Przed wtorkowym spotkaniem faworyt był jeden. Boisko potwierdziło przewidywania ekspertów, w rewanżowym starciu obu drużyn nie doszło do niespodzianki. Juventus pewnie przypieczętował awans do finału rozgrywek, wygrywając 2-1. Doświadczenie po raz kolejny górowało nad młodzieńczym polotem i finezją.

Po pierwszym meczu tylko niepoprawni optymiści łudzili się, że Monaco odrobi straty. Ekipa z Turynu do tego spotkania straciła u siebie dwie bramki, czyli dokładnie tyle, ile potrzebowali goście, aby doprowadzić do dogrywki. Misja od samego początku skazana była na porażkę. Juve w tym sezonie ma dwa różne oblicza. Na wyjazdach z czołowymi rywalami bardzo często bronią w dziewięciu, stawiają autobus i skutecznie kontrują rywali. Gdy występują na własnym boisku są zupełnie inną drużyną, nastawioną przede wszystkim na ofensywę, ale z ogromnym spokojem w tyłach.

Leonardo Jardim zaskoczył wszystkich przed meczem, stosując ustawienie na pięciu obrońców. Prawdopodobnie taka zmiana była związana z obecnością w pierwszym składzie Joao Moutinho, który zastąpił Fabinho oraz kontuzją na rozgrzewce Nabila Dirara. Pierwszy kwadrans tej rozgrywki był bardzo niebezpieczny dla gospodarzy. Goście zaczęli w wysokim pressingu, zbierali drugie piłki i tworzyli sobie okazje, którymi mogli napocząć Bianconerich. Bardzo ciężko grało im się w tym dwumeczu, jednak od początku rewanżu podjęli rękawicę. Stara Dama dała się wyszaleć rywalom, po czym skutecznie ich wypunktowała. W 22. minucie do głosu doszedł Higuain i tylko dzięki znakomitej interwencji Kamila Glika piłka nie wpadła do siatki. Chwilę później kolejna okazja, tym razem znakomity refleks Subasica uratował zespół z Księstwa. Monaco przetrwało ten fragment, jednak nie zachowali czujności w ofensywie, dostali bramkę po własnym stałym fragmencie. Kontra zajęła Juve kilkanaście sekund.

Cudowne podanie na raty wykorzystał Mandzukić. Nie trudno się domyślić, kto idealnie dośrodkował. Dani Alves, bo o nim mowa, po odejściu z Barcelony przeżywa drugą młodość. Duma Katalonii bardzo odczuwa jego brak. Faza pucharowa to koncert w wykonaniu tego piłkarza. W meczu z Barcą wyłączył z gry Neymara, co po spotkaniu z PSG wydawało się niemożliwe. Dla Brazylijczyka nie ma takich rzeczy. Każdy, kto wysyłał go powoli na emeryturę, musi się mocno puknąć w głowę. W tym dwumeczu był najjaśniejszą postacią. Głównie dzięki niemu Stara Dama osiągnęła tak przekonywujący triumf. W roli wahadłowego jego atuty ofensywne są znakomicie widoczne. Jest to kompletny boczny obrońca. W obecnej formie jeden z najlepszych na świecie, o ile nie najlepszy. Dla takich zawodników kibice przychodzą na stadiony.

Po tym trafieniu z gości zeszło powietrze. W 41. minucie miała miejsce kolejna kluczowa sytuacja. Chiellini zdjął piłkę z nogi Falcao, który miał przed sobą jedynie pustą bramkę. Gospodarze znowu skontrowali, rzut różny i przepiękny wolej autorstwa Daniego Alvesa. Jeżeli pierwszy gol podciął im skrzydła, to ten był już nokautem.

https://twitter.com/Lxrsson/status/862028126079078400

Po zmianie stron spotkanie było rozstrzygnięte. Bianconeri zdjęli pedał z gazu. Monaco doszło do głosu, jednak ekipie gości udało się zdobyć tylko jedną bramkę – autorstwa Kyliana Mbappe. Był to gol strzelony z gry, pierwszy na Juventus Stadium w całym sezonie Ligi Mistrzów. Mimo wszystko sądzę, że gdyby nadal grali na sto procent, ta sytuacja nie miałaby miejsca.

https://twitter.com/ClynicalNeymar/status/862039878795767808

Goście byli zdecydowanie gorsi w tym dwumeczu. Przedstawiano ich jako najlepszą ofensywę oraz czarnego konia rozgrywek. W półfinale zostali brutalnie sprowadzeni na ziemię i zdeptani przez wyrachowany Juventus. Zespół z Turynu strzelał gole w momentach, gdy Monaco atakowało. Tylko najlepsze drużyny świata umieją wyprowadzać ciosy w taki sposób. Niestety na koniec w szeregi zawodników Jardima wdarło się sporo frustracji.

Kamil Glik powinien był opuścić boisko, ale sędzia prawdopodobnie nie zauważył tego starcia. Po tej sytuacji obie drużyny zagrzały się i postawiły na grę faul. Ryzykował zwłaszcza Mandzukić, który mógł wykluczyć się z finału. Na szczęście dla Allegriego, żaden z zawodników nie otrzymał czerwonej kartki i wszyscy będą do dyspozycji w Cardiff. Niestety dla polskiego obrońcy Juventus to nadal jego kat. Kolejne spotkanie i znowu porażka.

Konferencja prasowa:

Allegri: Jestem bardzo zadowolony z moich zawodników, jednak od jutra wracamy do koncentracji na kolejnym celu. Nie wygraliśmy do tej pory nic. Czas na spotkanie ligowe. Mam nadzieję, że tak jak powiedział Buffon, to jest nasz rok. Musimy próbować zwyciężyć, myślę, że mamy idealną okazję. Brzydki faul Glika nas obudził, ponieważ byliśmy już poza tym spotkaniem. Potwierdza to bramka dla Monaco. Nie rozumiem, jak moi zawodnicy mogli się tak rozkojarzyć.

Jardim: Pokazaliśmy się dziś z dobrej strony. Gracze dali z siebie wszystko. Juventus pokonał nas swoim doświadczeniem. Młoda drużyna, musi się uczyć w takich spotkaniach. Teraz koncentrujemy się na krajowym podwórku. Jesteśmy blisko mistrzostwa i musimy je odzyskać. Kończymy ten sezon Ligi Mistrzów dumni, z wysoko podniesioną głową.

Młode wilki Monaco nie dały rady w tej rywalizacji, jednak z pewnością będą groźni za rok. Zaczynali ten sezon Ligi Mistrzów od trzeciej rundy kwalifikacji i doszli aż do półfinału, chapeau bas panowie. Paradoksalnie po takiej przygodzie ekipę z Księstwa najcięższe zadanie czeka latem. Utrzymanie kluczowych gwiazd będzie bardzo trudne. Z kolei Stara Dama jest dziś wielka. Różnica klas w tym spotkaniu była doskonale widoczna. Drużyna Allegriego jest obecnie znacznie mocniejsza niż w 2015 roku. Włoska obrona, brazylijskie boki oraz argentyński napad to idealny przepis na sukces. Wydają się jedyną drużyną w Europie, która jest w stanie powstrzymać Real przed obroną tytułu. Do tej pory ta sztuka nie udała się nikomu. Zawodnicy Juventusu będą podwójnie zmotywowani na finał, jeśli to właśnie Cristiano Ronaldo i spółka zostaną ich rywalem. Jak mawiał klasyk: atak wygrywa mecze, a defensywa tytuły. Moim zdaniem to znakomite podsumowanie tego dwumeczu i całego sezonu w wykonaniu Bianconerich.