Jeszcze kilka dni temu byli jednym z najgorętszych zespołów w NBA, a ich nowa strategia gry totalnie niskim ustawieniem bez choćby jednego klasycznego podkoszowego wydawała się działać całkiem nieźle. Dziś jednak Houston Rockets znów są w sporych opałach, zaliczają kolejne porażki i grozi im kolejny spadek w tabeli konferencji zachodniej – cała ta sytuacja bardzo dobrze pokazuje, jak szybko pewne rzeczy mogą zmienić się w NBA.

O tym wieczorze z pewnością fani Houston Rockets będą chcieli zapomnieć jak najszybciej. Ich zespół przyjechał w sobotę do Charlotte na starcie z niżej notowanymi Hornets, po czym okazało się, że to gospodarze rozpoczęli mecz od serii… 20-0 i zaliczyli jedno z najlepszych swoich zwycięstw w tym sezonie, ani przez chwilę w tym pojedynku nie przegrywając. Nic dziwnego, skoro goście w pierwszych swoich posiadaniach popełnili łącznie osiem strat i spudłowali pięć rzutów zza łuku. To już trzecia kolejna porażka Rockets, którzy jeszcze w ubiegłym tygodniu w Bostonie wygrali szóste spotkanie z rzędu i zdawało się, że dalej będą piąć się w tabeli konferencji zachodniej. Tymczasem ostatnie przegrane spowodowały, że w tej chwili Rakiety tracą coraz większy dystans do topowych miejsc i mają w tej chwili tyle samo zwycięstw co Oklahoma City Thunder oraz Dallas Mavericks, czyli drużyny numer sześć i siedem na Zachodzie.

W sobotę nie zagrał Russell Westbrook (dostał dzień wolnego), a James Harden choć zaliczył 46. triple-double w karierze (złożone z 30 punktów, dziesięciu zbiórek oraz czternastu asyst) to popełnił także aż dziesięć strat! Nie dzieje się więc dobrze w drużynie z Teksasu, która kilka dni temu przegrała w Nowym Jorku z tamtejszymi Knicks, potem rozegrała fatalny pojedynek w Los Angeles, w którym to Clippers totalnie zdominowali swojego rywala, a na domiar złego Rakiety nie potrafiły także wygrać w Charlotte. Największą bolączką jest w tej chwili ofensywa Rockets, a cały czas kryzys przeżywa Harden, który miewa mecze z ładnymi cyferkami, ale bardzo mocno spadła jego efektywność i coraz więcej kibiców zauważa, że lider Rakiet wygląda tak, jak gdyby w ogóle mu nie zależało. Jest to niewątpliwie problem, bo przecież to w dużej mierze od Brodacza zależy jakikolwiek sukces teksańskiej ekipy w trwających rozgrywkach…

Pozostałe informacje z sobotniej nocy w NBA:

  • Problem mają także w Kolorado, bo Denver Nuggets także wpadli ostatnio w dołek i po porażce z Golden State Warriors kilka dni temu, w sobotę ulegli także drużynie Cleveland Cavaliers. Słabiutko tym razem spisał się Nikola Jokić, a najlepszym graczem na boisku był Kevin Love, zdobywca 27 punktów dla Cavaliers. Warto przypomnieć, że Nuggets byli jednym z aktywniejszych zespołów przed trade deadline, ale w tej chwili tamte zmiany raczej nie wychodzą im na dobre.
  • Zadowoleni mogą być za to kibice Memphis Grizzlies, bo ich drużyna nadal mocno trzyma się ósmego miejsca w konferencji zachodniej, o które bije się kilka innych klubów. To jednak cały czas Grizzlies są w najlepszej sytuacji i powiększają nawet swoją przewagę – w sobotę ograli u siebie drużynę Atlanta Hawks, a 27 punktów oraz 17 zbiórek zapisał na konto Jonas Valanciunas.
  • Humory poprawiły się również kibicom Golden State Warriors, bo ich zespół wreszcie zdołał wygrać mecz we własnej hali – po zaciętej końcówce Wojownicy ograli w Chase Center zespół Philadelphia 76ers, mimo że nie zagrał chory Stephen Curry. GSW jeszcze przed meczem uspokoili jednak wszystkich, że największa gwiazda zespołu nie jest zarażona koronawirusem.

Zaloguj się aby dodawać komentarze