Poniedziałek z małą liczbą spotkań oznacza jedno – na Zagranie króluje NBA! A jest dzisiaj z czego wybierać. Przeanalizowałem dla Was trzy mecze, które zostaną rozegrany nadchodzącej nocy. 

Odbierz bonusy powitalne przygotowane specjalnie dla czytelników Zagranie i wykorzystaj je do obstawiania NBA!

Kod rejestracyjny: 1250

 

Detroit Pistons – Milwaukee Bucks (1:00) 

Czy drugi zespół Konferencji Wschodniej zbliży się do Toronto Raptors? Zdaniem forBET Zakładów Bukmacherskich, tak, bo kurs na wygraną Milwaukee Bucks to 1.65. I ja się muszę z tym zgodzić – przeczytaj, dlaczego tak uważamy: forBET i ja.

Gra Tłoków opiera się na chyba najlepszym duecie graczy podkoszowych w NBA: Blake Griffin – Andre Drummond. I ten pierwszy jeszcze jakoś wpisuje się w charakterystykę współczesnej koszykówki. Ten drugi? Już nie za bardzo. Drummond to koszykarz, który grając w latach 90. albo na początku XXI wieku, byłby jedną z największych gwiazd. Niestety, czas go dogonił, a nawet wyprzedził i teraz nie jest tak efektywny, jak mógłby być jeszcze kilka lat temu. Nie przeszkadza mu to jednak dominować, bo na tle dzisiejszych środkowych Andre wygląda jak ich tatuś.  

Drummond to zdecydowanie najlepszy zbierający tego sezonu (średnio 15.6 zbiórek na mecz) i jego dominacja przejawia się głównie na atakowanej desce. Tam nikt nie ma recepty na masę, siłę fizyczną i wzrost. Dochodzi do tego, że lider Pistons zbiera swoje rzuty po kilka razy w jednej akcji, notując zbiórkę za zbiórką. Po drugiej stronie parkietu Andre stara się stacjonować jak najbliżej obręczy, żeby być pierwszym do piłki. 

Dzisiaj jego zadanie może być znacznie utrudnione. Powód? Naprzeciwko siebie będzie miał środkowego, który jest kompletnym przeciwieństwem Drummonda.  

Brook Lopez, to o nim mowa, okazał się doskonałym dodatkiem do składu Milwaukee Bucks. 213-centymetrowy Lopez zamiast siać postrach pod koszem, przeniósł się na obwód i stamtąd karze swoich rywali. Zobacz tylko, jaka rewolucja wydarzyła się w grze starszego brata Robina z Chicago Bulls: 

  • pierwsze osiem sezonów w NBA – 17 oddanych trójek 
  • ostatnie trzy sezony w NBA – 932 oddane trójki 

WTF?!  

Lopez poszedł z duchem czasu, ale nie powiem – dziwnie to wygląda, kiedy taki wielki chłop stoi za linią i odpala rzut za rzutem. Liczą się efekty, a te są: 34.2% przy około pięciu próbach w każdym meczu.  

I dzisiaj to pewnie będzie wyglądało tak, że Brook będzie sobie stacjonował za linią za trzy i ten biedny Andre stanie przed dylematem: czekać na zbiórki, czy wyjść do niego. Jeżeli Lopezowi zacznie wpadać, to Drummond nie będzie miał wyjścia.  

Obie drużyny grały ze sobą 5 grudnia i już wtedy zobaczyliśmy problemy Andre Drummonda z Brookiem Lopezem. Z dziewięciu ostatnich pojedynków środkowy Pistons tylko raz nie przekroczył 10 punktów i – cóż za niespodzianka – było to właśnie przeciwko Milwaukee Bucks. Ale to nie wszystko – był to też jeden z dwóch występów w tym okresie czasowym, w którym Drummond miał mniej niż 10 zebranych piłek. 

17.5 punktów – taką linię na występ centra Pistons wystawił forBET. Mi to śmierdzi underkiem po kursie 1.83.

Sukces Detroit Pistons opiera się na duecie podkoszowych, a jeden z jego elementów może być dzisiaj nie do końca aktywny, więc wygrana Tłoków po kursie 2.40 może być scenariuszem, który się zwyczajnie nie ziści, mimo że po stronie Bucks zabranie Malcolma Brogdona i prawdopodobnie Khrisa Middletona.

New York Knicks – Phoenix Suns (1:30) 

Chyba najmniej ciekawe spotkanie dzisiejszej nocy w NBA, co nie przeszkadza jednak w obstawieniu pojedynku w Madison Square Garden.  

MSG to najbardziej znana hala na świecie i najlepsi zawodnicy uwielbiają grać. Nowojorska publiczność jak żadna potrafi docenić świetne występy gwiazd. Zdecydowanie najlepszym zawodnikiem na parkiecie podczas meczu New York Knicks – Phoenix Suns będzie Devin Booker. 

