United i Liverpool powalczą o Ligę Mistrzów? Gramy Premier League o 278 PLN!
W Premier League walka o top 6 ciasna jak nigdy, a i poziom całej ligi niesamowicie wzrósł, przez co nie ma tak naprawdę meczów, które można uznać za z góry wygrane. Dziś przyglądam się ekipom, które wciąż walczą jeszcze o grę w LM. Miłej lektury!
Manchester United – Aston Villa | 15:00
The Reds
Jeszcze kilka miesięcy temu kibice Manchesteru United mogli mieć wrażenie, że historia znów zatacza koło. Początek sezonu wyglądał bowiem jak kolejny odcinek serialu pod tytułem „Czerwone Diabły w kryzysie”. Zespół grał bez pomysłu, punkty uciekały w zastraszającym tempie, a Ruben Amorim, sprowadzony przecież jako wielki architekt odbudowy, coraz częściej brzmiał jak trener, który próbuje kupić sobie czas.
Portugalczyk wciąż tłumaczył, że zawodnicy muszą dostosować się do jego systemu. Że potrzeba cierpliwości. Że projekt wymaga miesięcy pracy. Problem w tym, że kibice na Old Trafford słyszeli już podobne opowieści wiele razy. W końcu również zarząd uznał, że tej historii nie warto kontynuować. Bajkopisarstwo Amorima przestało kogokolwiek przekonywać.
Decyzja była odważna, ale jednocześnie bardzo romantyczna. Stery w klubie powierzono bowiem człowiekowi, który Manchester United ma zapisany w DNA – Michaelowi Carrickowi. I trzeba przyznać jedno: był to strzał w dziesiątkę. Carrick od pierwszych tygodni zmienił sposób gry zespołu. United zaczęli grać szybciej, agresywniej i przede wszystkim z większą fantazją. Piłka zaczęła krążyć między liniami, pojawiły się dynamiczne akcje skrzydłami i, co w dzisiejszym futbolu zdarza się coraz rzadziej, strzały z dystansu. W efekcie Red Devils rozpoczęli naprawdę świetną serię. Przed ostatnim meczem z Newcastle Manchester United zanotował sześć zwycięstw i jeden remis. Old Trafford znów zaczęło żyć, a drużyna, która jeszcze niedawno była pośmiewiskiem ligi, nagle zaczęła być traktowana jak realny kandydat do walki o Ligę Mistrzów.
The Villans
Z drugiej strony barykady stanie Aston Villa. Jest to drużyna, której sezon można by bez większego problemu przedstawić na następującym wykresie. Najpierw niemal idealnie płaska linia. Potem gwałtowny wystrzał w górę. A obecnie wyraźny zjazd w dół.
Początek sezonu w wykonaniu The Villans był wręcz absurdalny. W pierwszych kolejkach drużyna wyglądała jak sparaliżowana ofensywnie. Przez kilka meczów nie potrafili zdobyć nawet jednej bramki. Kibice zaczynali się zastanawiać, czy przypadkiem nie oglądają drużyny, która będzie walczyć o utrzymanie.
Nagle jednak wszystko się zmieniło. Aston Villa zaczęła grać jedną z najładniejszych piłek w Premier League. Ofensywa eksplodowała, a zespół Unaia Emery’ego potrafił dominować nawet bardzo mocnych rywali. W pewnym momencie The Villans znajdowali się zaledwie dwa punkty za Arsenalem i realnie rzucili rękawicę londyńczykom w walce o najwyższe cele.
Niestety dla kibiców z Birmingham – ten okres nie trwał długo. Ostatnie tygodnie to wyraźne załamanie formy. Aston Villa nie wygrała trzech ostatnich meczów ligowych, a ich gra znów zaczęła przypominać tę z początku sezonu, chaotyczną i momentami bezradną w ofensywie. Konsekwencje w tabeli są bardzo widoczne. The Villans zrównali się punktami z dzisiejszym rywalem, a strata do Arsenalu wynosi już… szesnaście punktów.
Co obstawiać?
