Liverpool – Arsenal: typy i kursy (1.11.2026)

Szoboszlai-i-Gabriel-w-walce-o-pilke

Liverpool – Arsenal to absolutny hit dziewiątej kolejki Premier League. W jedynym niedzielnym spotkaniu na angielskich boiskach „The Reds” gościć będą aktualnego mistrza Anglii. Nieznacznymi faworytami hitu na Anfield są goście, którzy wywalczyli jak dotąd o sześć punktów więcej w ligowej tabeli. Arsenal nie pokonał jednak Liverpoolu na wyjeździe aż od 2012 roku! Czy podopiecznych Mikela Artety stać na przełamanie w starciu z trudnym ligowym rywalem?

Poniżej 2,5 gola w meczu

Liverpool – Arsenal: analiza typu

Podopieczni Andoniego Iraoli krok po kroku nabierają rozpędu. Po porażce z Manchesterem City Liverpool nie popadł w poważniejszy dołek, odpowiadając serią czterech kolejnych zwycięstw. „The Reds” wygrywali w Premier League z Brentford i Brighton, pokonując także w fazie ligowej Ligi Mistrzów Villarreal i LASK. W niedzielne popołudnie skala wyzwania wyraźnie wzrośnie. Liverpool gości będzie aktualnych mistrzów Anglii, którzy w obecnym sezonie przegrali tylko jeden pojedynek.

Rezonu kibicom gospodarzy nie doda fakt, iż dotychczas Liverpool na Anfield grał dość słabo. W czterech ligowych potyczkach na własnym obiekcie podopieczni baskijskiego trenera wygrywali tylko raz, notując dwa remisy i porażkę. We wspomnianych starciach Liverpool zdobywał średnio zaledwie gola na mecz, dopuszczając rywali do strzelania pięciu bramek. Pocieszeniem może być z kolei historia. Arsenal nie wygrał na Anfield w regulaminowym czasie gry od 2012 roku. Wówczas podopieczni Arsene’a Wengera pokonali zespół Brendana Rodgersa stosunkiem 2:0.

Dla Arsenalu początek kampanii należy do udanych. „Kanonierzy” wygrali siedem z ośmiu dotychczasowych kolejek, przegrywając zaledwie raz w starciu z Brighton. Z dorobkiem 21 zdobytych punktów podopieczni Mikela Artety zasiadają na fotelu wicelidera, ustępując pierwszemu Manchesterowi City wyłącznie różnicą bramek. W pojedynkach z udziałem Arsenalu nie pada szczególnie wiele goli – średnio są to dwie bramki na spotkanie. Szczególnie widoczne jest to podczas delegacji, gdzie „Kanonierzy” strzelili cztery gole, tracąc trzy (wszystkie w meczu z Brighton).

Zaskakiwać nie powinien zatem fakt, iż w trzech z czterech dotychczasowych ligowych wyjazdów Arsenalu kibice byli świadkami co najwyżej dwóch bramek. „Kanonierzy” pokonywali 1:0 Aston Villę i Nottingham, zwyciężając także 2:0 z Sunderlandem. W każdym ze wspomnianych spotkań Arsenal miał jednak sporo szczęścia, korzystając z korzystnych rykoszetów czy wyjątkowego gapiostwa rywali. Jeśli podopieczni Mikela Artety mają po raz pierwszy od ponad 14 lat zdobyć Anfield – do szczęścia dodać będzie trzeba także świetną dyspozycję meczową.

Reklama. Tylko dla osób pełnoletnich (18+). Hazard wiąże się z ryzykiem uzależnienia.

Mój typ na potyczkę Liverpool – Arsenal to co najwyżej dwie bramki w meczu. W dotychczasowych ligowych spotkaniach domowych „The Reds” strzelali średnio gola na mecz – identyczną statystykę możemy odnieść do rozegranych jak dotąd delegacji „Kanonierów”.

Statystyki dla obu zespołów – dlaczego tak typujemy?

Nieodmiennie istotnym elementem podczas przeprowadzania analizy przed oddaniem typu jest zapoznanie się z kluczowymi statystykami dla obu zespołów. Pod uwagę należy wziąć formę w ostatnich tygodniach, dyspozycję w starciach domowych i wyjazdowych, a także bilans bramek strzelonych i straconych. Wartościowe mogą być również informację dotyczące otrzymywanych kartek czy wykonywanych stałych fragmentów gry. Poniżej kilka cennych statystyk dla hitowego spotkania dziewiątej kolejki Premier League Liverpool – Arsenal:

  • Liverpool wygrał tylko jeden z czterech poprzednich domowych meczów w Premier League,
  • Arsenal nie wygrał na Anfield w regulaminowym czasie gry od 2012 roku,
  • Liverpool strzelał średnio gola na mecz w dotychczasowych starciach w roli gospodarza,
  • w czterech ligowych delegacjach Arsenalu padło zaledwie siedem bramek.

