Jak zapowiedziała, tak zrobiła! Kim Clijsters wróciła do gry w zawodowych rozgrywkach po prawie ośmiu latach przerwy. Wprawdzie była liderka rankingu WTA poniosła porażkę w pierwszej rundzie turnieju WTA w Dubaju, to jednak nie ma się czego wstydzić, bowiem w starciu z Garbine Muguruzą zaprezentowała się naprawdę nieźle.

Kim Clijsters to tenisistka, której nikomu nie trzeba przedstawiać – Belgijka to była liderka rankingu WTA, a także triumfatorka czterech imprez wielkoszlemowych. Po zakończeniu kariery znów zapragnęła poczuć, jak to jest brać udział w zawodowych turniejach. Clijsters początkowo miała wrócić do zmagań od początku 2020 roku, ale koniec końców nastąpiło to kilka tygodni później.

36-latka w pierwszej rundzie turnieju WTA w Dubaju trafiła na finalistkę Australian Open – Garbine Muguruzę. Belgijka nerwowo rozpoczęła ten mecz, co poskutkowało tym, że reprezentantka Hiszpanii szybko wyszła na prowadzenie w setach. Clijsters w drugim secie zaprezentowała się o niebo lepiej i zmusiła rywalkę do ogromnego wysiłku. Ostatecznie druga partia rozstrzygnęła się po tie-breaku, w którym była faworyzowana tenisistka.

Clijsters w swoim debiucie do zawodowych rozgrywek po prawie ośmiu latach (ostatni mecz rozegrała na US Open w 2012 roku) przegrała z Garbine Muguruzą 2:6, 6:7(6). Była liderka rankingu WTA jeszcze nie zdradziła, jakie są jej dalsze plany startowe.