Wyobraźcie sobie, że byt na całe życie musicie zapewnić sobie w ciągu jakichś piętnastu lat, a w swojej branży nie uchodzicie za wybitnie utalentowanych. Wprawdzie zarabiacie niemało, ale właśnie – gdy zarabiacie, to nie przejmujecie się zbyt wydatkami. Wizja niezbyt komfortowej emerytury dopada was dopiero jakieś dwa lub trzy lata przed końcem kariery, w wieku, powiedzmy, 34. lat.

Tak pewnie wygląda życie wielu sportowców, w tym piłkarzy. Co zrobić, żeby zapewnić sobie jako takie życie po zawodowej śmierci? Rozwiązań zapewne jest sporo. Można było odkładać pensje na lokatę i na emeryturze żyć z odsetek. Jednakże to mało zachęcające, bo za odsetki nie kupi się ani Ferrari, ani nie kupi się willi o powierzchni kilkuset metrów kwadratowych. Można też inwestować w nieruchomości lub sztukę, jak robi to Robert Lewandowski. Lecz do tego trzeba mieć głowę na karku, znać się na nieruchomości i sztuce, lub przynajmniej wpaść na pomysł zatrudnienia kogoś, komu płaci się za takie znawstwo. Można też otworzyć jakieś przedsiębiorstwo. Ale i tutaj są wady, bo przecież nikt nie chce czytać o sobie za dziesięć lat, że strzelił sto bramek w Ekstraklasie, a teraz łowi ryby na Bałtyku lub myje okna w stolicy.

Istnieje jednak całkiem ciekawe rozwiązanie, choć zaznaczyć trzeba, że miejsc jest niewiele, a by dostać jedno z nich, pracować trzeba (spokojnie, nikt nie każe przerzucać cegieł) dobrych kilka lat. Jest to wybór idealny dla wszystkich, którzy nie wyobrażają sobie dnia bez partii golfa i uroczystego bankietu. Jest to, rzecz jasna, praca jako ekspert piłkarski.

Tomasz Hajto - mem

Tutaj znów muszę uspokoić wszystkich, których przeraziło słowo “ekspert”. Od kandydata nie wymaga się niczego poza w miarę znośnym głosem, jako takim wyglądem i, co najważniejsze, ubieraniem się w garnitur (na studia wieczorne) lub koszulę w kratę (na studia popołudniowe).

Całą pracę, dzięki której można zostać ekspertem piłkarskim, zrobić trzeba jeszcze w czasie grania w piłkę. Należy oczywiście chętnie udzielać pomeczowych wywiadów, nie odrzucać żadnego zaproszenia do telewizji, od czasu do czasu powiedzieć coś takiego, że przez kilka dni mówić będzie o tym cały piłkarski świat. Należy też być “wyrazistym” (ale bez przesady, nikt nie traktuje poważnie eksperta, który latem nosi futro i złote łańcuchy) oraz “szczerym” (to też w granicach rozsądku). Dobrze, jeśli jako piłkarz ma się inne zdanie niż inni i czasem rzuci się tekstem, który będzie krążył po sieci w kilkunastosekundowej wersji. Oczywiście wszystko powiedziane w miarę poprawnym językiem i przedstawione jako własne przemyślenia, nawet jeśli takie same słyszy się co tydzień w każdej stacji. Pomoże też rzucona od czasu do czasu zabawna anegdota z szatni. Jeśli pomyśli się o tym wszystkim wystarczająco szybko, pracę eksperta ma się jak w banku.

A gdy jest się już ekspertem, nie trzeba robić nic więcej. Wystarczy podążać za prowadzącym program, czasem się z kimś nie zgodzić, mieć w zanadrzu kilka anegdot, śmiać się, gdy śmieją się inni i poważnieć, gdy inni poważnieją. Wtedy z czystym sumieniem można stać się ekspertem od każdego aspektu piłki nożnej. Od budowy stadionu, zabezpieczania meczów o podwyższonym ryzyku, przygotowania fizycznego (mimo że samemu grało się w czasach, gdy przygotowania zaczynały się w barze, a kończyły w klubie nocnym), taktyki, gry defensywnej, gry ofensywnej, gry bramkarza, pracy sędziów i zarządzania największymi klubami świata.