Postawię na Obie drużyny strzelą. Manchester United pod wodzą Carricka gra bardzo ofensywnie i regularnie kreuje sytuacje bramkowe, ale jednocześnie zostawia sporo przestrzeni w defensywie. Aston Villa natomiast znajduje się pod ogromną presją wyniku i również będzie musiała szukać gola. Taki układ bardzo często kończy się bramkami po obu stronach. Klasycznego BTTS’a postawisz oczywiście w STS. Jeśli nie masz tam jeszcze konta, możesz założyć je z naszym kodem promocyjnym STS.
Po inne analizy na najlepsze mecze tego tygodnia, zapraszamy do zakładki piłka nożna. Przygotowaliśmy także analizy dla fanów innych sportów! Chcesz porównać kursy? Sprawdź listę legalnych polskich bukmacherów.
Liverpool – Tottenham | 17:30
The Reds
Liverpool jest jedną z drużyn, które w minionym tygodniu przyłożyły się do dość bolesnego spadku prestiżu Premier League na arenie międzynarodowej. The Reds przegrali bowiem z Galatasaray 0:1, a gdyby nie absolutnie fenomenalna dyspozycja Giorgiego Mamardashviliego między słupkami, wynik mógłby być jeszcze bardziej dotkliwy.
Ten mecz tylko pogłębił pytania, które zaczynają pojawiać się wokół projektu Arne Slota. Holender miał kontynuować ofensywną filozofię Jürgena Kloppa i wprowadzić Liverpool w nową erę. Tymczasem ostatnie tygodnie przynoszą coraz więcej znaków zapytania. W lidze również zaczyna się robić nerwowo. Po porażce z Manchesterem City The Reds powoli zaczynali łapać balans i wydawało się, że najgorsze już za nimi. Niestety kolejny cios przyszedł niespodziewanie, a bolesna przegrana z Wolverhampton wyraźnie podcięła skrzydła drużynie z Anfield.
Efekt jest taki, że Liverpool znajduje się obecnie dopiero na szóstym miejscu w tabeli. Jak na ambicje tego klubu to zdecydowanie za mało. Coraz częściej mówi się więc o tym, że posada Arne Slota zaczyna się chwiać. Sam Holender nie pomaga sobie wizerunkowo. W wywiadach coraz częściej narzeka na sędziów, a na boisku uparcie stawia na Cody’ego Gakpo, mimo że forma Holendra jest bardzo daleka od optymalnej.
Spurs
Jeszcze „ciekawiej” wygląda sytuacja Tottenhamu. Na północy Londynu również zaczynają rozważać zmianę na ławce trenerskiej, mimo że dopiero ją przeprowadzali. Igor Tudor miał wprowadzić do drużyny agresję i charakter, ale na razie jego praca wygląda raczej jak eksperyment, który wymyka się spod kontroli.
Owszem, Tottenham zmaga się z ogromną liczbą kontuzji. Trudno to ignorować. Problem polega jednak na tym, że nawet w takiej sytuacji kadrowej drużyna wciąż posiada ogromny potencjał ofensywny. Tymczasem Chorwat momentami wygląda jak człowiek, który robi wszystko, aby ten potencjał zmarnować.
Trudno inaczej nazwać decyzje personalne i przygotowanie taktyczne do poszczególnych spotkań. Najlepszym przykładem był mecz Ligi Mistrzów, w którym Tudor postawił na Kinskiego w bramce… tylko po to, aby zdjąć go po piętnastu minutach. Takie ruchy nie budują autorytetu trenera.Tottenham przegrał pięć meczów ligowych z rzędu i coraz poważniej zaczyna flirtować ze strefą spadkową. Jeszcze niedawno brzmiałoby to jak żart, ale dziś jest to bardzo realny scenariusz.
Co obstawiać?
Postawię na powyżej 2.5 gola Liverpoolu. Tottenham znajduje się w ogromnym kryzysie, a ich defensywa w ostatnich tygodniach wygląda bardzo krucho. Liverpool natomiast potrzebuje mocnego występu, aby uspokoić nastroje wokół drużyny i posady Arne Slota. Jeśli The Reds zagrają na porządnym poziomie intensywności, trzy gole po ich stronie są jak najbardziej w zasięgu, tym bardziej że ostatnie mecze bezpośrednie obfitowały w trafienia. Powodzonka!
Pod spodem kupon:
fot. Alamy Stock Photo


