Każdy mecz Russell’a Westbrook’a obfituje w niesamowitą grę. Westbrook nie przestaje zadziwiać i po raz kolejny odnotowuje historyczny występ. Niecałe 2 tygodnie temu zaliczył pierwsze perfekcyjne triple double (bez niecelnego rzutu z gry i z linii osobistych). Teraz zapisał się na kartach historii notując je z największą liczbą punktów. W meczu przeciwko Orlando Magic lider Oklahoma City Thunder zanotował 57 punktów, 13 zbiórek i 11 asyst w wygranej po dogrywce 114 do 106.

Poprzedni rekord należał do Wilta Chamberlaina i Jamesa Hardena. Gwiazda Rockets w meczu przeciwko New York Knicks zanotowała nieprawdopodobne 53 punkty, 16 zbiórek i 17 asyst. Przed tym występem nie było takiego meczu  z triple double od przeszło 40 lat (Kareem Abdul-Jabbar w 1975 roku).

One man show

W meczu przeciwko Orlando Magic lider Oklahoma City Thunder zanotował 57 punktów, 13 zbiórek i 11 asyst w wygranej po dogrywce 114 do 106. Praktycznie przez cały mecz zespół z Oklahomy musiał odrabiać straty. W trzeciej kwarcie przewaga gospodarzy wynosiła aż 21 punktów, a na początku czwartej kwarty 14. Jednak od czego jest Westbrook i jego niesamowita dyspozycja. Przypomniał, że czwarte kwarty to czas, kiedy zaczyna dominować. Zdobył wtedy 15 punktów, trafiając między innymi ten rzut, który doprowadził do dogrywki.

Wartym odnotowania jest fakt, że wszystkie swoje siedem strat, najlepszy strzelec NBA zaliczył przed przerwą. W całej drugiej połowie i dogrywce nie zgubił ani razu piłki. Postawę walczącego o nagrodę dla najbardziej wartościowego gracza ligi (MVP) docenili nawet kibice zespołu przeciwnego. 

Historia na naszych oczach

Dzisiejszy występ Russella to jego 38. triple double w sezonie. Ma szanse na dokonanie dwóch historycznych rzeczy, które przed nim zrobił tylko Oscar Robertson.

W sezonie 1961/62 ówczesny zawodnik Milwaukee Bucks zaliczał średnio 31 punktów, 12.6 zbiórki, 11.5 asysty. Pierwszy w historii przypadek średnich na poziomie triple double w całym sezonie. Westbrook zalicza średnio 31.8 punktu, 10.6 zbiórki(!!!) i 10.4 asysty. Można powiedzieć, że robi wszystko na parkiecie. Jest liderem strzelców NBA, zajmuje 3. miejsce wśród najlepszych asystujących, jednak najbardziej zdumiewającym jest jego miejsce na liście czołowych zbierających. Mimo to, że gra na pozycji rozgrywającego, jest aż na 11. pozycji w tej kategorii statystycznej. Wyprzedza takich zawodników jak Kevin Love, Kevin Durant czy Lebron James, którzy są zdecydowanie wyżsi od Westbrooka. Lider Thunder w pozostałych ośmiu meczach potrzebuje łącznie 39 zbiórek i 51 asyst, żeby mieć takie średnie w ciągu całego sezonu (odpowiednio 4,9 i 6,4 na mecz). Wygląda to na bardzo prawdopodobne i Westbrook jest na najlepszej drodze do dołączenia do tego elitarnego grona.

Robertson zaliczył również najwięcej triple doubles w trakcie jednego sezonu. 41 spośród 180 jego takich występów miało miejsce we wspomnianym sezonie 1961/62. Westbrook, notując 4 pod rząd mecze na tym poziomie, zdecydowanie przybliżył się do tego osiągnięcia. W ostatnich 8 meczach potrzebuje ,,tylko” 4 takich spotkań, żeby być samodzielnym liderem w tej kategorii w całej historii NBA. Biorąc pod uwagę obecną dyspozycję, wydaje się być to jak najbardziej prawdopodobne.

Nie tylko puste statystyki

Według mnie najważniejszym aspektem fenomenalnych występów Westbrooka jest to, że nie są to tylko nic nie znaczące cyferki. Niesamowita gra wychowanka uczelni UCLA przekłada się przede wszystkim na wygrane jego zespołu, a to liczy się najbardziej. Jest on motorem napędowym całej drużyny i praktycznie potrafi sam doprowadzać zespół do końcowego sukcesu.

Biorąc pod uwagę wszystkie 74 mecze sezonu regularnego, Oklahoma City Thunder zajmuje 6. miejsce w konferencji zachodniej mając 43 zwycięstwa i 31 porażek (około 58% wygranych).

W 38 meczach, w których Russell zanotował triple double Thunder, mają bilans 31-7. Wygrywają wtedy mecze na poziomie ok. 82%. Gdyby zespół prowadzony przez Billy’ego Donovana grał tak w przekroju całego sezonu, mieliby procent wygranych na zbliżonym poziomie do Golden State Warriors i pierwszego miejsca na zachodzie.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy Westbrook nie notuje potrójnych zdobyczy statystycznych. Bilans 12-24 (ok. 33% zwycięstw) stawiałby zespół OKC za Sacramento Kings, na 13. pozycji w konferencji zachodniej. Różnica? Diametralna. Thunder walczyliby wtedy o najwyższy numer w drafcie, a nie o grę w playoffach

Fe-no-men

Jako kibice jesteśmy świadkami czegoś wyjątkowego. Obserwujemy jednego z najbardziej dominujących i wszechstronnych graczy w dziejach ligi. Powinniśmy docenić Russella Westbrooka i rozkoszować się jego wspaniałymi występami. Kto wie, może za kilka lat będziemy wspominać ten sezon, jako jeden z najlepszych indywidualnie w historii… Kto wie?

  • Tagi