O tym wszystkim, oczywiście, mówi się tak, by nie powiedzieć nic. Bo gdy powie się cokolwiek, to jeszcze widz zapamięta i wytknie w razie błędu. Zawsze lepiej powiedzieć, jak to było Legii, Wiśle, czy jakimkolwiek innym klubie, w którym grał ekspert. Ewentualnie skuteczne jest odwołanie się do banału poprzedzonego zwrotem “nie można”, co sprawi, że ekspert zabrzmi jak ktoś absolutnie pewny swego zdania (np. “Nie można tak bronić”, “Nie można tak strzelać rzutów karnych”, “Nie można nie pokazać czerwonej kartki za taki faul”).

Pamiętać wypada także o jeszcze jednej sprawie, o czymś, co odróżnia prawdziwych ekspertów od jakichś tam przypadkowych “znawców”. Mianowicie o mądrych słowach. Najlepiej jakichś naukowych terminach. Zawsze dobrze brzmi, gdy mimochodem wspomni się o “filozofii” Bayernu Monachium, “DNA” Barcelony czy “wielkim strategu” Mourinho. I muszę tutaj przyznać, że z niecierpliwością czekam na podsumowanie meczu, w którym ekspert powie, że w grze wyraźnie zadeklarowanej egzystencjalnie Chelsea można było dostrzec wpływy niemieckich pozytywistów, co przecież antagonizuje z dawno już określonym genomem endemicznych londyńczyków.

Cafe Futbol

Piłka nożna to prosty sport, o którym można mówić prostym językiem bez zbędnego nadmuchiwania atmosfery zbędnymi, “wielkimi” słowami. Jakkolwiek ekspertów można zrozumieć i im wybaczyć. Osobiście nie miałbym serca powiedzieć komuś, że to, czym się zajmował od dziecka, jest w gruncie rzeczy nieistotne. Zresztą podejrzewam, że ekspert i tak by nie uwierzył… Bo jeśli nieważne, to po co te garnitury, te wszystkie kamery, ci eksperci wokół, te reklamy w telewizji? Ekspert naprawdę uważa, że mówi coś ważnego. To nie jego wina, on po prostu jest produktem piłkarskiego przemysłu.

Czy wsłuchiwaliście się kiedyś w to, co mówi się w studiach przed lub po meczu? Nie chodzi o “Messi jest wielki” czy “wspaniałe widowisko”. Chodzi o jakiekolwiek sensowne wypowiedzi, o coś, co zapada w pamięć. O coś, co jest wynikiem niezwykłej spostrzegawczości, znajomości tematu i połączenia faktów. Osobiście nie pamiętam, żebym kiedykolwiek usłyszał coś podobnego, oglądając studio dotyczące jakiegokolwiek sportu. W studiach takich bowiem nie mówi się o niczym. Codziennie to samo, codziennie ten sam scenariusz, ale to nieważne, bo po meczu i tak nikt nie pamięta tego, co przewidywał ekspert. Jest tak dlatego, że przeważnie ekspert przewiduje tak, by przewidzieć wszystko. Owszem, ekspert stwierdzi, że w Gran Derbi jego zdaniem wygra Barcelona, ale Realu nie można lekceważyć, bo gra u siebie i ostatnio wygrał z Bayernem. Po takiej opinii w meczu może wydarzyć się wszystko, a racja i tak będzie po stronie eksperta.

Jak rzadko byli piłkarze znają się na piłce, pokazuje liczba trenerów z wielkimi piłkarskimi osiągnięciami. Obecnie mamy kilku menedżerów, którzy nieźle kopali w piłkę. Są Guardiola, Ancelotti, Conte, Klopp i jeszcze kilku, chociaż w większości przypadków i tak nie można mówić o wielkich piłkarzach. Wszak co roku przynajmniej kilku wybitnych piłkarzy kończy kariery. Gdzie zatem się podziewają, skoro wybitni trenerzy pojawiają się tak rzadko?

Zasada Wingera brzmi: “Jeżeli coś znajduje się na twoim biurku przez piętnaście minut, stałeś się ekspertem w tej dziedzinie”. Ja ekspertom piłkarskim przyglądam się dłużej niż od kwadransa, więc jako ekspert od ekspertów, spodziewam się, że się ze mną zgodzicie.

  • Tagi