To już piętnaście kolejnych zwycięstw Toronto Raptors, którzy notują znakomity okres i nadal seryjnie wygrywają, goniąc tym samym Milwaukee Bucks w tabeli konferencji wschodniej. W poniedziałek dali radę drużynie Minnesota Timberwolves i zepsuli tym samym debiut D’Angelo Russella w barwach swojego nowego zespołu.

Przez pewien czas zdawało się, że seria kanadyjskiego zespołu zostanie wreszcie przerwana. Wolves jeszcze na początku czwartej kwarty wyszli nawet na prowadzenie i wyglądało na to, że seria wygranych jest zagrożona. Jednak Raptors po raz kolejny udowodnili, że potrafią wygrywać na wiele różnych sposobów i jeśli każdy gracz daje z siebie wszystko to stać ich na zwycięstwo w każdym spotkaniu. W poniedziałek pomógł fakt, że bardzo dobrze udało im się ograniczyć D’Angelo Russella w ostatniej odsłonie po tym jak debiutujący w barwach Wolves rozgrywający grał wcześniej bardzo dobre zawody. Ostatecznie zakończył on zmagania z dorobkiem 22 punktów oraz pięciu asyst w 32 minuty gry. Dla zwycięzców najwięcej punktów zdobył Pascal Siakam (34), a świetne wsparcie zapewnił też m.in. OG Anunoby, który zaliczył najlepsze w karierze 25 punktów oraz 12 asyst.

Warto dodać, że Raptors kolejny już raz musieli sobie radzić bez kilku podstawowych zawodników – trener Nick Nurse nie mógł skorzystać z żadnego nominalnego podkoszowego, bo kontuzjowany jest Marc Gasol, a przeziębiony Serge Ibaka. Z tego też powodu bardzo trudne zadanie okiełznania Karla-Anthony’ego Townsa przypadło dużo niższemu Rondae Hollis-Jeffersonowi, który jednak poradził sobie całkiem nieźle. W tym momencie Raptors potrzebują więc jeszcze tylko trzech zwycięstw więcej, aby wyrównać najdłuższą serię wygranych w tym sezonie NBA. Każda kolejna wygrana Raptors i przedłużenie tej trwającej serii zapisuje się w historii klubu, gdyż kanadyjski zespół nigdy wcześniej nie wygrał tylu spotkań z rzędu. Przed przerwą na Weekend Gwiazd czeka ich jeszcze jedno spotkanie, a w Chicago prócz Siakama oraz Lowry’ego zamelduje się również Nick Nurse ze swoim sztabem, gdyż to oni poprowadzą zespół Giannisa w All-Star Game.

Pozostałe informacje z poniedziałkowej nocy w NBA:

  • Niemal cały wieczór miał problemy z trafianiem, ale w najważniejszym momencie nie zawiódł – Spencer Dinwiddie celnym rzutem z półdystansu na pięć sekund przed końcem spotkania zapewnił drużynie Brooklyn Nets bardzo cenne zwycięstwo w Indianapolis. Rozgrywający wcześniej trafił tylko trzy z 14 rzutów, lecz w decydującej chwili ręka mu nie zadrżała. Z dorobkiem 21 oczek oraz jedenastu asyst był najlepszym strzelcem Nets – ostatecznie aż ośmiu zawodników nowojorskiego zespołu zdobyło w tym meczu dziesięć lub więcej oczek.
  • Kolejne już wysokie zwycięstwo bez Giannisa Antetokounmpo zaliczyli w tym sezonie Milwaukee Bucks, którzy w poniedziałek łatwo ograli u siebie Sacramento Kings. Po 28 oczek zdobyli Khris Middleton oraz Eric Bledsoe, a Giannis mógł spokojnie zająć się swoim nowonarodzonym synkiem.
  • Bardzo miło powitali Golden State Warriors swojego byłego zawodnika Andre Iguodalę, który w poniedziałek zagrał w San Francisco po raz pierwszy od czasu odejścia z klubu, z którym zdobył trzy tytuły mistrza NBA. Były owacje na stojąco oraz wideo z podziękowaniami. Iggy miał też jeszcze jeden powód do radości: w pojedynku między Warriors a Heat lepsi okazali się być koszykarze z Miami.
  • Jeden z lepszych meczów w tym sezonie zaliczył Rajon Rondo, który cztery razy trafił za trzy i miał 23 punkty, pomagając tym samym Los Angeles Lakers w łatwo wygranym starciu Phoenix Suns. Dla drużyny z Miasta Aniołów to już 40. w tym sezonie zwycięstwo – dokonali tego jako drugi po Bucks zespół.