Niemal od początku swojej kariery Zion Williamson porównywany jest do LeBrona Jamesa. We wtorek 19-letni debiutant oraz 35-letni weteran po raz pierwszy w tym sezonie zagrali przeciwko sobie i ten pojedynek tytanów nie rozczarował kibiców. Koniec końców górą był LeBron James, który nie tylko zdobył aż 40 oczek, ale też poprowadził Los Angeles Lakers do szóstego kolejnego zwycięstwa. Po meczu supergwiazda NBA miała jednak do powiedzenia sporo ciepłych słów na temat Williamsona.

Starcia między Los Angeles Lakers a New Orleans Pelicans są w tym sezonie prawdziwą gratką dla fanów. Z jednej strony dlatego, że Pels to przecież były zespół Anthony’ego Davisa, za którego Lakers oddali do Nowego Orleanu sporą grupę zawodników, w tym m.in. Brandona Ingrama czy Lonzo Balla. Z drugiej strony to jednak także pojedynek LeBrona Jamesa z Zionem Williamsonem – we wtorek byliśmy świadkami pierwszego takiego starcia i jak się okazuje, młody Zion musi jeszcze poczekać na swój czas, bo na razie królem pozostaje stary wyga LeBron. Zaliczył on aż 40 oczek i poprowadził Los Angeles Lakers do zwycięstwa, wygrywając tym samym pierwszy pojedynek z Williamsonem. Z kolei dla Davisa była to już trzecia w tym sezonie wiktoria z byłym klubem – Pelicans ostatnią okazję do pokonania Lakers będą mieli już w najbliższą niedzielę, kiedy to zespoły rozegrają ostatni w sezonie regularnym mecz między sobą, tym razem w Luizjanie. Istnieje też całkiem spora szansa, że drużyny te zmierzą się ze sobą także w fazie play-off (na razie jednak Pels muszą w ogóle wbić się do pierwszej ósemki w konferencji zachodniej).

Z pewnością byłyby to bardzo ciekawe pojedynki, choć jasne jest, że Pelicans w starciach z Lakers stoją raczej na straconej pozycji. We wtorek nie wystarczył ani znakomity mecz Ingrama (34 punkty), ani też kolejny dobry występ Williamsona, który w dziewiątym kolejnym spotkaniu przekroczył granicę 20 oczek. Już w pierwszej połowie Zion miał kilka efektownych wsadów, a jego siła i szybkość pozwalały mu łatwo ogrywać Davisa czy Dwighta Howarda i dostawać się także na linię rzutów wolnych (13/19). Zabrakło jednak jego punktów w czwartej kwarcie (trafił wtedy tylko jeden rzut z gry) i choć Pelikany przez cały mecz były blisko rywala to jednak w ostatnich minutach Lakers jako bardziej doświadczony zespół wziął po prostu swoje. Kolejny raz dobre wrażenie zrobił m.in. rezerwowy Alex Caruso, który popisał się choćby znakomitym blokiem na Ballu w ostatniej odsłonie spotkania. Po meczu z kolei LeBron nie szczędził miłych słów w kierunku Williamsona, twierdząc że to wyjątkowy gracz, który jest idealnie skrojony pod grę w dzisiejszej NBA.

Najciekawsze informacje z wtorkowej nocy w NBA:

  • Na początek o kontuzjach. Jest zła i dobra wiadomość. Zła to co najmniej dwa tygodnie przerwy Bena Simmonsa, który ma problemy z plecami i wiele wskazuje na to, że jego absencja potrwa nawet dłużej. Dobra to wielki powrót Stephena Curry’ego do gry, co ma nastąpić już w niedzielę w starciu Golden State Warriors z Washington Wizards.
  • LeBron kontra Zion to nie jedyne starcie tytanów, jakie mieliśmy okazję obejrzeć we wtorek w NBA. Na przeciwko sobie stanęły bowiem także zespoły Toronto Raptors i Milwaukee Bucks, czyli dwie najlepsze drużyny na wschodzie. Górą jednak Bucks, którzy tym samym odskoczyli Raptors w tabeli i powiększyli swoją przewagę. 19 punktów, 19 zbiórek, osiem asyst oraz trzy bloki zaliczył Giannis Antetokounmpo.
  • Zdrowie dopisuje wreszcie Denver Nuggets, a to oznacza bardzo dobrą grę podopiecznych trenera Mike’a Malone’a. We wtorek Nuggets nie mieli żadnych problemów, aby ograć Detroit Pistons, a rekordowe w tym sezonie 29 punktów zapisał w tym pojedynku Jerami Grant.
  • Bardzo szybko po niedzielnej porażce w Los Angeles z tamtejszymi Lakers pozbierali się koszykarze Boston Celtics, którzy łatwo ograli na wyjeździe Portland Trail Blazers. W niesamowitej formie jest Jayson Tatum, który po 41 punktach przeciwko Lakers tym razem zapisał na konto 36 oczek, trafiając osiem trójek.
  • Siódmą kolejną porażkę na własnym parkiecie zaliczyli we wtorek z kolei Golden State Warriors, którzy tym razem nie dali rady Sacramento Kings. Po 21 oczek dla Królów zdobyli Harrison Barnes oraz De’Aaron Fox. To dla Warriors najdłuższa seria porażek u siebie od 19 lat!