Marcin Gortat ma już 33 lata i jego kariera w NBA powoli zbliża się do końca. Nie chodzi tutaj o jego kondycję fizyczną, a bardziej o kierunek, w którym zmierza obecnie liga. Przyjrzyjmy się temu, czego oczekuje się od współczesnych środkowych.

Zbliża się sezon NBA i część drużyn zaczyna w sobotę swoje obozy przygotowawcze, które poprzedza tzw. Media Day. Jest to szansa dla mediów, żeby przeprowadzić wywiad z zawodnikami i dowiedzieć się interesujących rzeczy.

Jednym z zespołów, które uczestniczą w takim przedsięwzięciu, są Washington Wizards. A jak dobrze wiemy, w składzie zespołu ze stolicy USA jest nasz jedynak w NBA, czyli Marcin Gortat. Co ciekawe Gortat pojawił się w irokezie, który już kiedyś zdobił jego głowę i zapowiedział, że ma zamiar trzymać go do końca sezonu.

Polak lubi dużo mówić. To wiadomo nie od dzisiaj. Łodzianin to bardzo dobry rozmówca. W wywiadzie z nim zawsze można dowiedzieć się czegoś nowego, a czasem – co dla dziennikarzy najbardziej atrakcyjne – kontrowersyjnego.

Posłuchajmy, co Gortat miał do powiedzenia mediom na temat swojej przyszłości w lidze:

,,Nie mam żadnych planów. Mam jeszcze 2, 3 lata i to będzie koniec (gry w NBA). Cieszę się, że jestem teraz u schyłku mojej kariery. Nie zacznę rzucać za trzy, nie mam zamiaru ćwiczyć trójek. Nie zrobię tego. Nie będę próbował przywrócić z powrotem prawdziwych centrów. Będę próbował jedynie przetrwać przez następne 3 lata. Mam zamiar grać najlepiej, jak potrafię. Będę próbował wykorzystać moje 6 fauli (limit fauli w NBA wynosi 6) w najlepszy możliwy sposób, zebrać możliwie najwięcej piłek, zablokować parę rzutów, wymusić kilka fauli ofensywnych. Mam nadzieję, że przy okazji wygramy parę spotkań i wtedy to będzie już mój koniec (śmiech). Szczerze. Mówię Wam: to koniec.”

Spójrzmy prawdzie w oczy: Gortat lepszym koszykarzem nie będzie. The Polish Hammer nie ma czasu na to, żeby rozwijać swoją grę. Polak ma 33-lata i młodszy już się niestety nie stanie. Jednak to, co osiągnął w NBA, jest i tak niewątpliwym sukcesem łodzianina.

Pierwszy mecz, pierwsze punkty, pierwsze double double, pierwszy występ w pierwszej piątce, czy przede wszystkim występ jako pierwszy Polak w finale NBA. Każdy z tych momentów był dla nas, Polaków bardzo dużym wydarzeniem. Gortat pokazał, że chęci i ciężka praca mogą przynieść bardzo duży sukces. Jestem przekonany, że dla Marcina perspektywa gry w NBA była czymś odległym i praktycznie niemożliwym do osiągnięcia. Życie na szczęście napisało inny scenariusz i dzięki temu możemy emocjonować się występami naszego rodzynka w najlepszej koszykarskiej lidze świata.

Liga jednak rozwija się i te umiejętności, jakimi dysponuje Gortat, nie są już tak pożądane. Teraz to tacy gracze, jak: Joel Embiid, Kristaps Porzingis, Karl-Anthony Towns są przyszłością ligi. Przyjrzyjmy się tej rewolucji z bliska.

Obecny center to połączenie bardzo wielu umiejętności i aż głowa boli od tego, co musi umieć współczesny środkowy.

