Po weekendowych zmaganiach czeka nas dłuższy odpoczynek od piłki klubowej. Przerwa reprezentacyjna nigdy nie jest miłym momentem dla fanów futbolu. Zapraszam Was na podsumowanie minionych wydarzeń w angielskiej Premier League. W sobotę czekały nas cztery spotkania, na które spojrzymy pod kątem walki o utrzymanie. Mistrzostwo jest już rozdane, jednak wyścig o Top 4 i pozostanie w lidze wkracza w decydujące fazy. W tym tekście skoncentrujemy się przede wszystkim na drużynach z dolnej części tabeli.

Bournemouth vs West Brom

Na pierwsze spotkanie udajemy się do Bournemouth, gdzie w odwiedziny przyjechała czerwona latarnia ligi – West Brom. Wisienki w ostatnich tygodniach prezentowały się średnio, jednak na własnym boisku wygrali trzy z pięciu poprzednich spotkań. Patrząc na formę The Baggies można było spodziewać się pewniaczka. Goście z The Hawthorns ostatni raz wygrali na tym obiekcie w 2011 roku. Podopieczni Eddiego Howa do momentu straty pierwszej bramki nie byli sobą. Po ładnej akcji Kierana Gibbsa i zgraniu przed Rondona do siatki Begovića trafił Jay Rodriguez. Była to chwila, która znacząco odmieniła losy meczu. Bournemouth przypomniało sobie, że nie chcą być frajerami, którzy przerwią serię siedmiu kolejnych porażek piłkarzy Alana Pardew. Gospodarze wzieli się do roboty, a konkretniej mówiąc Junior Stanislas, który zdobył dwie bramki. Obie w podobnym stylu. Uderzenie z lewego skrzydła zza pola karnego, w pierwszym przypadku z akcji, a w drugim z rzutu wolnego. O ile bramkę na 1:1 można, a właściwie trzeba zapisać na konto Forstera, to przy drugiej nie miał nic do powiedzenia. Grzegorz Krychowiak przesiedział całe spotkanie na ławce rezerwowych, a WBA traci już dziesięć oczek do bezpiecznej pozycji i ich sytuacja jest już raczej przesądzona.

Huddersfield vs Crystal Palace

W ostatnich pięciu meczach u siebie, ekipa Huddersfield tylko w jednym spotkaniu potrafiła zdobyć bramkę.Tym razem na John’s Smith Stadium przyjechała inna drużyna w dołku. Mowa o Crystal Palace, które nie potrafiło wygrać żadnego z siedmiu ostatnich pojedynków, a pięć zakończyli porażką. Mimo wszystko mogli zrzucić winę na terminarz, który wprowadził ich do strefy spadkowej. Mierzyli się z Tottenhamem, Arsenalem, Chelsea i Manchesterem United wśród tych potyczek i za każdym razem sprawili rywalom wiele problemów. Na losy meczu spory wpływ miał rzut rożny z 23 minuty, po którym do siatki gospodarzy trafił James Tomkins. Była to woda na młyn dla zespołu Orłów, ponieważ mieli doskonale ułożony gameplan pod takie rozwiązanie. Od tego momentu ustawili się i grali z kontry, a mając takich skrzydłowych jak Zaha i Townsend można robić różnicę. Anglik dostał dobre podanie od Iworyjczyka i po zmianie stron wywalczył rzut karny. Jedenastkę na gola zamienił Luka MIlivojević, który dał zespołowi z Londynu bardzo cenne trzy punkty. Dzięki temu podopieczni Roya Hodgsona wydostali się ze strefy spadkowej, przynajmniej do czasu rozegrania meczów przez Souhtampton i West Ham. Nawet jeśli te drużyny wygrają swoje pojedynki, to trzy punkty zdobyte na John Smith Stadium z zespołem zaangażowanym w walkę o pozostanie na ligowych salonach, mogą okazać się złotem na koniec kampanii.

