Fani boksu w Polsce pamiętają jak 14 sierpnia 2015 roku Krzysztof Głowacki sprawił wielką niespodziankę, pokonując faworyzowanego Marco Hucka przez nokaut. Przed walką w New Jersey Niemiec mógł pochwalić się rekordem 38-2-1. Jego styl walki i dominacja w wadze junior ciężkiej budziły podziw. Jednak w miniony weekend doznał kolejnej porażki. Porównując byłego mistrza teraz i przed walką z „Główką”, można zauważyć różnice w jego występach.

Boks zawodowy to dyscyplina jak żadna inna. Jedna porażka może zmienić człowieka na zawsze. Na tę sytuację spojrzeć można przez pryzmat dwóch aspektów. Psychika oraz uraz mózgu. Nie ma drugiego sportu walki, gdzie występuje tylu zawodowców chlubiących się nieskazitelnym bilansem walk bez porażki. Mieszane sztuki walki czy kickboxing – walczący w tych sportach konfrontują się z zawodnikami na swoim poziomie, topowi zawodnicy ścierają się z topowymi. Przy takiej rywalizacji logicznym wydaje się, że w tej ciężkiej „grze” każdy odniesie porażkę. Jednak boks zawodowy prowadzony przez dziesiątki lat przez tych samych promotorów obrał inną ścieżkę. Niejednokrotnie rekordy są sztucznie nabijane tylko po to, by to ładnie wyglądało i łatwiej się sprzedawało. Kibic boksu jest robiony w „jajo”, czekając na konfrontację najlepszych w danej kategorii wagowej albo nawet nigdy tego nie doświadczając. W takim środowisku jedna porażka robi różnicę, bokser oraz fani do tego nie przywykli. Jak poradzić sobie z nową sytuacją? Nie sądzę akurat, że Marco Huck zachowywał swój wspaniały status dzięki bezpiecznemu prowadzeniu. Trzeba przyznać, że Niemiec prezentował się w ringu znakomicie. Strachu nie można mu zarzucić, chociażby przez fakt wycieczki do wagi ciężkiej na konfrontację z Aleksandrem Powietkinem.

Nie licząc wspomnianego pojedynku z Rosjaninem, Marco Huck od 2008 roku stoczył 20 walk bez porażki. Podczas walki w królewskiej kategorii nie był faworytem jak w pozostałych starciach, więc przyjął przegraną na klatę. Jednak walka sprzed prawie dwóch lat w hali Prudiental Center to inna historia. Sama organizacja WBO była tak pewna wygranej na tamten czas aktualnego mistrza, że mieli już przygotowany pas z wygrawerowanym na nim jego nazwiskiem. Krzysztof Głowacki pokazał, że nie można go lekceważyć. Jego wygrana była uznana przez wielu ekspertów za największą niespodziankę w boksie w 2015 roku, a sama walka była jedną z ciekawszych w tamtych miesiącach. Polak zakończył pojedynek, posyłając przeciwnika na deski. Czy to był punkt kulminacyjny zmieniający piękną historię Niemca w upadek gwiazdy?

W 2016 roku odnotował dwa zwycięstwa z bardzo dobrymi rywalami. Jednak pierwsza walka w bieżącym roku nie będzie dobrym wspomnieniem dla byłego mistrza wagi junior ciężkiej. W Dortmundzie został pokonany przez Mairisa Briedisa. Łotysz prezentował się fantastycznie, zostając pierwszym obywatelem swojego kraju z mistrzostwem świata w boksie. Od razu zaznaczył swoje nazwisko w rankingach i stał się poważnym pretendentem do pasów innych organizacji. Przegrane ze wspaniałymi bokserami – Krzysztofem Głowackim i Mairisem Briedisem, więc o co chodzi? O to, jak Marco Huck się prezentował. Na minionej gali w Dortumndzie to nie był ten sam bokser. Brakowało szybkości, bez której nie był w stanie złapać dobrze poruszającego się po ringu przeciwnika. Problem z kondycją pojawił się już w połowie walki, co spowodowało, że występ Niemca był tylko gorszy z rundy na rundę. Sam pojedynek mógł się podobać widzom. Marco Huck, walcząc z Krzysztofem Głowackim, to nadal był ten bokser, który emanował pewnością siebie i znakomitymi walorami fizycznymi. Coś się zmieniło.

Jedną z kwestii jest psychika. Czy aby po walce z „Główką” były dominator kategorii cruiser utracił pewność siebie? Sporty walki to dyscyplina, w której mentalność odgrywa przeogromne znacznie, nieczęsto większe niż same przygotowanie fizyczne i techniczne. Dotychczas wychodził na walki czując się nieuchwytnym. Druga porażka w ciągu dwóch lat zachwiała ten status. Niemiec zapiera się, że odzyska to co jego i się nie zatrzyma. Będzie trenował ciężej niż kiedykolwiek. Jednak jeżeli nie poukłada sobie w głowie swojej obecnej sytuacji i dyspozycji, będzie mógł tylko pomarzyć o dawnych sukcesach. Drugą kwestia to urazy mózgu. Często w historii sportów walki zauważa się, że po groźnym nokaucie dany zawodnik po prostu nigdy nie jest już taki sam. Niestety, ale urazy głowa są najgorsze, ze względu na brak procesu regeneracji tego organu. Nie wydaje się, żeby ten problem akurat dotyczył Niemca, ale w tych przypadkach nigdy nic nie wiadomo.

marco huck

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powodem słabszej formy może być też fakt słabszej dyspozycji dnia. Może faktycznie po lepszych treningach wróci „stary” Marco Huck? Być może to wszystko nałożyło się na siebie i zaowocowało takim rezultatem. Teza, że Niemiec może już nie wrócić na szczyt jest śmiała, zważając na fakt, że ma dopiero 32 lata, a jeszcze w zeszłym roku swój ostatni pojedynek toczył 52-letni Bernard Hopkins. Boks rządzi się swoimi prawami, jeżeli chodzi o długowieczność sportowców.

Był to ostatni pojedynek boksera urodzonego w Serbii na kontrakcie z RTL. Jego występ nie jest atutem do negocjacji, jednak jest on już postacią znaną i na pewno znajdą się chętni do sprawdzenia, czy niegdyś dominator wagi junior ciężkiej jeszcze wróci do dni chwały. Ja osobiście nie wyobrażam go sobie w pojedynku np. z Ołeksandrem Usykiem, który pracuje na nogach jeszcze lepiej niż ostatni rywal Hucka. Kategoria wagowa zrobiła się bardzo ciekawa i dobra. Jak w tym wszystkim odnajdzie się Marco Huck? Czy Krzysztof Głowacki, pokonując Niemca zakończył jego wielkość? Moim zdaniem mógł to być punkt zwrotny w karierze boksera urodzonego w Serbii.