228. spotkanie, pomiędzy Juventusem a Torino mogło zakończyć się niespodzianką w postaci wygranej zespołu gości. Trener Allegri spokojny o mistrzostwo kraju (dziewięć punktów przewagi nad drugim w tabeli Napoli) wystawił kilku rezerwowych, dając odpocząć swoim gwiazdom, które w środę walczyły z AS Monaco w półfinale Ligi Mistrzów a już w przyszłym tygodniu podejmą na swoim stadionie francuski klub w ramch rewanżu.

Juventus Stadium niezdobyty od sierpnia 2015 roku. O zburzenie tej twierdzy pokusił się Ljalić, który pięknym strzałem z rzutu wolnego wpakował piłkę do bramki. Pozwoliło się to cieszyć przyjezdnym z prowadzenia przez około 40. minut. Jego plany pokrzyżował jednak Higuain, który w doliczonym czasie drugiej połowy wyrównał wynik spotkania, czym przedłużył passę bez porażki. Był to gol numer dziewięć dla zawodnika Toro i 24 trafienie Argentyńczyka z Juventusu w tym sezonie. To też pierwszy mecz od prawie dwóch lat, w którym doszło do podziału punktów. Od końcówki 2015 roku zawodnicy Starej Damy grając u siebie zawsze sięgali po ich komplet.

Byki na zwycięstwo nad lokalnym rywalem jeszcze poczekają. Ostatni raz gdy Torino triumfowało miał miejsce w kwietniu 2015 roku. Od tamtej pory odbyło się pięć spotkań pomiędzy nimi. Aż cztery z nich przegrali i tylko jeden zremisowali, właśnie ten sobotni. Zarówno w krajowych rozgrywkach, jak i pucharze Włoch więcej razy górą było Juve. Tym razem oba kluby muszą zadowolić się podziałem punktów, pomimo tego, że w zawodnikach Mihajlovicia widać było zapał i wielką chęć na to by w końcu odegrać się za te wszystkie porażki. Niestety dla byłego klubu Kamila Glika, rozpaczliwa obrona została w końcu przełamana i Higuain, który wszedł z ławki znalazł sposób na to, by pokonać Joe Harta.

Odpoczynek przed Ligą Mistrzów dla najlepszych zawodników. Massimiliano Allegri wymienił kilku piłkarzy z podstawowej 11. W wyjściowym składzie pojawili się m.in Neto, Lichtsteiner, Rincon, Benatia oraz Sturaro. Mimo braku niektórych gwiazd zespół radził sobie bardzo przyzwoicie. Praktycznie zdominowali przeciwnika, kreowali mnóstwo akcji. Brakowało jedynie skuteczności przy strzałach. Mandżukić, który wystąpił od pierwszej minuty na szpicy nie spisał się. Gdy tylko stracili bramkę trener zmienił taktykę i wypuścił Higuaina na łowy. Kiedy Argentyński snajper pojawił się na boisku drużyna wróciła do ich ulubionego ustawienia. Ten szukał swojej szansy dosyć długo, ale w końcu trafił i uratował drużynie chociaż jeden punkt.

Derby della Mole na spokojnie? To niemożliwe. Za każdym razem gdy dochodzi do bitwy o Turyn sędziowie często sięgają po kartki. W tej kwestii to spotkanie nie różniło się niczym od pozostałych. Sędzia główny tego spotkania aż siedem razy sięgał po żółty kartonik i raz po ten w kolorze czerwonym. Gra jak zwykle w przypadku derbów była ostra. W spotkaniach takiej rangi liczy się tylko by zatrzymać zawodnika drużyny przeciwnej za wszelką cenę. Tą zasadą kierował się Afriyie Acquah, który wiedząc, że ma na koncie jedną kartkę wykonał bezpardonowy wślizg. Mając na celu zatrzymanie groźnie zapowiadającego się kontrataku. Ale nerwy puszczały nie tylko zawodnikom. Trener Torino wdał się w sprzeczkę z sędzią, za co został odesłany na trybuny.

60 remis w historii pojedynków tych drużyn. Moim zdaniem ten mecz powinien zakończyć się wygraną podopiecznych Mihajlovicia. Nawet mimo tego, że w pierwszej połowie mieli po prostu dużo szczęścia. A w Turynie? Nic się nie zmienia. W mieście nadal będą dwa kluby piłkarskie. Kibice nadal będą wychwalać jeden z nich, jako jedynie słuszny. Tyle tylko, że te derby pozostawiły pewien niedosyt.