Bitwa o Anglię i Bitwa o utrzymanie. Gramy niedzielne Premier League o 208 PLN!
Jeśli ktoś liczył na spokojną końcówkę sezonu w Premier League, to może powinien zacząć oglądać inną ligę. W walce o mistrzostwo, puchary i utrzymanie wciąż ostro się gotuje, a dzisiaj przyglądam się meczom z tych dwóch ostatnich kategorii. Miłej lektury!
Reklama. Tylko dla osób pełnoletnich (18+). Hazard wiąże się z ryzykiem uzależnienia.
Manchester United – Liverpool | 16:30
Nie da się ukryć, że to spotkanie ma w sobie coś z historii o dwóch zupełnie różnych sezonach, które nagle przecinają się w jednym punkcie. Po jednej stronie Manchester United, który jeszcze kilka miesięcy temu dryfował bez większego celu, a dziś wygląda jak zespół, który przypomniał sobie, czym jest poważna piłka. Po drugiej Liverpool: drużyna zmęczona, poszarpana kontuzjami i momentami kompletnie pozbawiona pomysłu na siebie.
Zacznijmy jednak od gospodarzy. Michael Carrick naprawdę doskonale przejął stery po Rubenie Amorimie. Portugalczyk wiecznie powtarzał, że potrzeba czasu, cierpliwości i procesu, który, niekoniecznie był widoczny na boisku. Carrick wszedł do klubu i zamiast filozofii postawił na konkret. Dzięki temu Manchester United zapewnił sobie awans do Ligi Mistrzów i zrobił to w stylu, który może imponować.
Bo nie chodzi tylko o wyniki. Carrick wykrzesał maksimum z Casemiro, który znów wygląda jak lider środka pola, a nie zawodnik po drugiej stronie rzeki. Dał Bruno Fernandesowi robić to, co potrafi najlepiej, a więc kreować, a nie biegać za rywalami. Do tego przywrócił do łask Kobbiego Mainoo, który zaczyna przypominać, dlaczego jeszcze niedawno mówiło się o nim jako o jednym z największych talentów w Anglii.
Patrząc na to wszystko, naprawdę można odnieść wrażenie, że gdyby nie początek sezonu pod wodzą bajeranta ze Sportingu, United mogliby dziś rozmawiać nie o top 4, a o walce o tytuł. Nie powalczą o trofea, ale jest coś jeszcze, symbolika. Podwójne zwycięstwo nad Liverpoolem, które ostatni raz miało miejsce w sezonie 2015/16, byłoby piękną kropką nad „i”.
Z drugiej strony mamy Liverpool, który wygląda jak drużyna po bardzo długim i wyczerpującym maratonie. Kontuzje, wahania formy i brak wyraźnej tożsamości pod wodzą Arne Slota sprawiły, że ten sezon momentami przypominał jazdę bez trzymanki. Owszem, uda się najprawdopodobniej dowieźć miejsce w top 5, co przy dodatkowej kwalifikacji dla Anglii daje Ligę Mistrzów, ale trudno mówić o pełnej satysfakcji.
Coraz głośniej mówi się o tym, że na Anfield może pojawić się Xabi Alonso. Trudno się dziwić tym spekulacjom. Bo jeśli Liverpool chce wrócić na poziom walki o największe trofea, potrzebuje świeżej energii i pomysłu, którego w tym sezonie zwyczajnie brakowało.
Co obstawiać?
Stawiam na Obie drużyny strzelą i powyżej 2.5 gola. United pod Carrickiem gra odważnie i skutecznie, Liverpool nawet w kryzysie potrafi odpowiedzieć w ofensywie. To pachnie widowiskiem, a nie szachami, tym bardziej, że kilku zawodników będzie miało tutaj do opowiedzenia swoje historie. Bruno Fernandes wciąż goni za rekordem asyst Henry’ego i KDB, a Salah będzie chciał pożegnać się z PL strzelając swojemu ulubionemu rywalowi. Ten typ znajdziesz w Superbet. Jeśli nie masz tam jeszcze konta, możesz założyć je z naszym kodem promocyjnym Superbet.
Po inne analizy na najlepsze mecze tego tygodnia, zapraszamy do zakładki piłka nożna. Przygotowaliśmy także analizy dla fanów innych sportów! Chcesz porównać kursy? Sprawdź listę legalnych polskich bukmacherów.
Aston Villa – Tottenham | 20:00
Aston Villa zaczęła ten sezon tragicznie. I naprawdę, były momenty, w których można było pomyśleć, że Unai Emery znów trafia w ten etap swojej kariery, kiedy jego metody przestają działać. Hiszpan ma przecież to swoje charakterystyczne wahadło. Buduje świetne projekty, wyciąga maksimum z zespołów, a potem coś się wypala.
Nie tym razem. Emery naprostował swoją drużynę i wprowadził ją na czwarte miejsce w tabeli, praktycznie zapewniając grę w Lidze Mistrzów. To już samo w sobie jest ogromnym osiągnięciem, ale The Villans nie zamierzają się zatrzymywać. W Lidze Europy również wyglądają bardzo poważnie. Mimo porażki 0:1 w pierwszym meczu z Nottingham Forest, nadal mają realne szanse na awans do finału.
A jeśli ktoś śledzi karierę Emery’ego, to wie jedno, kiedy on dociera do finału Ligi Europy, zazwyczaj kończy go z trofeum w rękach.
Z kolei Tottenham, no cóż. Trudno znaleźć inne słowo niż „katastrofa”. Koguty mają za sobą sezon pełen problemów. Kontuzje, brak stabilizacji, fatalne wyniki. Niedawno wylądowali w końcu w strefie spadkowej, co dla klubu tego kalibru brzmi jak scenariusz z alternatywnej rzeczywistości.
Ostatnio udało im się co prawda wygrać z Wolverhampton 1:0, ale był to mecz, w którym bardziej niż jakość piłkarska błyszczały heroiczne interwencje Kinskiego. Trudno traktować to jako przełom. Tym bardziej, że dziś trafiają na rywala, który jest rozpędzony i doskonale poukładany.
Jedyną iskierką nadziei dla Tottenhamu może być sytuacja w tabeli. West Ham, jeden z ich głównych rywali w walce o utrzymanie, przegrał swój mecz aż 0:3. To oznacza, że presja nieco się zmniejsza, a każdy punkt może być na wagę złota. Pytanie tylko, czy są w stanie go zdobyć na Villa Park.
Co obstawiać?
Typuję tutaj Aston Villa wygra lub zremisuje. Różnica jakości, formy i organizacji gry jest zbyt duża, żeby szukać tutaj niespodzianki. Tottenham może powalczyć, ale to Villa ma wszystkie argumenty po swojej stronie, a przyklepanie Ligi Mistrzów przed dalszą walką o Ligę Europy będzie bardzo ważne dla The Villans. Powodzenia!
Pod spodem kupon:
fot. Alamy Stock Photo


