To był hit niedzielnej kolejki spotkań w NBA, który potwierdził, że Los Angeles Lakers nie należy w żadnym wypadku lekceważyć. Giannis Antetokounmpo to MVP, a Kawhi Leonard to mistrz, ale LeBron James nie zamierza tak po prostu oddawać im miejsca na szczycie. W ciągu kilku dni LeBron poprowadził więc Lakers do wygranych nad Milwaukee Bucks oraz Los Angeles Clippers, grając fantastyczną koszykówkę – według wielu, to były jego najlepsze dni odkąd tylko trafił do Lakers.

Tak twierdzi m.in. trener Frank Vogel, wedle którego LeBron James zdominował oba starcia – zarówno to przeciwko Bucks, jak i niedzielny pojedynek z Clippers. W tym drugim pojedynku James zdobył 28 punktów, rozdał dziewięć asyst i zebrał z tablic siedem piłek, odgrywając ważną rolę w końcówce spotkania. Lakers jako jedyny zespół w trwających rozgrywkach mają więc dwa zwycięstwa nad Clippers – przy okazji zostali też pierwszym zespołem, który ograł LAC w sytuacji, gdy ekipa Doca Riversa jest w pełni zdrowia. Postawę Jamesa docenili więc kibice w Staples Center, którzy skandowali w kierunku 35-latka „M-V-P”, jak również jego koledzy z drużyny jak m.in. Rajon Rondo czy Kyle Kuzma. Ten drugi dokonał zresztą „koronacji” króla, kiedy to po zejściu Jamesa z parkietu udał, że wkłada koronę na jego głowę:

To wymowny obrazek, bo James – głównie z pomocą Anthony’ego Davisa – rzeczywiście ma za sobą bardzo dobre dni, w trakcie których okazał się być lepszy od MVP sezonu regularnego oraz MVP finałów z ubiegłego roku. 35-letni skrzydłowy pozostaje jednym z najlepszych zawodników w lidze i zdaje się, że w jego przypadku wiek to rzeczywiście tylko liczba. Kibice przeciwnych drużyn od lat czekają na spowolnienie, ale LeBron po prostu się nie zatrzymuje. Ostatnie mecze udowodniły, że Los Angeles Lakers z LeBronem w składzie to drużyna, która jest w stanie ograć każdego przeciwnika. Drużyna z Miasta Aniołów wygrała dziewięć z ostatnich dziesięciu meczów, w tym cztery kolejne pojedynki i utrzymuje pierwszą pozycję na Zachodzie. Lakers wciąż mają jeszcze szansę na najlepszy bilans w lidze: Milwaukee Bucks właśnie po raz pierwszy w sezonie przegrali drugi kolejny mecz, a z powodu kontuzji kolana co najmniej dwa spotkania opuścić ma Giannis Antetokounmpo.

Pozostałe informacje z niedzieli w NBA:

  • Od zwycięstwa nową erę rozpoczęli zawodnicy Brooklyn Nets, którzy nie grają już dla trenera Kenny’ego Atkinsona – rozstanie było ponoć wspólną decyzją obu stron. Nets na razie grają pod wodzą tymczasowego szkoleniowca – w niedzielę ograli u siebie Chicago Bulls, a 24 punkty zapisał na konto Spencer Dinwiddie.
  • Jeden z najlepszych meczów w tym sezonie zaliczył Jrue Holiday, który zdobył aż 37 punktów i otarł się o triple-double, dodając do swojego dorobku także dziewięć zbiórek oraz osiem asyst. Dzięki jego znakomitej grze New Orleans Pelicans ograli na wyjeździe zespół Minnesota Timberwolves.
  • Trzecią porażkę w czterech ostatnich meczach ponieśli gracze Boston Celtics, którzy po raz kolejny w ostatnich dniach roztrwonili kilkanaście punktów przewagi i po zaciętej końcówce przegrali z drużyną Oklahoma City Thunder. Decydujące punkty dla Grzmotu zdobył Dennis Schroeder po znakomitym przechwycie. Niemiecki obrońca zapisał na konto 27 punktów – o jedno oczko więcej miał Chris Paul.
  • Wspomnieliśmy już o porażce Milwaukee Bucks – drużyna z Wisconsin bez Giannisa nie dała rady w Arizonie, ulegając koszykarzom Phoenix Suns. 39 punktów dla przegranych zdobył Khris Middleton, a w odpowiedzi 36 oczek zaliczył Devin Booker. Okazałe triple-double złożone z 25 punktów, trzynastu zbiórek oraz trzynastu asyst zanotował z kolei Ricky Rubio.
  • To już pięćdziesiąte double-double w tym sezonie dla Domantasa Sabonisa, który z dorobkiem 20 punktów, 17 zbiórek oraz sześciu asyst poprowadził Indiana Pacers do wygranej w Teksasie. Na nic zdała się Dallas Mavericks bardzo dobra gra Luki Doncica, który zdobył 36 punktów – słabo tym razem zaprezentował się bowiem Kristaps Porzingis, który zdobył tylko dziewięć oczek i spudłował aż 14 ze swoich 17 rzutów.
  • Trwa kryzys w Houston – Rockets przegrali właśnie czwarte kolejne spotkanie, tym razem ulegając na własnym parkiecie drużynie Orlando Magic. 24 punkty dla zwycięzców zdobył z ławki DJ Augustin.
  • Trzema punktami na kilka sekund przed końcem przegrywali Sacramento Kings z Toronto Raptors, lecz trener Luke Walton nie zdecydował się wtedy na zagrywkę pod Buddy’ego Hielda, tegorocznego króla trójek z All-Star Weekend w Chicago. Obrońcy nie było nawet na parkiecie… Królowie nie wykorzystali więc szansy i koniec końców przegrali – 30 punktów dla Raptors zdobył Kyle Lowry, a oczko więcej miał znakomity w ostatnim czasie Norman Powell.