28 października odbyła się ostatnia runda Speedway Grand Prix. Po turnieju w Melbourne dostaliśmy jednoznaczną odpowiedź – najlepszym żużlowcem w 2017 roku został Jason Doyle. Wspaniały debiut zaliczył Patryk Dudek zdobywając w pierwszy sezonie w cyklu wicemistrzostwo świata. Obsada tegorocznej rywalizacji była wyrównana i bardzo dobra – naturalnie były zaskoczenia i rozczarowania.

Nigdy się nie poddawaj, czyli Jason Doyle

Droga Jasona Doyle’a do mistrzostwa świata jest bardzo ciekawa. Najważniejsze indywidualne trofeum w żużlu zdobywa w wieku 32 lata, jednak jeszcze kilka wiosen wstecz nawet zagorzali fani czarnego sportu nie mieli pojęcia o jego istnieniu. Jego prawdziwa kariera zaczynała się w 2005 roku na Wyspach Brytyjskich. Taką drogę obiera każdy żużlowiec z Antypodów. W 2006 roku został trzecim najlepszym młodzieżowym zawodnikiem Australii. W 2008 roku podpisywał kontrakt z Kolejarzem Rawicz, żeby zacząć swoje pierwsze starty w Polsce – w II lidze. Miał wtedy 23 lata i większość pewnie myślała, że będzie tylko przeciętnym zawodnikiem, który nie przebije się na wyżyny dyscypliny. Przez kilka lat jeździł na polskich torach w niższych ligach, jednak prawdziwy przełom przyszedł w 2014 roku, kiedy zabłysnął w barwach Orła Łódź. W wieku 29 lat Jason Doyle robi największy postęp w życiu i przedstawia się żużlowemu światu. Otwierają się przed nim bramy Speedway Grand Prix i dostaje kontrakt od Ekstraligowej drużyny z Torunia. W wieku 28 lat pokazuje bardzo duży potencjał. Jakkolwiek to nie brzmi, bo ile razy śmiejemy się określając 23-letnich sportowców talentami z potencjałem, a tutaj mamy przykład 28-letniego zawodnika, który zadziwia cały świat. Od tego momentu minęły 4 lata, a ten sam chłopak w minioną sobotę cieszył się z mistrzostwa świata. Wszystko można osiągnąć ciężką pracą, a przede wszystkim uporem i ambicją. Tego ostatniego mogliśmy nie dostrzegać przez większość kariery, kiedy Australijczyk jeździł po niższych ligach, ale jego udział w SGP pokazuje jakie trzeba mieć cechy do takiego sukcesu. Gdyby nie pech, to Jason Doyle cieszyłby się z obrony tytułu. Jednak rok temu będąc liderem cyklu doznał kontuzji w Toruniu na przedostatnim turnieju SGP. To go tylko jeszcze bardziej podrażniło. Wiesz, że jesteś najlepszy na świecie, ale jeszcze tego nie udowodniłeś. Brawo dla Jasona Doyle’a – teraz możemy obserwować, co będzie dalej, w końcu rok temu trofeum podniósł 46-letni żużlowiec. Ile razy jeszcze Jason Doyle będzie mistrzem świata? Czy jego kolejnym celem będzie rekord Tony Rickardsson?

Największe zaskoczenia

W tej kategorii w pierwszej kolejności trzeba wymienić Patryka Dudka, który został wicemistrzem świata. Każdemu debiutantowi zwiastuje się ciężki sezon argumentując wyjątkowością SGP. Obserwujemy to od lat u wielu żużlowców z czołówki, ale nie u Duzersa. Może to właśnie fakt, że Polak nic sobie nie robił z głosów dookoła i podszedł do cyklu na luzie? Z pewnością przyszły sezon, paradoksalnie, będzie dla Polaka większym wyzwaniem, bo będzie musiał potwierdzić status elitarnego żużlowca. Kto jeszcze zaskoczył? Ciężko szukać takiej osoby, ale warto jeszcze zwrócić uwagę na Mateja Zagara, który miała wspaniałą drugą połowę sezonu, dzięki czemu skończył rok jako siódmy żużlowiec globu. Wykazał się solidną i równą jazdą, bo w ostatnich czterech turniejach zdobywał dwucyfrową liczbę punktów. Identycznym rezultatem może pochwalić się tylko jeden inny żużlowiec, sam mistrz świata Jason Doyle. Jeżeli Słoweniec już od początku przyszłego roku wszedłby w sezon tak jak go kończył, to mamy kolejnego poważnego pretendenta. Zwróciłbym jeszcze uwagę na Vaclava Milika, który jechał raz jako dzika karta oraz dwukrotnie jako zastępujący kontuzjowanych zawodników. Czech w trzech turniejach zgromadził 31 punktów – jest to wynik zasługujący na podziw. Osobiście uważam, że powinien dostać stałą dziką kartę na przyszły rok, tym bardziej, że przydałby się naszym południowym sąsiadom taki żużlowiec. Może on tchnąć cały czeski żużel. Jednak obawiam się, że głowy z BSI postawią na starych lisów… zobaczymy. Na koniec warto też pochwalić Lindgrena, o którym trochę zapomniałem przez kontuzję, ale gdyby nie wypadek w lidze angielskiej kto wie, czy to właśnie Szwed nie cieszyłby się może nawet z brązowego medalu? Na początku sezonu wszyscy zwracali uwagę na silniki Marcela Gerharda. Gdy Lindgren przesiadł się na GM nie zwalniał tempa, więc niewątpliwie trzeba już zwracać uwagę na reprezentanta trzech koron jako czołowego żużlowca. Może w końcu Szwedzi doczekają się jakiegoś większego sukcesu od ery Tony Rickardssona.

https://www.youtube.com/watch?v=FL4WTEBG9K4

Największe rozczarowania

Trochę ich było, jednak tutaj również widzę kandydata, którego mogę wyróżnić w pierwszej kolejności. Mam na myśli Chrisa Holdera. Australijczyk zawodził w lidze oraz Grand Prix. Mistrz świata z 2012 roku jest cieniem samego siebie. To był jego zdecydowanie najgorszy sezon w seniorskiej karierze. Na słabą postawę złożyło się wiele czynników. Na samym początku mówiło się o sprzęcie. W tym też leżał problem, jednak nie główny. Nie będę tutaj teraz przytaczał prywatnego życia Chrisa Holdera, ale sądzę, że głównie na jego dyspozycję rzutowały problemy rodzinne. Bez czystej głowy nie da się osiągać sukcesów. Pozostaje pytanie – czy Australijczyk po zimie wróci jako inny zawodnik? Z pewnością więcej jeszcze oczekiwano po takich żużlowcach jak Antonio Lindback, Piotr Pawlicki czy Niels Kristian Iversen. Jednak patrząc na całą obsadę, to przy tak klasowych zawodnikach, musiało być kilka rozczarowań.