Sobotnie NBA nie dostarczy nam żadnego El Clasico, lecz nie oznacza to braku obstawiania koszykówki. Typerskie emocje zaczynamy już od 23:00. Zapraszam do lektury. 

Kod rejestracyjny: 1250

Skuteczność typów Zagranie na NBA w marcu: 2/3

Profit/Strata Zagranie na NBA w marcu: -100 PLN

Zdarzenie:  handicap w meczu Cleveland Cavaliers – Detroit Pistons +6.5/-6.5

Typ:  Detroit Pistons -6.5

Kurs: 1.95

Zestawienie o ,,polskiej” godzinie na pewno nie zachwyca, ale no co zrobić – jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Nie wiem, czy obejrzę ten mecz, bo po El Clasico będę miał już chyba przesyt emocji sportowych (Visca el Barca!!!). Pamiętaj jedno – jak nie masz żadnych oczekiwań, to nie ma opcji, żebyś się zawiódł. I z takim nastawieniem proponuję przystąpić do konsumpcji tego pojedynku. Bo może to spotkanie nas zaskoczy, a co! 

Okej, pora przejść do konkretów. 

O 23:00 w Quicken Loans Arena na parkiet wyjdą Cleveland Cavaliers i Detroit Pistons. Wiedza przeciętnego kibica na temat Cavaliers kończy się na tym, że LeBron James opuścił Cleveland i jest teraz zawodnikiem Los Angeles Lakers. I to nie tak, że koszykarze Cavaliers robią coś, żebyś zwrócił na nich uwagę. Nikogo nie interesują poczynania 28. drużyny w NBA, z 26. atakiem i 30. obroną w lidze. 

Ale hej, wrócił Kevin Love i Cavs są en fuego! Wygranie cztery razy w sześciu ostatnich rywalizacjach to chyba jakiś znak, że jest lepiej. No nie jestem co do tego przekonany. Rywale nie byli zbyt wymagający, bo za takich można uznać dwa najgorsze teamy Zachodu i najgorszą ekipę Konferencji Wschodniej. Zwycięstwa to zwycięstwa, jednak na te wygrane patrzyłbym raczej z przymrużeniem oka. 

Cel w Cleveland jest jeden – wylosowanie jedynki w drafcie i znalezienie kolejnej perełki na miarę LeBrona Jamesa. Dan Gilbert marzy o wybraniu Ziona Williamsona, który może na nowo obudzić nadzieje kibiców w tym smutnym mieście stanu Ohio. 

Rywalem Cavaliers będzie zespół z innego smutnego miasta, jakim jest Detroit. O dziwo, gracze tamtejszych Pistons są ostatnio powodem, dla których mieszkańcy Mo-Town mogą się od czasu do czasu uśmiechnąć. 

Tłoki wskoczyły na siódmą pozycję w Konferencji Wschodniej i po cichu umacniają się na miejscu, które gwarantuje udział w playoffach. Nadal mam uraz do tego zespołu za przegraną z LA Clippers, w której Pistons roztrwonili ponad 20-punktową przewagę, czym zawalili mój kupon. Na koniec dnia, każdy zasługuje na drugą szansę, nawet zawodnicy z Detroit. 

Bilans 7-2 w ostatnich meczach może robić wrażenie. Wszystko zaczęło się od pokonania Denver Nuggets u siebie i od tego czasu widać wyraźną poprawę jakości gry Tłoków. Na pochwałę zasługuje Andre Drummond, który pokazuje chyba najlepszą koszykówkę w życiu i w 10 ostatnich występach jego średnie wyglądają imponująco (21.2 punktów, 16.1 zbiórek). Jeśli spojrzymy na dwa bezpośrednie pojedynki, to Drummond nie robi sobie nic z defensywy Cavaliers (a kto sobie coś robi?) i zalicza przeciętnie linijkę na poziomie 24.5/19. W obu tych rywalizacjach lepsi okazali się gracze Detroit Pistons i przewiduję, że dojdzie do tego po raz trzeci. Celem Tłoków jest walka o playoffy i takie mecze jak ten trzeba wygrywać. Gospodarze nie będą mieli odpowiedzi na duet Drummond – Griffin i zobaczymy stosunkowo jednostronne spotkanie w Cleveland. Spotkanie, w którym to zawodnicy gości będą grali pierwsze skrzypce. 

