Real Madryt po raz kolejny najlepszy w Europie. Królewscy obronili tytuł Ligi Mistrzów pokonując w Cardiff Juventus 4:1. Finał stał na bardzo wysokim poziomie. W starciu najlepszego ataku i obrony zdecydowanie zwyciężyła ofensywa Los Blancos.  Decydująca w tym starciu okazała się szczególnie dyspozycja po zmianie stron.

Pierwsza połowa rozpoczęła się od zmasowanego ataku Juventusu, który opanował boiskowe wydarzenia. Stara Dama wygrywała wszystkie pojedynki i zbierała masę drugich piłek. Real miał ogromne problemy z wyprowadzeniem futbolówki do strefy ataku. Środek pomocy zdecydowanie był po stronie ekipy z Włoch. Dwa strzały na bramkę Realu oddał Higuain, jednak nie mogły zaskoczyć Keylora Navasa. Chwilę później bardzo groźnym uderzeniem postraszył Królewskich Pjanić. W momencie gdy Juve całkowicie dominowało dostali gola na 1:0. Po znakomitej kontrze i wymianie piłki między Ronaldo i Carvajalem ten pierwszy trafił do siatki.

Po tym uderzeniu przewaga przechyliła się na korzyść Realu. Po chwili mieliśmy deja vu, Królewscy mieli chwilową przewagę, Mandzukić strzelił gola i to jakiego, stadiony świata! Jeśli zakończy karierę to powołanie do Chorwackiej kadry Beach Soccera ma zapewnione. Swoją drogą wydaje mi się, że Navas powinien zrobić w tej sytuacji więcej. Zabrakło wzrostu, ale nie ujmuje nic z pięknej bramki Mario.

Do przerwy obie drużyny skoncentrowały się na walce o opanowanie środka pola. Podsumowując pierwszą część meczu trzeba zauważyć genialna grę w pressingu Juve. Real miał ogromne problemy z przeniesieniem piłki między formacjami obrony, a ataku. Pomoc zdecydowanie nie dawała im tyle, ile oczekiwali kibice i trener. Isco, który rozpoczął to spotkanie zamiast Bale nie zbyt dobrze wywiązywał się ze swojej roli. Ten mecz przedstawiany był jako Brazylijskie starcie na boku defensywy Marcelo vs Alves, jednak zarówno jeden jak i drugi w pierwszej części gry byli zupełnie niewidoczni. Pierwsze skrzypce grali ich koledzy po przeciwnej stronie. Carvajal i Alex Sandro praktycznie przez całe 45 minut walczyli ze sobą o panowanie na flance. Po podaniu Hiszpana wpadł gol dla Realu, natomiast dośrodkowanie Brazylijczyka zapoczątkowało piękna bramkę Mandzukića.

Po zmianie stron obraz gry zupełnie się odmienił. Juventus prawdopodobnie nie wyszedł w ogóle z szatni. Po przerwie rządził i dzielił na boisku Real. Swoją przewagę Królewscy udokumentowali w 60 minucie golem Casemiro.

https://twitter.com/bobbyedegbo/status/871103832624967685

Po chwili wyprowadzili nokautujący cios. Do siatki po raz kolejny trafił Cristiano Ronaldo.

Tym samym Portugalczyk wyprzedził Lionela Messiego w ilości trafień tego sezonu Ligi Mistrzów i zdobył swoją 600 bramkę w karierze. Stara Dama zupełne nie istniała po zmianie stron. Nie wiem co jest tego przyczyną, ale Massimiliano Allegri musi wyciągnąć wnioski z tej sytuacji. Genialny finał odbywał się bez jakichkolwiek kontrowersji, aż do 83 minuty. Serio Ramos w ohydny sposób oszukał arbitra, symulując w starciu z Cuadrado. Wypada spytać Sergio por qué? Gdybyśmy mieli dziś VAR Hiszpan za swoje kompromitujące zachowanie opuściłby boisko. Czy coś by to zmieniło? Prawdę mówiąc wątpię, jednak niesmak pozostaje. Nie było to potrzebne. Na sam koniec Starą Damę dobił jeszcze Marco Asensio po znakomitej akcji indywidualnej Marcelo.

