Fani New York Knicks nie mają zbyt wiele powodów do zadowolenia – nie tylko w tym sezonie, chodzi tutaj już o okres co najmniej kilku lat. W czwartek przynajmniej na chwilę mogli jednak uśmiechnąć się pod nosem, gdyż Knicks po raz drugi w odstępie ledwie kilku spotkań ograli Dallas Mavericks, czyli obecny zespół byłego gracza nowojorskiego klubu Kristapsa Porzingisa.

Odejście łotewskiego środkowego nie spotkało się z ciepłym przyjęciem wśród fanów Knicks, tym bardziej gdy okazało się, że to sam Porzingis naciskał na transfer. Kibice mają mu więc to za złe i dają o tym znać przy każdej możliwej okazji. Wiadomo było, że czwartkowy powrót Porzingisa do Nowego Jorku – pierwszy od czasu transferu – będzie dla fanów idealną okazją, by pokazać co o nim myślą. Łotysz przez cały mecz musiał więc słuchać buczenia, ale także takich wyzwisk jak „zdrajca” czy „dupek”. Podczas hymnu ktoś nawet krzyknął, by środkowy wracał do Łotwy, a niekiedy trybuny skandowały również „KP jest do bani” („KP sucks”). Knicks z kolei w żaden sposób nie powitali swojego byłego zawodnika, tak więc nie było wideo z podziękowaniami za lata gry czy owacji na stojąco podczas przedstawienia składów.

Ale Porzingis właśnie takiego przyjęcia się w Madison Square Garden spodziewał. Na domiar złego dla łotewskiego gracza, to fani Knicks opuszczali halę w dobrych humorach, gdyż Knicks już drugi raz w tym sezonie pokonali Mavericks, tym razem wynikiem 106-103. Porzingis miał 20 punktów i 11 zbiórek, a Luka Doncić zaliczył kolejne triple-double (33 punkty, 10 zbiórek oraz 11 asyst), lecz nie wystarczyło to, by pokonać Nowojorczyków. Jest to ledwie trzecie zwycięstwo Knicks w trwającym sezonie – wcześniej udało im się pokonać jeszcze Chicago Bulls. Porażka w Madison Square Garden z pewnością zaboli natomiast teksański zespół, gdyż Mavs walczą o powrót do fazy play-off i na bardzo wyrównanym Zachodzie każdego zwycięstwo może być na wagę złota.