Denerwuje was to, że wasze ulubione ligi mają tyle zespołów, że na pojedynki najlepszych trzeba czekać cały sezon? Macie dość czekania na upragnione derby? Nie możecie doczekać się meczu z największym ligowym rywalem? Nudzą was już mainstreamowe rozgrywki? Szukacie czegoś nowego, co pozwoli wam zapomnieć o porażce waszego ulubionego zespołu w lidze albo w europejskich rozgrywkach? Dzisiaj przedstawię wam kilka alternatywnych lig, które sprawią, że nie będziecie mieli już więcej takich problemów!

 

Na początek polecam ligę armeńską. Obecnego kształtu te rozgrywki nabrały po 1992 roku. Wcześniej były czymś w rodzaju turnieju regionalnego w związku radzieckim. Aktualnie na najwyższym szczeblu mierzy się ze sobą 6 zespołów. Jeszcze wam źle? Wyobraźcie sobie, że połowa waszej ulubionej ligi ma szansę na grę w europejskich pucharach! Jeden w Lidze mistrzów i aż 2 w Lidze Europy. Wciąż mało? Proszę bardzo! Całość to aż 30 kolejek. Te same zespoły spotykają się co 5 kolejek. Już nigdy więcej nudnego czekania i oglądania jak Real Madryt czy inny Juventus męczy się z ostatnim zespołem w tabeli, a do upragnionych derbów jeszcze zostało 12 innych spotkań. Jeśli wasz ulubiony zespół przegra, to już za 5 tygodni ma szansę się odegrać. Chcecie rywalizacji? Już się robi. Aktualnie w Armenii aż 3 zespoły walczą o pierwsze miejsce i możliwość zagrania w LM. A może interesuje was grad goli? Załatwione. Raptem 8 bezbramkowych remisów na 66 rozegranych meczy. Rekord w liczbie strzelonych bramek należy do Ara Hakopiana i jest to aż 45 goli w 24 spotkaniach. A największą passą zwycięstw w lidze pochwalić się może zespół Pjunik Erywań. 11 razy kończyli sezon na pierwszym miejscu tabeli. Z czego aż 10 z rzędu w latach 2001-2010. Jeśli jednak to dla was za dużo emocji – przejdźmy do czegoś lżejszego.

 

Azerbejdżan. Tak, tak, wiem. Leży w Azji… Ale ich reprezentacja gra na EURO, a kluby łapią się do Ligi Mistrzów, więc i do naszego zestawienia się nada. Jeśli 6 zespołów to dla was za mało to może 8? Azerowie prezentują również o wiele większą różnorodność od Armeńczyków, jeśli chodzi o grających w ich drużynach piłkarzy. Są Hiszpanie, Brazylijczycy, Gruzini, Chorwaci, a nawet Polska ma tam swojego przedstawiciela w osobie Dawida Pietrzkiewicza. Najwięcej razy w lidze (8) i pucharach (7) triumfował klub Neftczi Baku. Co ciekawe, tutaj również jeden klub ma szansę powalczyć w kwalifikacjach do LM i 2 w LE. Aż 2 zespoły z tego kraju dotarły do fazy grupowej Ligi Europy. Jako pierwsze dokonało tego właśnie Neftczi, potem dwukrotnie FK Gabala. Niestety obie drużyny kończyły ten etap na ostatnim miejscu w grupie. W rankingu UEFA Azerbejdżan zajmuje 26 miejsce, tylko 6 pozycji niżej od Polski. Istnieje więc spora szansa, że i poziom podobny. Dla znudzonych tym, co reprezentują polskie kluby, może to będzie miła odmiana.

 

Jeśli jednak powyższe propozycje nie zrobiły na was żadnego wrażenia, bo nade wszystko cenicie sobie derby i pojedynki dwóch odwiecznych rywali, to mam coś jeszcze. Rozgrywki Isles of Scilly Football League to najmniejsza liga świata, w ramach której udział biorą 2 (słownie dwie) drużyny! Tak, to nie pomyłka, co tydzień derby. Jakby tego było mało, to często o mistrzostwie decyduje tu ostatni mecz sezonu. To są dopiero emocje! Oprócz ligowych spotkań rozgrywane są również spotkania o aż 2 puchary oraz śladem Premier League – spotkanie o tarcze dobroczynności. Składy wybierane są co roku, spośród zgłaszających się chętnych, których zresztą nigdy nie brakuje. Pozwala to utrzymać rozgrywki interesującymi i wyrównuje poziom. Przed każdym spotkaniem boisko do gry przygotowują piłkarze. Za swoją grę nie dostają oni wynagrodzenia, co więcej sami wpłacają po 40 funtów po to, aby liga mogła funkcjonować. Każdej niedzieli, kiedy spotkania są rozgrywane, na wyspę Scilly przybywa około 200 kibiców, by obserwować zmagania tych dwóch klubów. Ta najmniejsza liga świata jest nawet starsza od naszej poczciwej Ekstraklasy.

Powstała 7 lat wcześniej i jak widać wciąż cieszy się wielkim powodzeniem wśród miejscowych fanatyków futbolu.

 

Myślę, że spośród tych 3 lig każdy kibic piłki nożnej wybierze coś dla siebie. Szczególnie fanom La Liga przyda się to po zakończeniu aktualnego sezonu. Ponadto nasuwa się wniosek, że prezes Boniek powinien zgłosić się do UEFA o kilka miejsc dodatkowych w europejskich pucharach. Nie mówię tu o wystawianiu połowy ligowych zespołów jak Armenia, ale chociaż po jednym dodatkowym miejscu w LM i LE byłoby miłą odmianą i szybciej pozwoliłoby nam dogonić poziomem resztę Starego Kontynentu. A już w niedziele kolejne derby archipelagu Scilly! Następny taki mecz dopiero… za tydzień!