Niemal dokładnie rok od swojego ostatniego meczu w NBA, Carmelo Anthony znalazł wreszcie zatrudnienie w lidze. Pomocną dłoń wyciągnęli Portland Trail Blazers, którzy w zasadzie nic takim ruchem nie ryzykują, a po słabym starcie sezonu muszą szukać nowych rozwiązań. Ściągnięcie Melo zaaprobował już lider Blazers – Damian Lillard.

Blazers to na starcie sezonu jedno z największych rozczarowań w całej lidze. W poprzednim sezonie byli przecież w najlepszej czwórce, awansując do finałów konferencji na Zachodzie. Teraz jednak bardzo mocno odczuwają brak Jusufa Nurkica, który cały czas nie jest gotowy do gry po fatalnie wyglądającej kontuzji nogi. Podkoszowy był bardzo ważnym elementem rotacji, a zupełnie nie sprawdza się sprowadzony jako jego zastępstwo Hassan Whiteside. Jeśli dodamy tego zniżkę formy CJ McColluma to okaże się, że nawet znakomicie grający Damian Lillard nie jest w stanie nic w Portland wskórać. Drużyna ma sporo problemów także na skrzydłach, dlatego zdecydowano się sięgnąć po Carmelo Anthony’ego. Tym samym Melo wraca do NBA po ponad roku przerwy.

Po raz ostatni Anthony zagrał w barwach Houston Rockets, ale jego przygoda z teksańskim klubem trwała zaledwie 10 meczów. Od listopada 2018 roku pozostaje więc poza NBA, choć jak sam ostatnio mówił, codziennie trenuje i jest gotów do powrotu. Jeszcze kilka dni temu zapewniał, że na “2000 procent” zagra jeszcze w NBA, no a teraz dopiął swego. W barwach Blazers – którzy chcieli go ściągnąć już kilka lat temu – ma zadebiutować w sobotę i od razu przychodzi jako rozwiązanie problemów na skrzydle. Ma więc jasno określoną rolę oraz zadania i w Portland mają nadzieję, że 35-latek ma jeszcze trochę paliwa w baku. Melo to jeden z najlepszych strzelców XXI wieku i 10-krotny uczestnik Meczu Gwiazd, choć jak pokazał początek ubiegłego sezonu, te najlepsze lata ma już za sobą. Blazers mało jednak ryzykują, bo na razie podpisali ze skrzydłowym umowę niegwarantowaną.

Aprobatę dla tego ruchu wyraził już więc Lillard, a swoje zadowolenie w mediach społecznościowych pokazała spora grupa zawodników NBA, która od dawna uważała, że w lidze jest jeszcze miejsce dla Anthony’ego. Głos zabrał m.in. dobry kumpel zawodnika Dwyane Wade, ale także Isaiah Thomas, Jamal Crawford czy Enes Kanter. Przypomnijmy, że Melo zaczynał karierę w barwach Denver Nuggets, gdzie trafił z trzecim numerem draftu w 2003 roku. Po latach spędzonych w Kolorado w 2011 roku wymusił transfer do New York Knicks. Tam jego przygoda zakończyła się po sześciu latach, gdy w 2017 roku trafił do Oklahoma City Thunder. To był jednak kompletnie nieudany epizod, podobnie jak ten kolejny i jak na razie ostatni w Houston. Ale teraz Anthony dostaje od NBA jeszcze jedną szansę i wielu jego fanów trzyma kciuki, aby mógł zaliczyć jeszcze jeden fajny etap w swojej karierze.