Liverpool – Arsenal: historia bezpośrednich starć

Finalna decyzja odnośnie typu musi zostać poprzedzona zapoznaniem się z historią bezpośrednich pojedynków pomiędzy oboma zespołami. W przypadku spotkania ligowego należy dokonać rozróżnienia na mecze domowe i wyjazdowe. Liverpool i Arsenal posiadają niezwykle bogatą historię bezpośrednich starć. Historycznie nieco częściej wygrywają „The Reds”, ale w minionych latach z trudem przychodziło im pokonanie podopiecznych Mikela Artety. Przed niedzielnym hitem wielu kibiców „Kanonierów” zadaje sobie pytanie, czy to właśnie ten mecz, podczas którego Arsenal zakończy wieloletnią niemoc na Anfield? Waszej uwadze polecam ponadto pozostałe typy na Premier League!

Przewidywane składy na Liverpool – Arsenal

Liverpool: Alisson, Araujo, Jacquet, van Dijk, Kerkez, Mac Allister, Gravenberch, Wirtz, Barcola, Gakpo, Isak.

Arsenal: Raya, Timber, Konsa, Gabriel, Calafiori, Bruno Guimaraes, Rice, Odegaard, Madueke, Havertz, Eze.

Wskazanie zwycięskiego typu staje się bardziej prawdopodobne po zapoznaniu się z przewidywanymi składami, na które zapewne zdecydują się obaj trenerzy. W przypadku hitowej potyczki w dziewiątej kolejce Premier League – szkoleniowcy bez cienia wątpliwości postawią na najsilniejsze możliwe zestawienia.

No bokach obrony Liverpoolu ponownie zagrają Kerkez i Araujo. Partnerem Mac Allistera w środku pola będzie Gravenberch, który zastąpi wciąż walczącego z urazem Szoboszlaia. Obsługiwać podaniami trójkę ofensywną w postaci Barcoli, Gakpo i Isaka spróbuje Wirtz. W składzie „Kanonierów” ponowną szansę od pierwszych minut otrzymają najpewniej Timber, Konsa i Bruno. Niezmienny pozostaje także kręgosłup zespołu w postaci Rayi, Gabriela, Rice’a i Odegaarda. Za ofensywę na papierze odpowiadać będą przede wszystkim Madueke, Havertz i Eze.

Kontuzje oraz zawieszenia

O wskazanie odpowiedniego typu znacznie łatwiej, kiedy zapoznamy się z listą zawodników, których w danym spotkaniu zabraknie. Najczęściej jest to efekt kontuzji lub problemów dyscyplinarnych. W trakcie sezonu wielu zawodników cierpi również na urazy przeciążeniowe, które są efektem napiętego terminarza.

Andoni Iraoli ponownie nie skorzysta z usług kontuzjowanych Bradleya, Ekitike i Leoniego. Wątpliwy pozostaje także udział od pierwszych minut Szoboszlaia. W zespole gości zabraknie Saliby. W pełni zdrowia z pewnością nie są również Saka, Hincapie, Tzolis i Calafiori.

Liverpool – Arsenal: kursy bukmacherskie

Bukmacher 1 X 2
Betclic
2.82 3.37 2.38
Superbet
2.85 3.40 2.45
Odds are subject to change. Last updated 19:02, 31 października 2026 19:02

Reklama. Tylko dla osób pełnoletnich (18+). Hazard wiąże się z ryzykiem uzależnienia.

Zdaniem bukmacherów faworytami niedzielnego hitu Premier League są goście. Wysokość kursów nie powinna zaskakiwać – starcie pomiędzy Liverpoolem a Arsenalem zapowiada się na niezwykle wyrównane.

Podopieczni Andoniego Iraoli świetnie odpowiedzieli na porażkę w ligowym starciu z Manchesterem City. Liverpool wygrywał z Brentford i Brighton, w efekcie wskakując na czwarte miejsce w tabeli. Podopieczni baskijskiego szkoleniowca notują niezłe rezultaty w formacji defensywnej, tracąc średnio mniej niż gola na spotkanie. Znacznie gorzej wygląda to jednak w przypadku ofensywy, która zawodzi przede wszystkim na Anfield. W czterech dotychczasowych domowych pojedynkach „The Reds” wygrywali tylko dwukrotnie, zdobywając zaledwie cztery gole.

Dla Arsenalu starcie z Liverpoolem jest idealną okazją do przełamania niemocy na Anfield. „Kanonierzy” nie zdobyli obiektu Liverpoolu od 2012 roku, wygrywając wówczas jeszcze pod wodzą Arsene’a Wengera. Podopieczni Mikela Artety zanotowali dobry start sezonu, wygrywając siedem z ośmiu dotychczasowych starć. Arsenal zwyciężył ponadto trzy z czterech minionych delegacji, zdobywając w tym czasie jednak tylko cztery gole. Na Anfield spodziewam się wyrównanego starcia, które nie powinno obfitować w wiele bramek. Jeśli jeszcze nie korzystasz z oferty Superbet, warto skorzystać z naszego powitalnego kodu Superbet. Dzięki niemu możesz zyskać wartościowe bonusy bukmacherskie.

Kto wygra mecz?

LIVERPOOL 0%
REMIS 0%
ARSENAL 100%
3+ Głosy
Oddaj swój głos:
  • LIVERPOOL
  • REMIS
  • ARSENAL

Fot. Alamy.com