Suns, nie dość, że są słabi, to kiedy grają bez Bookera, pukają w dno od spodu. Bilans bez Devina? 1-10. Na szczęście 22-letni combo guard jest już zdrowy. Powrót do gry miał miejsce przeciwko Minnesocie Timberwolves i już w swoim pierwszym występie Booker pokazał niesamowity strzelecki potencjał. 28 punktów przy skuteczności 10 na 16 z gry i przy okazji po siedem zbiórek i asyst. Nie było widać żadnych śladów rdzy czy czegokolwiek takiego.  

Czy Suns wygrają po raz trzeci? Bardzo możliwe, bo dla Knicks będzie to występ back to back po porażce z Indianą Pacers. Kursy w forBET wskazują minimalnie na gospodarzy:

  • wygrana New York Knicks – kurs 1.90
  • wygrana Phoenix Suns – kurs 2.00

Jeżeli Słońca mają odnieść zwycięstwo, to Booker będzie musiał wziąć ciężar gry na swoje barki. A już w zeszłym sezonie pokazał, że magia MSG działa na niego motywująco: 

Drużyna przegrała (co za nowość), ale Devin był jedyną jasną postacią swojego smutnego teamu. Przy rosnącej formie 22-letniego lidera Phoenix Suns możemy być świadkami kolejnego fantastycznego występu w jego wykonaniu. Linia na Bookera? 25.5 i opcja ,,powyżej” po kursie 1.83 wygląda co najmniej smakowicie.

Los Angeles Clippers – Portland Trail Blazers (4:30) 

W polskich domach to mecz, który wywołuje szybsze bicie serca. No bo Marcin Gortat! A jak tam mu idzie ostatnio? Bez większych zmian. Polak gra po około 20 minut w meczu i nie jest może w najlepszej formie, ale jest na boisku. To się liczy.  

Ciekawa przypadłość dolega jego kumplowi z zespołu, Montrezowi Harellowi. To ten, co na początku sezonu wyglądał jak kandydat do nagrody dla zawodnika z największym postępem. I nagle, w ciągu dwóch tygodni Harrell zmienił się nie do poznania.  

Środkowy Clippers od początku sezonu tylko osiem razy nie przekroczył 10 punktów, w czym pięć razy w sześciu ostatnich spotkaniach. Coś tu jest nie tak. I nie to, że gra mniej – zwyczajnie brakuje mu skuteczności. Może to szansa dla Gortata. Pożyjemy, zobaczymy.  

Ławka LA Clippers już nie raz zapewniała wygraną drużynie Marcina Gortata, ale od jakiegoś czasu gracze nie mają już takiego wpływu na wynik. Jeden z powodów wymieniłem wyżej. Drugim jest nieobecność Lou Williamsa. Najlepszy rezerwowy poprzedniego sezonu zmaga się z kontuzją ścięgna udowego i w trzech ostatnich spotkaniach nie pojawił się na parkiecie. Jaki mógł być skutek zabrania trzeciego strzelca LA Clippers z rotacji? Trzy przegrane. Tak to jest w teamach, w których brakuje gwiazdy – nieobecność jednego elementu psuje praktycznie całą konstrukcję. 

Jeszcze nie tak dawno Clippers byli na fotelu lidera Konferencji Zachodniej, ale ich też musiał dopaść kryzys. Podopieczni Doca Riversa wygrali tylko dwa z ośmiu ostatnich starć, a jednym z tych zwycięstw było pokonanie Phoenix Suns po dogrywce (żaden wyczyn). Kłopoty leżą przede wszystkim w ataku – w czterech z sześciu poprzednich meczów Clippers nie wyszli ze 100 punktów, a jeszcze nie tak dawno byli pewniakiem do osiągnięcia trzycyfrowej wartości. Linia na ich występ w forBET Zakłady Bukmacherskie? 110.5 punktów. Jak pokazały minione dwa tygodnie, może to być zbyt wysoko zawieszona poprzeczka, nawet grając na własnym parkiecie. 

Portland Trail Blazers też mają swoje problemy. Analizując ich poczynania, widać jedno – brak regularności. Spójrzmy chociażby na ostatnie dwa spotkania: 

  • 83-92 z Memphis Grizzlies 
  • 128-122 z Toronto Raptors 

I weź tu coś wytypuj.  

A jak forBET widzi ten pojedynek? Kursy wskazują delikatnie na LA Clippers:

  • wygrana Clippers – kurs 1.80
  • wygrana Trail Blazers – 2.15

W obecnych rozgrywkach Clippers i Trail Blazers grali raz, w Portland. Pojedynek nie był najpiękniejszy i ostatecznie obie drużyny zdobyły 204 punkty. Niespodziewanie górą byli goście, ale to był okres, w którym im szło. Jak będzie teraz? Czy ekipa Marcina Gortata wyjdzie z dołka? Zobaczymy.