KSW 41 była bardzo udaną galą, która dała nam wiele wspaniałych, sportowych pojedynków. Każde starcie rozbudzało emocje. Najlepsza polska organizacja rozwija się z każdym rokiem. Sobotnie wydarzenie pokazało, że poziom walk jest coraz wyższy, boje coraz bardziej zacięte, a sprowadzani zawodnicy zza granicy coraz lepsi. W podsumowaniu skupię się wyłącznie na sportowej stronie KSW 41, pomijając część rozrywkową, czyli między innymi otwarcie gali oraz najdłuższą przerwę między walkami, przed starciem wieczoru.

Tyle się działo, że niewiadomo od czego zacząć. Już przed galą pisałem, że bardzo podoba mi się od jakiegoś czasu polityka KSW dotycząca ściągania młodych i perspektywicznych zawodników z Europy. Lata temu mistrzowie polskiej organizacji dostawali naprzeciwko siebie weteranów UFC, którzy przyjeżdżali już tylko po wypłatę, a ich kariera była na ostatniej prostej. W zapowiedziach wyglądało to efektownie, jednak klatka często brutalnie weryfikowała amerykańskie zaciągi. Warto wspomnieć, że weteran UFC trzeba czytać jako zawodnik, który większość walk w organizacji Dana White’a przegrał i nie walczy tam, bo był na tą organizację za słaby. W praktyce oznacza to, że nie można go uznawać za TOP 30 na świecie. Jednak to już przeszłość. W efekcie na dzisiejszej gali widzieliśmy wspaniałe debiuty Roberto Soldica i Salahdine Parnasse. Swoją walkę wygrał również Kleber Koike Erbst, który był jednym z pierwszy zawodników KSW prezentujących cały czas rozwój oraz perspektywę wielu występów w Polsce. Jak się okazuje, nawet można w taki sposób wykreować gwiazdę – Ariane Lipski. Jednak wracając do wydarzenia z minionej soboty, zgrabnie przechodzimy do tematu walki wieczoru. Borys Mańkowski kreowany na następną wielką osobistość przyciągającą tłumy przegrywa w spektakularny sposób z nikomu nieznanym w kraju, 22-letnim Roberto Soldiciem!

Była to największa sensacja gali. Najniższy kurs bukmacherów w całym zdarzeniu był właśnie na Borysa Mańkowskiego, a jednak MMA pokazuje swoje piękne oblicze. Chociaż nie dla polskich kibiców. Roberto Soldic wskoczył na zastępstwo zaledwie 10 dni temu. Jednak każdy znający trochę bardziej realia MMA wiedział, że to może być groźny przeciwnik. Fighter pochodzący z Chorwacji jest numerem 1 wagi półśredniej na Bałkanach. Mimo, że taka pozycja w MMA z tamtych rejonów może nie budzić bardzo dużego respektu, to nie można przymykać oka na rozwój dyscypliny na całym świecie. 22-latek z rekordem 12-2? Nie wiesz co wniesie do klatki. Faktycznie, nikt nie wiedział. Nie było też dużych podstaw, żeby sądzić, że Roberto Soldic zdetronizuje Borysa Mańkowskiego w ten sposób. Teraz znamy wartość Chorwata. Mi osobiście bardzo przypomniał swoim występem Darrena Tilla z Gdańska, kiedy Brytyjczyk pokonał Donalda Cerrone’a. Duży underdog przeciwko faworytowi większości. Leworęczny z piekielnie mocnym ciosem. Wielka precyzja oraz duża przewaga warunków fizycznych. Chętnie dalej pooglądam tego zawodnika w klatce KSW. Co nie zagrało u Borysa Mańkowskiego? Ciężko stwierdzić, ponieważ na pierwszy rzut oka wydaje się… że po prostu rywal był lepszy.

Przechodząc dalej w karcie walk – pojedynek o pas wagi piórkowej w KSW. Muszę przyznać, że jest to chyba jedna z najciekawszych dywizji w tej organizacji, a dzisiaj mogliśmy zobaczyć aż trzy starcia do 66 kilogramów. Zaczynając od samej góry. Artur Sowiński prowadził na kartach punktowych sędziów, jednak znowu MMA pokazało całe swoje piękno. W trzeciej rundzie Kleber Koike Erbst popisał się swoimi wspaniałymi umiejętnościami w brazylijskim jiu-jitsu wchodząc za plecy rywala i wygrywając przez poddanie. Jego szybki spadek kondycji był niepokojący. Biorąc również pod uwagę niezrobienie wagi zastanawiam się, czy ze zdrowiem Japończyka było wszystko w porządku? Jeżeli nie, to być może na dniach o tym się dowiemy. W każdym bądź razie mistrz wygrał, ale pasa nie zatrzymał. Było to piąte starcie Klebera Koike Erbsta w KSW i przyjemnością jest oglądać jego stały rozwój, chociaż w minionej walce miał wielkie problemy. Mimo utraty pasa, logicznym wydaje się, aby już w kolejnym starciu Japończyk walczył o tytuł najlepszego piórkowego KSW.

