W ostatnich latach Polacy coraz lepiej radzą sobie w zachodnich klubach, strzelają, asystują, bronią, zdobywają trofea i są bohaterami wielkich transferów. Powoli wyrabiamy sobie markę tak samo, jak kilka lat temu zrobili to Belgowie. Wprawdzie, jeśli spojrzeć na nazwiska, to Belgowie bez wątpienia dysponują większą liczbą klasowych piłkarzy i ciągle pojawia się ktoś nowy. U nas bywa z tym różnie, obecnie mamy kilku bardzo dobrych zawodników, ale co będzie za dziesięć lat, tego nie wiadomo. W Polsce nikt nie ma pewności co do efektów naszego szkolenia.

Ostatnio nadzieję w serca wielu z nas wlał rekordowy transfer Jana Bednarka do Southampton. Święci to bodajże jedyny w Premier League klub, który w tak wyraźny sposób stawia na scouting, trening i rozwój wcześniej nieznanych piłkarzy, więc wydaje się, że młody Polak – jeśli już musiał przenieść się do Anglii – wybrał najlepiej, jak tylko mógł. Bez wątpienia dostanie swoje szanse, czas i zaufanie. Problem w tym, że skok z Ekstraklasy do Premier League jest jak przejście z dmuchanego basenu w ogrodzie do basenu olimpijskiego, a zamiana Lecha na Southampton jak zamiana gokarta na samochód WRC. Można doznać szoku.

Bednarek nie jest pierwszym polskim talentem, który opuszcza kraj za duże (jak na realia Ekstraklasy) pieniądze. Wcześniej odchodzili m.in. Kapustka, Lewandowski, Fabiański, Janczyk, Linetty, Drągowski, Rybus, Wolski czy Milik. Wszystkim przepowiadano wielką przyszłość, jak do tej pory jednak wielki stał się tylko Lewandowski. Milik i Linetty wciąż mają czas, Fabiański jest dobrym bramkarzem, ale przez lata grzał ławę u Wengera, a ostatnio ledwo uniknął spadku do Championship. Reszcie – eufemistycznie mówiąc – nie idzie najlepiej.

 

Spojrzałem na listę pięćdziesięciu najdroższych transferów z Ekstraklasy według Transfermarkt, łącznie z Bednarkiem znajduje się na niej tylko trzech środkowych obrońców. To nie przypadek, przed Glikiem jedynie Bąk, Hajto i Wałdoch byli stoperami, którzy potrafili wzbić się na pewien poziom i utrzymać go dłużej niż sezon czy dwa. Zachód nie ufa polskim obrońcom i nic w tym dziwnego, bo wystarczy spojrzeć, jak często w ostatnich latach największym bohaterem naszej kadry zostawał bramkarz.

Gdy pojawiły się pierwsze rzetelne informacje o potencjalnym transferze Bednarka do Premier League, komentarze fanów Ekstraklasy były raczej zgodne i można by je streścić tak: “Kogoś w tym Southampton po*rało”. Było to pierwsze wrażenie nieoparte na analizach i przemyśleniach i dlatego uważam, że było słuszne. W kwestii transferów zawsze bowiem za właściwe uznaję pierwsze wrażenie. Później do akcji wkraczają piarowcy, znawcy, eksperci i cała reszta, by mącić i szukać racjonalnego wytłumaczenia. Tak samo jest w przypadku Bednarka, mówi się, że może trochę przepłacony, ale przy dzisiejszym rynku 6 milionów to nie tak dużo, że w Ekstraklasie pieniądze się przydadzą, że w sumie ten Bednarek to już prawie klasowy obrońca. Czasem trafiam też na komentarz, że skoro Święci zapłacili za obrońcę Lecha takie pieniądze, to musi być on lepszy, niż się nam wszystkim wydaje. Otóż moim zdaniem jest właśnie tak słaby/tak dobry/tak przeciętny (niepotrzebne skreślić), jak się nam, zwykłym kibicom, wydaje. Bednarek jest przepłacony tak samo, jak przepłaceni są Higuain, Sterling, Stones, Pickford i dziesiątki innych, z tym że w przypadku Polaka chodzi o znacznie mniejsze pieniądze.

