Za nami pierwsze mecze ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. We wtorkowy wieczór faworyci nie zawiedli, a show skradł Cristiano Ronaldo. W środę mieliśmy dwie masakry jedną na Anfield i katem wcale nie był Manchester City, a Liverpool i drugą egzekucję rzymskich gladiatorów na Camp Nou. Egipski Messi, kolejne show wypożyczonego piłkarza Barcelony oraz kosmita Ronaldo. Zapraszamy na nasze podsumowanie wszystkich spotkań Champions League.

Juventus vs Real Madryt – Kosmita Cristiano Ronaldo

To spotkanie było zapowiadane jako absolutny hit tej fazy rozgrywek. Oba zespoły w poprzednim sezonie zdecydowały między sobą o tytule najlepszej drużyny w Europie. Zeszłoroczny finał w Cardiff zakończył się wygraną Królewskich 4:1, którzy przez większość czasu mieli mecz pod kontrolą. Tym razem wszyscy w Turynie zapowiadali zemstę. Jako dobry omen przypominano, że Real nigdy nie wygrał na obiekcie Starej Damy. Dodatkową motywacją była z pewnością ostatnia szansa Buffona na wygranie tych rozgrywek. Legenda Juve po raz kolejny nie miała szczęścia. Znowu trafił na moment, w którym jeden z dwóch aktualnie grających w piłkę kosmitów miał swój dzień. Cristiano Ronaldo już w trzeciej minucie dał swojej drużynie prowadzenie. W tej bramce nie było nic specjalnego, dobre dogranie Isco, wejście przed rywala, dołożenie nogi i gol. Od samego początku Turyńczycy mieli problem. Głównym celem było nie stracić gola, a już po 180 sekundach plan można było spalić. W dalszej części pierwszej połowy dobrą okazję zmarnował Higuain, ale była to bardziej zasługa goalkeepera z Kostaryki niż błąd Gonzalo. Keylor Navas zachował sie niczym pantera na linii i znakomitym refleksem wyjął to uderzenie. Można powiedzieć, że był to game changer. W dalszej części gry warty odnotowania był strzał Toniego Krossa, który zatrzymał się na poprzeczce. Po zmianie stron mieliśmy okres szumu z obu stron, aż do przełomowego wydarzenia. Ronaldo otrzymał dobre dośrodkowanie i z wysokości 2,30 metra uderzył piłkę przewrotką. Cały stadion zamarł na widok tej próby, a gdy zobaczyli piłkę w siatce zaczęli bić brawo przeciwnikowi. Za takie obrazki kochamy futbol. Bramka sezonu w Lidze Mistrzów, a poziom wytrenowania Portugalczyka to jest kosmos. Warto zauważyć, że z ostatnich dziesięciu celnych strzałów CR na bramkę Gigiego, aż dziewięć zakończyło się golem. Kolejnym ważnym wydarzeniem była czerwona kartka dla Dybali, która zamknęła ten mecz. Juve czekało już tylko na wyrok, a kat z Madrytu nie zamierzał czekać. Ronaldo do Marcelo i 3:0. Piłkarzom Zizou włączył się tryb zabawka i nie było co zbierać. Dla mnie ten dwumecz się już zakończył i w tym miejscu gratuluję Królewskim miejsca w półfinale.

Sevilla vs Bayern Monachium – maszyna Heynckesa z kolejną ofiarą

W drugim wtorkowym ćwierćfinale Sevilla na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan podejmowała maszynkę do zabijania z Monachium. Bayern średnio rozpoczął ten mecz, czego efektem był gol autorstwa Sarabii. Mimo wszystko moim zdaniem pomocnik pomógł sobie ręką i ten gol nie powinien zostać uznany. Los pomógł ekipie gości przy wyrównującej bramce. Piłka po uderzeniu Ribery’ego zmieniła trajektorię i wpadła do siatki Sergio Rico. Do przerwy 1:1 i sprawa była otwarta. Kluczowe dla tego meczu było wejście Jamesa, który odżył w barwach Die Roten. Kolumbijczyk wyrasta na Pana Piłkarza i potwierdza to z każdym kolejnym występem. Po zmianie stron na prowadzenie Bawarczyków wyprowadził Thiago. Od bramki na 2:1 goście uruchomili tryb dominacji i nie dali wbić sobie wyrównującej bramki. W związku z czym rewanż na Allianz Arena wydaje się formalnością, a zespół Sevilli trzeba pochwalić za udaną kampanię w Europejskich pucharach. Co do Roberta Lewandowskiego to nie błysnął formą. Polak oddal pierwsze uderzenie na bramkę rywala w końcówce i zgarnął nisko noty od ekspertów podsumowujących tę rywalizację.