https://twitter.com/PodcastingCouch/status/871103804715880448

Tak jak krytykowałem Isco i Marcelo za pierwszą połowę, tak w drugiej zdecydowanie odmienili swoją grę. Playmaker Realu po zmianie stron odzyskał swój blask, rządził i dzielił piłki między liniami, tego brakowało im w pierwszych 45 minutach. Brazylijczyk również zdecydowanie wrócił do dyspozycji, z której go znamy. Zidane dotarł do swoich zawodników podczas przerwy, po tym poznaje się znakomitych trenerów. Przemowa motywacyjna wpłynęła na grę Królewskich. Szczególnie w drugiej części w ich szeregach nie było słabych punktów. Każdy gracz wywiązał się ze swojej funkcji, dzięki czemu po raz pierwszy w historii obronili tytuł. Ich występ po zmianie stron to jeden z najlepszych jakie piłka nożna widziała w teraźniejszych czasach. Podsumowując indywidualnie zawodników Realu nie sposób przejść obojętnie obok Cristiano Ronaldo. Portugalczyk po raz kolejny wziął odpowiedzialność na swoje barki i w decydującym momencie przesądził o końcowym wyniku. Miał dwie okazje i obie zamienił na gola. Trzeba mu przyznać, że w wielkich meczach zazwyczaj jest najjaśniejszą postacią, potrafi radzić sobie z presją. Bardzo możliwe, że takim występem zgarnął oprócz tytułu Ligi Mistrzów, również Złotą Piłkę. Żyjemy w czasach Messiego i Ronaldo , musimy z tego czerpać ile tylko można, bo obaj są kosmitami nie z tej planety, jakich może nie być w świecie futbolu przez wiele lat.

Analizując postawę Juventusu można chwalić zawodników tylko za pierwszą połowę. Imponował w niej Mandzukić, który okrasił występ przepięknym golem, bardzo dobrze wyglądał Alex Sandro, Dybala. Jednak po zmianie stron wszyscy ci zawodnicy zapomnieli jak się gra w piłkę. Być może nie wytrzymali tego starcia kondycyjnie, jednak na tym poziomie ciężko mi wierzyć w taką wymówkę. Może po prostu przerwie nie udźwignęli presji. Nie wiem, co wydarzyło się w ich szatni. Będzie to sprawa bardzo długo analizowana w mediach. Skała z napisem BBC został zniszczona dynamitem wprost z Madrytu.

Real obronił tytuł po raz pierwszy w historii, oraz zdobył dublet składający się z Ligi Mistrzów i trofeum ligowego. Królewscy byli w tym sezonie po prostu galaktyczni. Największe problemy sprawił im zdecydowanie Bayern Monachium. Dzisiaj przystąpili do tego starcia jak doświadczony bokser, dali się Juventusowi wyszaleć, by po zmianie stron idealnie wypunktować rywala. Stara Dama nie będzie miło wspominać tego wieczoru, jest to dla nich piąta przegrana w finale tych rozgrywek z rzędu. Mimo wszystko kibice mogą być dumni ze swojej drużyny, wycisnęli z tej kampanii maksimum. Kto przed sezonem stawiał, że będą bardzo blisko potrójnej korony? Prawdopodobnie mało było takich optymistów. Defensywa Juve nie była w tym starciu skałą, bardzo szkoda Gianluigiego Buffona, który po raz trzeci schodzi z boiska pokonany w finale Champions League. Następny sezon może być dla niego ostatnią szansą na spełnienie piłkarskiego marzenia. Brakuje mu tylko tego pucharu, by osiągnąć w piłce praktycznie wszystko. Klątwa obrony tytułu została zdjęta przez bezsprzecznie najlepszy zespół tych rozgrywek. Real to drużyna kompletna. Nawet bez jakichkolwiek transferów za rok, będą głównym faworytem do kolejnego triumfu. Trzecia wygrana w LM w ciągu czterech lat – coś niesamowitego!