Pierwszy, poważny maraton na rosyjskich boiskach już za nami. Piątek nie był dniem, który rozpieścił kibiców, a szczególnie w dwóch pierwszych meczach. Najpierw Urugwaj pokonał 1:0 Egipt po fatalnym spotkaniu, a następnie Iran zwyciężył w rywalizacji z Maroko. Na zakończenie dnia dostaliśmy deser w postaci bitwy gigantów – Portugalia vs Hiszpania! Zapraszamy do naszego podsumowania oraz ciekawostek z całego mundialowego dnia!

Bezsenność? Mamy antidotum!

Gdyby ktoś mnie zapytał o jedno zdanie, które idealnie opisuje mecz Egiptu z Urugwajem, to bez chwili zawahania odpowiedziałbym, ze mecz się odbył, a Suarez i spółka wygrali. Co tu dużo mówić o tym pojedynku? Najlepiej od razu przenieść się w okolice 70. minuty, bo wcześniej jedyne co mogliśmy podziwiać to puste trybuny na dziwacznym stadionie w Jekaterynburgu. Organizatorzy odpowiednio dobrali starcie do tego obiektu. Przechodząc jeszcze do czasu od początku meczu do wykorzystania trzeciej zmiany przez Faraonów, nie będziemy Wam pisać, że było to widowisko dla koneserów taktyki. Nie ma co chwalić defensyw obu drużyn, ponieważ ofensywny grały piach, z którego spokojnie moglibyśmy usypać nadmorską plażę. Przyznam szczerze, że jak ktoś potrzebował tabletki nasennej to włączenie tego spotkania było znakomitym zamiennikiem. Emocje rozpoczęły się w końcówce, być może Urugwaj zdał sobie sprawę, że Salah już nie wejdzie na boisko, więc nie mają czego się bać. Kilkukrotnie fajnie zawiązała się współpraca na linii Cavani&Suarez, jednak piłkarz Barcelony marnował doskonałe okazje i wziął się po raz kolejny za pajacowanie. W sumie to już norma.

Snajper PSG wziął sprawy w swoje ręce, ale piłka po jego uderzeniu zatrzymała się na słupku. Gdy wydawało się, że mecz skończy się wynikiem 0:0 sprawy w swoje ręce wziął Jose Gimenez, który w klasyczny dla siebie sposób trafił do siatki z głowy. Podsumowując całe spotkanie na wyróżnienie zasługuje trzech piłkarzy z Urugwaju. Rodrigo Bentancour bardzo fajnie wyglądał w środku  pola, widać było sporą dojrzałość taktyczną u tego gracza i w sumie nie ma co się dziwić, jeśli pracuje na co dzień z Allegrim. Poza nim po raz kolejny wybitnie zagrała para stoperów Gimenez i Godin doskonal się rozumieją, no i krótko mówiąc zabrali Egipcjanom wszystkie zabawki do ataku. W obecnej sytuacji Egipt ma bardzo ciężką sytuację i decydujące będzie dla nich spotkanie z Rosją, które już w drugiej kolejce. Tak więc, kończąc mecz się odbył, a Urugwaj wygrał. Taki wynik Urusów zapewnił im pierwszy zwycięski start na mundialu od 1970 roku!

Antyfutbol górą!

Początek spotkania Maroka z Iranem był dla nas niczym butla z tlenem. Piłkarze zaczęli z wysokiego C. Lwy Atlasu nawiązując do swojego pseudonimu rzuciły się do gardeł Irańczyków, niczym bestie w porze karmienia. W oczy przede wszystkim rzucał się wysoki pressing, którym nękali rywali piłkarze Herve Renarda. Mimo wszystko nie potrafili tego przenieść na sytuację podbramkowe. Najlepszą okazję zmarnował Mehdi Benatia, który dobrze odnalazł się pod bramką, ale przegrał pojedynek z bramkarzem. Perskie gepardy w tej sytuacji rzuciły się w tej sytuacji, niczym ludzie na promocję na świeżego karpia w Lidlu. Najważniejsze dla nich, że udało się obronić. Maroko klepało, woziło piłkę, ale nic z tego nie wynikało. Iran cierpliwie czekał na swoje sytuacje. Podopieczni Carlosa Queiroza wyprowadzili dwie groźne kontry, ale w obu przypadkach zabrakło ostatniego podania. O wiele lepiej było w 44. minucie, gdy Younes Belhanda znowu holował piłkę w środku pola, robił kółeczka i stracił futbolówkę. Szybkie przejęcie piłki, kontra, sam na sam Sandera Azmouna i górą bramkarz Munir. Dobitki próbował jeszcze Jahanbakhsh, czyli król strzelców Eredivisie, ale po raz kolejny lepszy okazał się goalkiper.

