianem polskiego N’golo Kante. Znakomity w pressingu, nigdy nie odpuszczał. Przyznam szczerze, że po pierwsze połowie zacząłem się zastanawiać czy to nie powinna być nasza wyjściowa para w pomocy, tym bardziej, że ciężko przypomnieć sobie dobry występ w kadrze Karola Linetty’ego. Jeśli miałbym na siłę szukać słabego punktu w naszym zespole w pierwszych 45 minutach to wskazałbym na Arka Milika. Napastnik Napoli słabo odnajdował się na prawym skrzydle, choć kilkukrotnie fajnie rozrzucił akcję to miałem wrażenie, że jest go mniej niż na przykład Kownackiego. Na korzyść tego piłkarza z pewnością trzeba zaliczyć asystę przy drugiej bramce, ponieważ to on wywalczył rzut wolny, po którym piłkę do siatki skierował po raz kolejny Lewandowski. Warto podkreślić również solidną grę naszych wahadłowych, którzy mieli pełno akcji ofensywnych, ale też nie oszukujmy się, że rywal był z najwyższej półki. Przed samą przerwą okazję do wykazania się dostał Łukasz Fabiański, który popisał się kapitalną interwencją po strzale znanego z polskich boisk Darvydasa Sernasa i błędzie Thiago Cionka. Pierwsza połowa na przysłowiowe pięć z plusem.

Deja vu

Po zmianie stron mieliśmy bardzo podobny scenariusz. Pierwsze piętnaście minut do zapomnienia, Polacy musieli uporządkować boiskowe wydarzenia po zmianach dokonanych przez Adama Nawałkę. Przede wszystkim zmieniliśmy ustawienie na czwórkę obrońców, a po lewej stronie szansę dostał znakomicie dziś dysponowany Bartosz Bereszyński. Po okresie szachów znowu nadszedł czas naszej przewagi, który przekuliśmy w debiutancką bramkę Dawida Kownackiego po znakomitej akcji zespołowej. Trzeba przyznać, że był to bardzo dobry występ piłkarza Sampdorii Genua. Po zmianie stron było więcej Arka Milika, który częściej schodził po piłki i brał grę na siebie. Nieskutecznością za to popisał się Łukasz Teodorczyk. Napastnik Anderlechtu otrzymał doskonal podanie od Łukasza Piszczka, jednak spudłował w stuprocentowej sytuacji. Warto wspomnieć, że chwilę przed bramką Kownasia piłkę do siatki piętką skierował Krychowiak, ale system VAR anulował to trafienie w związku z zagraniem ręką. Dzieła zniszczenia dokończył Jakub Błaszczykowski, który wykorzystał rzut karny w 82. minucie.

Plusy meczu

Podsumowując to spotkanie trzeba przyznać, że zagraliśmy bardzo dobre zawody. Linia środkowa w tym meczu zasłużyła na najwyższe noty, a szczególnie Grzegorz Krychowiak, który podobnie jak na Euro dochodzi do wysokiej formy przed główną imprezą. Jacek N’Góralski również zaprezentował się bardzo dobrze, czym z pewnością wzbudzi ból głowy u Adama Nawałki. Karol Linetty nie wyglądał najlepiej w rywalizacji z Chile, więc możemy być świadkami korekty w wyjściowej jedenastce. Myślę, że ciekawie może być również w linii obrony, ponieważ o miejsce na lewej flance powalczą Maciej Rybus oraz Bartosz Bereszyński. Obaj panowie w dzisiejszym spotkaniu wyglądali znakomicie, ale trzeba sie cieszyć z takich problemów, bo kiedyś mieliśmy wielki problemy na tej pozycji i musieliśmy sięgać po Wawrzyniaka czy innego Boenischa. Na uznanie zasługuję również Dawid Kownacki i to nie tylko ze względu na zdobytą bramkę, ale przede wszystkim za waleczność i umiejętności, które pokazał. Widać było, że przeciwnik w dzisiejszym meczu nie był z najwyższej półki, jednak taka strzelnica przed mundialem może być bardzo dobrą sprawą. Podniesione morale, pewność siebie oraz dobre występy poszczególnych piłkarzy napawają entuzjazmem, a już za tydzień o tej porze będziemy wiedzieli na ile przygotowania do turnieju głównego okazały się sukcesem.