To kolejna kwestia – Transfermarkt wycenia Bednarka na 500 tysięcy euro. Powiedzmy, że jest warty dwa razy więcej, czyli milion euro, a Święci przepłacili sześciokrotnie. To jednak wciąż nie wiąże się dla działaczy Southampton z żadnym ryzykiem. Angielskie kluby dysponują obecnie takimi budżetami, że wydanie takiej kwoty jest dla nich praktycznie nieodczuwalne. Southampton zdążył jeszcze w czerwcu pogardzić sześćdziesięcioma milionami funtów, jakie Liverpool planował zaoferować za Virgila Van Dijka. Tak więc nie ma nawet co liczyć na to, że Bednarek będzie grał tylko dlatego, że wydano na niego duże pieniądze. Otóż duże pieniądze dla Lecha są małym wydatkiem dla Świętych.

Czy Bednarek ma szanse na grę? Nie dajcie się nabrać komunałom o ciężkiej pracy, zaangażowaniu i walce o skład. Tam każdy ciężko pracuje i walczy o skład. Święci mają obecnie braki w środku obrony, ale do startu sezonu jeszcze daleko, a ponadto zatrudniono nowego szkoleniowca, który pewnie będzie chciał uzupełnić kadrę. Optymistycznie (bardzo optymistycznie) patrząc na obecną kadrę Southampton, Bednarek jest w najlepszym wypadku na czwartym miejscu w hierarchii środkowych obrońców. Zakładając, że na St Mary’s Stadium zostanie Van Dijk, do obsadzenia będzie tylko jedno miejsce w sercu defensywy, gdyż trudno sobie wyobrazić, by ktoś mógł wygryźć Holendra ze składu. Oznacza to, że były zawodnik Lecha będzie musiał o miejsce rywalizować z przynajmniej trzema bardziej doświadczonymi i ogranymi na wyspach zawodnikami.

Jan Bednarek

To prawda, że Święci dają szanse młodym zawodnikom, ale tylko w przypadku, gdy ci prezentują odpowiedni poziom i dobrze rokują na przyszłość. Życzę Bednarkowi jak najlepiej, ale nawet jeśli dobrze rokuje, to obecnie nie prezentuje się na tyle dobrze, by wierzyć, że poradzi sobie w Premier League. Z dnia na dzień walka z Paixao, Vassiljevem i Frączczakiem zamieni się w walkę z Costą, Kane’em, Aguero, Sanchezem czy Lukaku. Nagle trzeba będzie się mierzyć z piłkarzami, którzy nie są jednowymiarowi, którzy są szybcy, silni, cwani, skuteczni i operują piłką na najwyższym poziomie. To skok na głęboką wodę pełną grubych ryb, które prędzej cię połkną, niż same dadzą się zjeść.

Wszyscy pewnie gdzieś w głębi marzymy o takim rozwoju wypadków, w którym Bednarek szybko przebija się do pierwszej jedenastki i staje się pewnym punktem defensywy Świętych, a na mundialu tworzy razem z Glikiem duet nie do przejścia. Tak się niestety nie stanie. Spodziewam się raczej, że Bednarek może przeżyć przygodę podobną do tej, której bohaterem jest Bartosz Kapustka w Leicester.

Sądzę, że Bednarek:

  1. odszedł z Lecha za szybko,
  2. wybrał zły kierunek.

Jeśli naprawdę koniecznie chciał przejść do Anglii, to powinien najpierw rozegrać kolejny dobry sezon w Ekstraklasie i trochę posiedzieć na siłowni. Jeżeli natomiast brał pod uwagę inne ligi, to powinien był wybrać klub, w którym miałby prawdziwe szanse na regularną grę. 21 lat to wiek, w którym trzeba grać. Jakkolwiek by to zabrzmiało, to Bednarek jest już za stary, by od nowa przebijać się w klubowej hierarchii i czekać na szansę. Obawiam się, że agent Polaka w przyszłości może już wiele na nim nie zarobić.