Pistons, nie zawiedźcie mnie znowu. 

Zdarzenie:  handicap w meczu Indiana Pacers – Orlando Magic -4.5/+4.5

Typ:  Indiana Pacers -4.5

Kurs: 1.90

Po kontuzji Victora Oladipo chyba wszyscy skreślili Indianę Pacers. Nic dziwnego – w zeszłym sezonie bez Oladipo Pacers byli beznadziejni i nie wygrali żadnego z ośmiu meczów. Brak lidera i najlepszego zawodnika nie jest już rzeczą, która kompletnie odcina skrzydła zespołowi z Indiany. O dziwo, Pacers utrzymują się na trzeciej pozycji w Konferencji Wschodniej, skutecznie uciekając Philadelphii 76ers i Boston Celtics. Jeżeli taki stan rzeczy się utrzyma, to 76ers i Celtics zmierzą się już w I rundzie playoffów na Wschodzie i to może być naprawdę kozacka seria.  

Wróćmy do Indiany Pacers. 

Początek ,,życia” po kontuzji Oladipo nie był łatwy i cztery kolejne porażki mogły zasiać ziarno niepewności, czy aby na pewno Pacers utrzymają się w ósemce. Wątpliwości zostały rozwiązane szybko, bo podopieczni Nate’a McMillana odnieśli sześć zwycięstw z rzędu, dając wyraźny sygnał, że oni jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa. 

Pacers wygrali dziewięć z 16 pojedynków, co pozwala na utrzymanie przewagi nad 76ers i Celtics. Szóstki są na dobrej drodze, żeby wyprzedzić Indianę i ich strata do ,,trójki” to już tylko pół meczu. Utrzymanie trzeciej lokaty będzie równoznaczne z jakimikolwiek szansami na wejście do II rundy playoffów, bo wygląda na to, że na szóstej pozycji skończą Brooklyn Nets. Bycie czwartym na Wschodzie to już seria z Boston Celtics, a nie widzę za bardzo opcji, żeby bez Victora Oladipo Pacers udało się pokonać Kyriego Irvinga i jego kumpli. 

Dlatego tak ważne jest, żeby kolekcjonować zwycięstwa, tam, gdzie to jest możliwe. Orlando Magic mają na swoim koncie imponujące wygrane (Golden State Warriors czy Toronto Raptors), ale przy każdej z nich dodałbym gwiazdkę – Warriors grali bez Kevina Duranta, podczas gdy Raptors byli bez Kevina Duranta. 

Wydaje mi się, że chęć utrzymania trzeciej pozycji przeważy to, że Magic walczą o playoffy. Temu zespołowi brakuje powtarzalności i po pokonaniu Raptors przyszła porażka z New York Knicks. Takie rzeczy nie mogą zdarzać się klubom, które chcą znaleźć się w ósemce. 

Jedyny bezpośredni pojedynek w tym sezonie to wygrana Magic w Orlando, ale jakoś nie widzę, żeby Terrence Ross miał rzucić jeszcze raz 30 punktów. Pacers to lepsza drużyna i nawet brak Victoria Oladipo nie powinien przeszkodzić w odniesieniu zwycięstwa na własnym parkiecie. Bilans 24-8 w Bankers Life Fieldhouse sprawia, że rywale mogą trząść portkami na rywalizację z Indianą Pacers. Orlando Magic dotyczy to samo. Delikatny handicap na gospodarzy wydaje się tu jedynym, słusznym rozwiązaniem.