Liverpool zrealizował postawiony przed sezonem cel i awansował do kwalifikacji upragnionej Ligi Mistrzów. The Reds do ostatniej kolejki musieli walczyć o swoje. Dzięki zwycięstwu nad Middlesbrough zajęli czwarte miejsce w tabeli. Zostawiając w pokonanym boju Arsenal i Manchester United.

Ciężko było rozliczać Kloppa za poprzednią kampanię, ponieważ do klubu przyszedł w połowie rozgrywek. Tym razem przepracował rok od deski do deski. Dobre przygotowanie latem pod jego wodzą, było widać już od pierwszej kolejki, gdy po spektakularnym meczu pokonali Arsenal na The Emirates 4:3. W końcowym rozrachunku to zwycięstwo okazało się najważniejszym. Ten sezon to spore wahania nastrojów wśród piłkarzy, kibiców i trenera. Owszem Liverpool wrócił do najbardziej prestiżowego turnieju w Europie, jednak apetyty w pewnym momencie były znacznie mocniej rozbudzone. W okolicach stycznia drużyna realnie walczyła o tytuł z rozpędzoną Chelsea. Londyńczycy zanotowali serię 13 wygranych spotkań z rzędu. Mimo to, The Reds ciągle byli za ich plecami. Do pewnego momentu, gdy Klopp w wywiadzie powiedział, że dla The Blues musi być to frustrujące. Dziwnym zbiegiem okoliczności od tych słów połączonych z wyjazdem Sadio Mane na Puchar Narodów Afryki zaczęli pikować w dół. Ostatecznie doczłapali się do czwartego miejsca. Mimo wszystko trzeba to uznać za sukces, wystarczy porównać kadry jakimi dysponowali Wenger czy Mourinho.

Liverpool może się pochwalić najlepszym bilansem spotkań z czołówką ligi. Przez wielu zostali nazwani Robin Hoodem. Zabierali bogatym, by później oddać biednym. Podopiecznym Kloppa brakowało pomysłu na grę ze słabszymi zespołami, które umiejętnie cofały się pod własną bramkę i kontrowały. Z kolei przeciwko drużynom z TOP-6 nie przegrali żadnego meczu i pokazali naprawdę fajną i ofensywną piłkę. Prawda jest taka, że gdyby nie straty punktów z ogórkami, bo aż cztery porażki z sześciu zanotowali z dołem tabeli, do samego końca mogli walczyć o mistrzostwo. Ostatecznie udało się zrealizować plan minimum i hymn Champions League znów wróci na Anfield.

Na minus z pewnością trzeba zaliczyć udział w krajowych pucharach. Nie mogą tłumaczyć się odpuszczeniem tych rozgrywek na korzyść udziału w Europie, bo tam po prostu nie grali. Odpadli głównie dlatego, że trener wystawiał tam nie drugi, a nawet trzeci garnitur. Dla młodych graczy będzie to cenne doświadczenie, ale uważam, że powinni poważniej potraktować te trofea.

Kluczowa postać :

Sadio Mane po transferze z St Mary’s Stadium z miejsca stał się gwiazdą nowej drużyny. Wszedł świetnie w sezon, rozruszał ofensywę i zaoferował drużynie nowe możliwości. Znakomity drybling, szybkość oraz umiejętność zdobywania bramek sprawiły, że siał postrach w szeregach rywali. Senegalczyk stał się dla zespołu niezastąpiony. Podczas jego nieobecności The Reds stracili większość punktów. Liverpool z nim, a bez niego to dwie inne ekipy. Zakończył sezon z 13 bramkami na koncie i w głównej mierze, dzięki niemu Liga Mistrzów wraca do Merseyside. W obecnych rozgrywkach z pewnością osiągnął wyższy poziom indywidualnie, ale także swoją obecnością wzniósł klub level wyżej. Ekipie Kloppa brakowało takiego skrzydłowego. Idealnie wpasował się w profil klubu. Jednak latem muszą dokupić gracza o podobnym poziomie, by na obu flankach panowała równowaga.

Odkrycie sezonu:

Georginio Wijnaldum holenderski pomocnik podobnie jak Mane dołączył do drużyny przed sezonem ze zdegradowanego Newcastle. W pierwszej chwili ten transfer wyglądał bardziej jak uzupełnienie kadry, niż realne wzmocnienie pierwszego składu. Zakup Senegalczyka był kluczowy, a Giniego pożyteczny. Zawodnik z predyspozycjami ofensywnymi został przed Kloppa ustawiony na środku pomocy. Przez co musiał się nauczyć bronić. Może nie imponuje znakomitą techniką, ale jest bardzo waleczny, umie się podłączyć z drugiej linii i dobrze gra głową. Znakomicie odnalazł się roli box to box. Od transferu do Premier League strzelił 17 goli, szczególnie upodobał sobie ważne mecze. Głównie trafiał z czołówką ligi, ale co ciekawe wszystkie bramki zdobył na własnym stadionie.

Rozczarowanie sezonu:

Daniel Sturridge w formie to crack, jakich mało w tej lidze. Jednak w ostatnim czasie jest niszczony przez kontuzję. Od sezonu, w którym dzielił atak z Suarezem znacząco obniżył swoje loty z powodu kruchych kości. Popularny Studge zawsze był graczem, który nie boi się wziąć gry na siebie. W tym roku Klopp bardzo mocno ograniczył jego rolę w zespole. Nawet jak był zdrowy siedział na ławce. Nie wiadomo czym spowodowana była taka decyzja trenera. Na koniec rozgrywek dostał okazję do występu i pokazał, że nadal ma to coś. Niestety nie można na nim opierać ataku na przyszłą kampanię. Możliwe, że nie nadają ze szkoleniowcem na tych samych falach. Cały sezon musiał wchodzić z ławki, co dla gracza z takim potencjałem musiało być sporym policzkiem. Wydaje mi się, że dla swojego dobra latem powinien poszukać nowego klubu, w którym ktoś da mu prawdziwą szansę, bo w formie to zawodnik światowej klasy. Zasługuje na regularne występy. Prawdę mówiąc w obliczu odejścia Benteke i rywalizacji z Origim spodziewałem się po nim sporo dobrego w tych rozgrywkach. Myślałem, że wróci do formy z przed lat, jedna rzeczywistość okazała się brutalna, a niemiecki trener wybrał grę z Firmino w roli fałszywej dziewiątki.

Liverpool przed kolejnym sezonem ma sporo pracy do wykonania. Głównie na rynku transferowym. Chcąc rywalizować na kilku frontach muszą znacząco wzmocnić kadrę. Alberto Moreno, Lucas Leiva czy Ragnar Klavan to nie są zawodnicy, z którymi w składzie odniosą sukces na europejskich boiskach. Spodziewam się sporych roszad. Powinni się skupić na dokupieniu partnera do Joela Matipa, który pokazał, że można na niego liczyć. Virgil Van Dijk to idealny pomysł. Kluczowy będzie również zakup napastnika, bo wątpię, że osiągną coś spektakularnego jeśli ich najlepszym strzelcem został Philippe Coutinho z 14 bramkami na koncie. Snajper gwarantujący +20 goli na sezon to dla nich konieczność. Z pewnością przy dobrych zakupach postarają się zawalczyć o mistrzostwo, podobnie jak inne zespoły z czołówki ligi. W Champions League wydaje mi się, że ćwierćfinał to realne miejsce, które odda ich obecną siłę i możliwości.