Derby Madrytu to zawsze ciekawe widowisko. Dwie drużyny naszpikowane gwiazdami walczyły tej soboty nie tylko o ligowe punkty, ale również o prestiż i terytorium. Obie ekipy wyszły na boisko z walecznym nastawieniem, chcąc pokazać, że to oni rządzą w Madrycie.

Od początku spotkanie rozgrywane było w szybkim tempie. Akcja za akcję, aż do 30 minuty, kiedy to Real Madryt na dobre się rozpędził. Coraz śmielsze poczynania gospodarzy sprawiały, że gol był kwestią czasu. Kibice doczekali się tego w 52 minucie, kiedy po świetnym dośrodkowaniu Kroosa z rzutu wolnego piłkę głową skierował do bramki Pepe. Na odpowiedź musieliśmy czekać ponad 30 minut, kiedy już wydawało się, że 3 punkty zgarną piłkarze Realu.

Królewscy jeszcze kilka razy próbowali, ale bezbłędny dziś był Jan Oblak. Bramkarz Atletico dwoił się i troił, żeby nie przepuścić piłki, a kiedy jemu nie starczało sił to pomagali mu koledzy z formacji defensywnej. Spotkanie mogło się zakończyć o wiele gorzej dla graczy Diego Simeone, gdyby nie świetne ustawianie się Savicia. Obrońca zostanie na długo zapamiętany dzięki świetnej interwencji po strzale Cristiano Ronaldo, kiedy to wybił piłkę głową z linii bramkowej. Do wyróżniających się zawodników trzeba również zaliczyć Griezzmana, który czyhał na pomyłki obrońców, a w końcówce spotkania doprowadził do wyrównania. Forma zespołu przed spotkaniem z Leicester jest zadowalająca. Z tak funkcjonującą obroną i Griezzmanem, który nie może przestać strzelać, Diego Simeone może być spokojny o awans do najlepszej czwórki LM.

Przez pół godziny mecz był wyrównany. Potem Atletico zostało zepchnięte do obrony i mogli liczyć jedynie na kontry lub błędy piłkarzy Realu. Niestety takich błędów zdarzyło się kilka, co przed zbliżającym się meczem Ligi Mistrzów nie wróży dobrze. Na szczęście dla gospodarzy w dobrej dyspozycji był dziś Keylor Navas. Jednak po tym meczu sporo zastrzeżeń pojawia się wobec Benzemy, który grał dziś tak, jakby mu się nie chciało. Był niedokładny a jego strzały nie sprawiały praktycznie żadnego zagrożenia. Czyżby Francuza dopadł kryzys? Dziwi również to, że na boisku nie zjawił się Morata, który w ostatnim spotkaniu pokazał, że jest głodny gry. Usta krytykom zamknął za to Ronaldo, który rozegrał dobre spotkanie, stwarzając poważne zagrożenie pod bramką gości. Z dobrej strony pokazał się też Marcelo, który aktywnie podłączał się do akcji ofensywnych. Trener Zidane musi być wściekły, biorąc pod uwagę sytuację ligową jak i zbliżające się spotkanie z Bayernem.

Mecz mógł się podobać. Było dużo walki, mało gry w środku pola, dużo sytuacji bramkowych, pokaz indywidualnych umiejętności piłkarzy. Czyli wszystko to, co kibic lubi najbardziej. Pozostaje nam mieć nadzieje, że ten mecz napędził oba zespoły, a szalone tempo, w jakim był rozgrywany, nie wpłynie na ich postawę w spotkaniach Ligi Mistrzów.