Stoke vs Everton

Garncarze przystępowali do tego meczu z myślą, jak nie teraz to kiedy? Piłkarze Paula Lambera mają z tygodnia na tydzień coraz większą presję związaną z zajmowaną pozycją w ligowej tabeli. Mecze przed własną publicznością powinny być dla nich absolutnym priorytetem, ponieważ każdy zespół w lidze, wie jak cięzko gra się na bet365 Stadium, dawniej znanym jako Brittania Stadium. Przed tygodniem w zimny, poniedziałkowy wieczór w Stoke dał radę Manchester City, a teraz przyszła kolei na Everton. The Toffes przystępowali do tego pojedynku z sześcioma kolejnymi porażkami na wyjeździe. Stoke nie wygrało sześciu poprzednich meczów. Zapowiadał nam się klasyk, w którym wszystko wskazywało na remis. Taki wynik utrzymywał się do 30 minuty, kiedy to Charlie Adam po raz kolejny okazał się gamechangerem. Poza tym, że kiedyś strzelił Courtoisowi bramkę z połowy boiska, ten wyrobnik nigdy niczym się nie wyróżniał. Dobrze ułożona stopa i to by było na tyle. Od lat zastanawiam się, co ma w sobie ten piłkarz, że nadal występuje na boiskach Premier League. Nie mogłem znaleźć zbyt wielu argumentów, a w pojedynku z Evertonem dorzucił mi kolejny argument po stronie minusów. Znowu okazał się boiskowym idiotą, który pogrzebał szansę swojego zespołu na zdobycz punktową. Abstrahując od warunków pogodowych, które były fatalne, moim zdaniem padający śnieg nie miał wpływu na wślizg, który dokonał w Wayne’a Rooneya. Szkot po prostu żle przyjął sobie piłkę, bo jest surowy technicznie i zapachniało lasem, gdy futbolówka zbliżyła się do jego buta. Później klasyka, czyli ratunkowe gonienie piłki i kasacja w przeciwnika. Sędzia nie miał wyboru, ponieważ nie było tutaj mowy o poślizgnięciu się przez śnieg, jak próbował tłumaczyć sam piłkarz. Po zmianie stron Garncarze wyraźnie puchli z każdą kolejną sekundą. W 69 minucie do siatki w trzecim meczu z rzędu trafił Cenk Tosun. Po chwili mieliśmy przebudzenie gospodarzy, którzy wydali ostatnie tchnienie bramką Choupo-Motinga. Ostatnie słowo należało do gości, którzy po akcji nowych nabytków zdobyli bramkę dającą trzy punkty. Walcott podaje do Tosuna i game over. Sytuacja Stoke robi się słaba. Trzy punkty straty do bezpiecznej pozycji, a przed nimi mecze z Arsenalem, Tottenhamem i Liverpoolem. Ostatnie siedem spotkań tego sezonu będzie dla nich walką o przetrwanie.

Liverpool vs Watford

W ostatnim sobotnim meczu mieliśmy do czynienia z walką trzeciej drużyny tabeli i jedenastej. Innymi słowy Liverpool na Anfield podejmował ekipę Watfordu. W tym meczu najmniej będzie z walki o utrzymanie, ponieważ w tej chwili Szerszenie mają osiem punktów przewagi nad 18 pozycją. Do magicznej granicy 40 punktów, które zazwyczaj dają utrzymanie brakuje im czterech oczek, więc w Merseyside mogli się znacząco przybliżyć. Jak im poszło? Krótko mówiąc, fatalnie. Chociaż patrząc z drugiej strony, to mieli najlepsze miejscówki, żeby oglądać egipskiego faraona w akcji. Salah zaprezentował kibicom kolejny spektakl. Wiadomość o kontuzji Kane’a sprawiła, że wziął się do pracy i  w walce o króla strzelców dopisał na swoje konto..uwaga cztery bramki. Jakby tego było mało, asystował również przy bramce Firmino. Swoją drogą fantastyczne trafienie.  Na początku sezonu Egipcjanin mając takie sytuacje trzy razy strzeliłby w bramkarza, raz w trybuny, a do Brazylijczyka nawet by nie podał. Rozwój tego piłkarza jest fenomenalny, a Liverpool zrobił biznes sezonu. Przed Anfield już planują pomnik dla przyszłej legendy klubu, ale władze miasta raczej nie zgodzą się na postawienie piramidy, więc może się to skończyć odejściem za rok lub dwa.

Podsumowując cztery rozegrane spotkania, West Brom prawdopodobnie podpisał na siebie wyrok, ponieważ jeśli nie potrafią dowieźć korzystnego rezultatu w takim spotkaniu to ciężko wróżyć im odrobienie 10 punktowej straty. Stoke miało spore szanse na wywalczenie trzech punktów, ale Charlie Adam miał inne plany. Teraz przed ekipą Garncarzy siedem spotkań, wśród których zmierzą się z Arsenalem, Liverpoolem i Tottenhamem. W meczu „na szczycie” dołu tabeli, Crystal Palace wyskoczyło ze strefy spadkowej po wygranej na John Smith Stadium z Huddersfield 2:0. Orły w tej chwili tracą do piłkarzy Davida Wagnera jeden punkt. Między 13 w tabeli Newcastle, a 18 Southamptonem są tylko cztery oczka różnicy, więc końcówka sezonu będzie piekielnie ciekawa.

 

  • Tagi