Liverpool vs Manchester City – „gegenpressing” Kloppa powrócił

Czas na truskawkę na torcie. Wewnątrz angielska rywalizacja miała przynieść nam bramki i wielkie emocje. Nie pomyliliśmy się. Po losowaniu od razu pomyślałem, że ze wszystkich możliwych jest to najgorsze losowanie dla ekipy Guardioli. Obaj trenerzy mieli jasny plan na ten mecz – atakować. Jurgen Klopp postawił na swoją siłę w ofensywnej trójce, co nie może nikogo dziwić. Do tego Liverpool bardzo wysoko pressował, a przynajmniej w pierwszej połowie. Szybki doskok do przeciwnika i wygrane drugie piłki sprawiały, że drużyna gości nie mogła wyjść z połowy. Momentami przypominała się Borussia Kloppa z pojedynku z Realem, kiedy to Robert Lewandowski wpakował Królewskim cztery bramki. Na prowadzenie The Reds wyprowadził Salah, po asyście Firmino i błędzie Walkera. Po 9 minutach podwyższył Oxlade-Chamberlain, który w kolejnym meczu z City trafił do siatki z dystansu. Jak się okazało ostatnią bramkę w tym meczu po dograniu Egipskiego Messiego zdobył Sadio Mane. Tridente Liverpoolu to druga najlepsza trójce pod względem zdobytych goli w Europie. Lepszy jest tylko atak PSG – Neymar, Cavani, Mbappe, jednak grając w lidze z kelnerami to nie może nikogo dziwić. Planem taktycznym Guardioli na ten mecz było nękanie Trenta Alexandra-Arnolda. Z czego to wynikało? Przede wszystkim z analizy poprzednich występów tego piłkarza. W pojedynku na Old Trafford z Manchesterem United, Marcus Rashford wsadził go na karuzelę i zapomniał podać żetonów. Dobrze, że była przerwa na kadrę, bo chłopak by się do dzisiaj nie odkręcił. W weekend do wesołego miasteczka zabrał go Wilfried Zaha. Hiszpański trener mając w ręku Leroya Sane nie omieszkał się tego wykorzystać i w tym miejscu poszukał słabości rywala. Pech chciał, że młody Anglik skrzętnie odrobił lekcję i rozegrał najlepsze spotkanie w historii swoich występów w The Reds. Trzeba przyznać, że w tym meczu każdy z piłkarzy Liverpoolu dał z siebie 110% i każdy zasługuje na wyróżnienie. Cichym bohaterem jest również Virgil van Dijk, o którego transferze od samego początku pisałem, że jest to kapitalny ruch klubu z Merseyside. Druga połowa to całkowita zmiana DNA. Piłkarze Kloppa potrafili się cofnąć i zapewnili sobie doskonały wynik przed rewanżem. W pojedynku Salah vs KDB górą ten pierwszy. A Jurgen po raz kolejny wybił Pepowi z głowy wygraną. W bezpośrednich starciach ma już siedem zwycięstw. Niektórzy powiedzą, że znamy już wszystkich półfinalistów, jednak ja bym się wstrzymał. Kto jak kto, ale Manchester City jest w stanie odrobić u siebie takie straty i strzelić trzy gole. Kluczowe pytanie w tym przypadku brzmi ile stracą?

Barcelona vs Roma – „Pan Samobój” goni Messiego

Przyznam szczerze, że tutaj również od razu po losowaniu stwierdziłem, że Barca wygrała los na loterii, jednak w tym stwierdzeniu nie byłem osamotniony. Po ciężkiej przeprawie z Chelsea w 1/8 należało im się łatwiejsze losowanie. Trzeba przyznać, że dzisiaj najlepszym zawodnikiem Barcelony był nowy nabytek zespołu. Z numerem X w koszulce Blaugrany po raz kolejny w ramach wypożyczenia zagrał „Pan Samobój”. Ten piłkarz dwa razy trafił do siatki wyprowadzając Dumę Katalonii na dwubramkowe prowadzenie, ale trzeba przyznać, że szczególnie pierwsze trafienie w jego wykonaniu było wyjątkowej urody. Dobra forma z pewnością nie umknie uwadze skautów. W tym sezonie w dla Barcy w Lidze Mistrzów zdobył już pięć bramek i lepszy jest tylko Leo Messi z dorobkiem sześciu trafień. Wracając do poważnych kwestii to Duma Katalonii już w pierwszym meczu rozstrzygnęła tę rywalizację. Wyjazd do Rzymu z wynikiem 4:1 pozostaje dla nich idealnym scenariuszem.

Barcelona, Real Madryt i Bayern Monachium to jest dla mnie trójka pewnych półfinalistów. Tak jak wspomniałem w tekście nie skreślam Manchesteru City, który u siebie jest w stanie odrobić takie straty, a Wy jak uważacie? Znamy już komplet półfinalistów?