Druga połowa była już bardziej wyrównana, ale nadal mieliśmy ten sam obraz. Maroko przy piłce, a Iran czekający na swoje sytuacje. Najlepszą okazję do zdobycia gola miał Hakim Ziyech, który w tym meczu pokazywał się przede wszystkim w momentach, gdy rzucał długie piłki do swoich partnerów. Nie było to najlepsze spotkanie w jego wykonaniu, ale mógł rozstrzygnąć losy meczu strzałem zza pola karnego, jednak swój kunszt pokazał Beiranvand. Perskie gepardy w końcówce ewidentnie grały na czas. Dochodziło do tak kuriozalnych sytuacji jak zobaczycie poniżej. Ramin Rezaeian pajacował przez całe spotkanie, ale tutaj to już ewidentnie przesadził. Myślę, że śmiało powinien startować w konkursie skoków do wody, bo ilość obrotów na sekundę musi robić wrażenie. Zobaczcie sami.

Jakby tego było mało za swoją grę dostali nagrodę w postaci faulu Sofiana Ambrata w bocznym sektorze. 94. minuta, wrzutka i piłkę do własnej bramki kieruje wcześniej wprowadzony napastnika Maroka – Bouhaddouz. Jak to mówią nie ważne jak, ważne że strzelił, a mówiąc całkiem serio to prawdopodobnie odpalił swoją drużynę z tego mundialu. Co ciekawe, Irańczycy zostali pierwszą drużyną w historii mistrzostw świata, która wygrywa mecz po golu samobójczym w doliczonym czasie gry. A dokładając jeszcze jedną ciekawostkę, to Iran jest pierwszą drużyną od 1966 roku, która nie oddała celnego strzału w drugiej połowie mistrzostw świata, a zdobyła gola.

Do tej pory mieliśmy cztery z siedmiu bramek w doliczonym czasie gry. Dzisiaj w obu spotkaniach mieliśmy rozstrzygnięcie w końcówce, a jak było w meczu Hiszpanii z Portugalią? Warto było stawiać domy na bramkę w dodatkowym czasie?

Fajerwerki w Soczi

O ile przez cały dzień nie byliśmy rozpieszczani na mundialowych boiskach to wieczorem dostaliśmy odpowiednie zadośuczycnienie. Cristiano Ronaldo i spółka zmierzyli się z reprezentacją Hiszpanii. Juz na początku meczu mogliśmy być pewni, że fajerwerki zostaną odpalone. W czwartej minucie CR7 został sfaulowany przez Nacho i sam wykorzystał rzut karny. Na odpowiedź La Furia Roja nie trzeba było długo czekać. Diego Costa w swoim stylu zmasakrował obrońców rywali, przy okazji kupując Pepe i spółce żetony na karuzelę. Może do kolejnego meczu się odkręcą. Hiszpanie grali znakomicie piłką i konstruowali kolejne akcje, czego efektem było kapitalne uderzenie Isco, jednak piłka zatrzymałą się na linii bramkowej po odbiciu od poprzeczki. David de Gea chyba nadal miał w głowie to co zrobił Costa, albo po prostu zamienił się na to spotkanie z Kariusem, bo bramka do szatnii autorstwa Ronaldo to kompromitacja tego bramkarza. Strzał w środek, który sam wrzucił sobie do siatki. Jedno było pewne, to nie koniec emocji, a Cristiano tymi bramkami doścignął Messiego w liczbie mundialowych trafień.

Po zmianie stron byliśmy świadkami odmiany boiskowych wydarzeń. Hiszpanie za sprawą Diego Costy doprowadzili do remisu, a po kilku minutach La Furja Roja na prowadzenie wyprowadził Nacho, któremu wyszedł prawdopodobnie strzał życia patrząc na jego umiejętności ofensywne. 88. minuta i Pique w głupi sposób fauluje Ronaldo. Gwiazdor Realu bierze piłkę, ustawia i nasz komentarz jest zbędny. Kto nie widział ten trąba, ale dajemy okazję nadrobić zaległości

https://twitter.com/ChrisNE14ST/status/1007711636696813569

Portugalia jako aktualny Mistrz Europy nie była typowana  do grona najpoważniejszych kandydatów, ale z takim Cristiano nie można ich skreślać. CR7 był dzisiaj wielki i tylko dzięki niemu Selecao zremisowali w tym starciu. A koniec artykułu podsumujmy takim  oto filmikiem, który obrazuje dzisiejszy występ Portugalczyków. 🙂