Kiedyś gra najwyższego gracza na parkiecie ograniczała się do gry pod koszem. Center musiał być wielki, silny, a do tego siać postrach w pomalowanym. Najbardziej znanym  przykładem tego typu gracza jest Shaquille O’Neal. Shaq to oczywiście fenomen- nie było w historii chyba aż tak dominującego gracza, ale chodzi bardziej o charakterystykę zawodnika.Jednak we współczesnej lidze, ta cała dominacja O’Neala mogłaby nie wystarczyć. Jestem niesamowicie ciekaw, jak w dzisiejszych czasach prezentował się Shaq. Możemy jedynie spróbować zestawić go z obecnymi drużynami w grach komputerowych o tematyce koszykarskiej, jednak to z pewnością odpowiedzi na to pytanie nam nie przyniesie.

Jedno jest pewne: zasięg gry centra poszerzył się o dobre kilka metrów po obu stronach parkietu: zarówno w obronie, jak i w ataku.

Zacznijmy od ofensywnej części boiska.

Kiedyś gra wysokiego opierała się na manewrach tyłem do kosza. Spójrzmy na takiego Hakeema Olajuwona, który niszczył swoich rywali różnymi zwodami, rzutami hakiem w post up. Obecnie gra tyłem do kosza używana jest głównie po przekazaniu krycia, żeby wykorzystać przewagę wzrostu nad obrońcą.

Środkowy musi przede wszystkim mieć umiejętność rzutu. Każde lato przynosi nam rewelacje o tym, że zawodnik X trenował trójki i od nowego sezonu ma dodać do swojego arsenału rzut z dystansu. Oczywiście najbardziej pożąda się wysokich rzucających za trzy, a brak choćby rzutu z półdystansu jest traktowany jak zbrodnia. Nie umiesz rzucać, nie grasz. No, chyba że jesteś elitarny w jakimś innym aspekcie gry.

Mile widziana jest także umiejętność kozłowania i rozgrywania piłki. W ostatnich dwóch sezonach furorę robi Nikola Jokić z Denver Nuggets, który podaje w każdy możliwy sposób, a do tego potrafi minąć po zwodzie swojego gracza. Coraz częściej widzimy, jak środkowy stoi na za linią za trzy, robi pompkę i wjeżdża pod kosz, kończąc akcje wsadem. Nie jest już niczym dziwnym widok centra, który wyprowadza kontrę. Kiedyś takie coś byłoby nie do pomyślenia, a teraz wręcz zachęca się wysokich do takich akcji.

W obronie środkowy nie jest już przyspawany do pomalowanego. Teraz od centra oczekuje się, że będzie umieć zmienić krycie w obronie i obronić niższego, a przede wszystkim szybszego gracza. To właśnie ta umiejętność Tristana Thompsona była cichym kluczem do sukcesu Cavaliers w finałach 2016. Tamta seria jest zapamiętana głównie przez blok Jamesa i rzut na zwycięstwo Irvinga, ale nie mówi się o tym, że to właśnie postawa Thompsona pozwoliła wyciszyć popisy Stephena Curry’ego. Cavs zmianami krycia potrafili ograniczyć poczynania gwiazdy Golden State Warriors, co w dużej mierze przyczyniło się do tamtego historycznego powrotu z deficytu 1-3.

Obecny center to w skrócie: szybki na nogach obrońca obręczy, który potrafi rzucić za trzy, a jeśli nie, to minie swojego rywala i wejdzie pod kosz. Przydałoby się jeszcze, żeby potrafił podawać na tyle, żeby wykreować atak swojego zespołu. Przyznasz, że to całkiem sporo. Środkowi to nie jest już sam wzrost, waga i atletyzm. Żeby być wysokim we współczesnej NBA, trzeba być wszechstronnym i przede wszystkim mieć czysto koszykarskie umiejętności. Mnie osobiście ta zmiana się podoba, bo mamy szansę zobaczyć graczy po 210 cm, którzy poruszają się bez problemu z piłką, a do tego umieją rzucać z dystansu. Ciekawe, jaka będzie kolejna rewolucja w lidze.

Masz może jakieś swoje propozycje?