Już od tygodni o walce Marcina Wrzoska z Romanem Szymańskim mówiło się jako eliminatorze. W piórkowej kategorii wagowej puzzle układają się same i wszystko wskazuje na walkę o pas pomiędzy Kleberem Koike Erbstem i Marcinem Wrzoskiem. Sobotnie starcie dwóch potencjalnych przyszłych pretendentów okazało się bardzo dynamicznym i ciekawym boje, w czym w ogóle nie było zaskoczenia. Marcin Wrzosek wygrał swoim doświadczeniem. Z kolei przypomnę, że Roman Szymański ma dopiero 24 lata, co w MMA jest mało. W przyszłości będzie mógł jeszcze wiele namieszać, ale na dzień dzisiejszy Marcin Wrzosek okazał się za ciężką przeszkodą. Jednak jak widzimy po samym UFC, w tym wieku można robić bardzo szybkie postępy i nim się obejrzymy, to być może Roman Szymański po raz kolejny będzie krok od walki o pas.

Pozostając jeszcze przy kategorii wagowej do 66 kilogramów, trzeba wspomnieć o wspaniałym nabytku KSW w osobie, zaledwie 20-letniego, Salahdine Parnasse. Francuz toczył stójkowy pojedynek z utytułowanym kickbokserem z Polski i nie odstawał w tej płaszczyźnie Łukaszowi Rajewskiemu. Warto wspomnieć, że Parnasse jest wszechstronnym fighterem. Pokazał swój bardzo wysoki potencjał. Umie również walczyć efektownie. KSW, brawo za kontrakt, macie kolejnego obcokrajowca do poprowadzenia w karierze.

Przez te wszystkie emocje z tak duża ilością świetny walk aż zapomniałbym o Damianie Janikowskim. Wow, po prostu, wow. Co za wspaniała eksplozywność. O atletyzmie i wszystkich fizycznych aspektach zapaśnika wiedzieliśmy od dawna, ale dzisiaj pokazał, że może pokonać zawodnika MMA z krwi i kości, który zjadł na tej dyscyplinie zęby. Kariera Damiana Janikowskiego jest budowana bardzo szybko, a jego potencjału nadal nie znamy. Niektórzy stwierdzą, że to mocne słowa, jednak ja widzę naszego brązowego medalistę z Igrzysk z Londynu nawet w UFC i TOP 15 na świecie. Dlaczego? To już temat na osobny tekst. Jednak póki co w samej wadze średniej KSW czeka jeszcze na Damiana Janikowskiego wiele wyzwań, a na samym szczycie Michał Materla. Patrząc na szybki rozwój zapaśnika możemy zadać sobie pytanie – za ile lat?

Michał Andryszak pokonuje w pierwszej minucie Fernando Rodriguesa przez nokaut! Osobiście nie byłem zdziwiony, bo spodziewałem się takiego przebiegu walki. Brazylijczyk kompletnie nie wyciągnął wniosków z poprzednich walk, a tym bardziej tej z Marcinem Różalskim. Rzucane cepy zachęcały wręcz – mam otwartą szczękę i biegnę na Ciebie, co zrobisz?! Jak żaden trener nigdy nie zwrócił mu na to uwagi? Jedna sprawa może zastanawiać – Marcin Różalski i Michał Andryszak pokonują Rodriguesa przez nokaut w kilku ciosach, a Karol Bedorf przegrywa z tym samym zawodnikiem. Były mistrz ma coś do udowodnienia. Z kolei Michał Andryszak wspaniale poprowadził swoją karierę. Rozwinął się sportowo w ACB, a teraz czas na mistrzowski pas KSW i zdobywanie popularności, czyli większych pieniędzy, czego mu życzę. Tak naprawdę, polskiego zawodnika cały czas możemy nazywać nawet prospektem.

No nic, za nami fajne widowisko przed Wigilią Bożego Narodzenia. Zapamiętajmy, że na końcu wygrał sport i wymażmy z pamięci pół godziny przed początkiem walki wieczoru… chociaż większość pewnie właśnie wtedy bawiła się najlepiej. Nie będę narzekał, bo mam świadomość jaką robi to robotę dla innych fighterów. Janusz z Grażyną nie daliby zarobić wymienionym przeze mnie aktorom wieczoru dla fanów sztuk walki, gdyby nie część rozrywkowa. Vince McMahon nie powstydziłby się takiego show, w końcu koleś wyprzedaje hale nawet trzy razy w tygodniu i posiada stacje telewizyjną dla swojego produktu! Jak nie wiecie kto to, to wygooglujcie. Ważne, że dla mnie jednak większość wieczoru przykryła przykre pół godziny hańbiące sztuki walki. Nie licząc części z Popkiem, Strachem i Szpilką oceniam KSW 41 8/10!