Finał Speedway Ekstraligi 2016, Stal Gorzów pokonuje Get Well Toruń. Po emocjonującym dwumeczu liga żużlowa zapadła w zimowy sen. W barwach Aniołów występował wtedy Martin Vaculik. Jednak w oknie transferowym zdecydował się przejść do mistrza Polski. Pierwszy mecz 2017 roku to rewanż za finał w Toruniu. Goście wygrywają dwoma punktami, a Słowak zostaje katem swojego byłego klubu. To dopiero początek sezonu, jednak atmosfera i emocje płynące z rywalizacji toruńsko-gorzowskiej sięgały dachu Motoareny. W centrum uwagi on – Martin Vaculik. Nowy ulubieniec kibiców z Gorzowa, a zarazem nowa znienawidzona postać w Toruniu.

Cofnijmy się do początku sezonu 2016. Get Well Toruń nie jest już finansową potęgą jak za ery Romana Karkosika, jednak nadal jest w stanie budować drużynę na miarę złotego medalu. Zespół żużlowy składa się z siedmiu zawodników, z czego trzech powinno być liderami ciągnącymi wynik oraz będącymi motorem napędowym na torze jak i poza nim. Manager Jacek Gajewski dostaje ciekawą ekipę, w której nowym nabytkiem jest m.in. Martin Vaculik. Rola, jaką otrzymuje Słowak to bycie jednym z trzech liderów. Indywidualnie największym osiągnięciem Vacula jest mistrzostwo Europy za rok 2013. Kibice oraz działacze mieli duże oczekiwania względem tego zawodnika. Tym bardziej, że jego kontrakt był potencjalnie wart najwięcej pieniędzy. Stawka Słowaka podobno była nawet wyższa niż indywidualnych mistrzów świata – Grega Hancocka i Chrisa Holdera! Rzeczywistość zweryfikowała nadzieje. Żużlowiec pochodzący z kraju południowych sąsiadów zawodził w większości meczów, mając problemy z aspiracją do bycia przywódcą. Oczekiwano po nim dwucyfrowych zdobyczy, tymczasem zdarzały mu się kilkukrotnie występy na poziomie siedmiu punktów. Jeden z nich zakończył z zaledwie dwoma oczkami. Ewidentnie miniony rok w polskiej lidze był regresowy dla bohatera artykułu, chociaż indywidualnie udało mu się zakwalifikować do cyklu wyłaniającego mistrza świata. Przyznać trzeba, że sportowiec urodzony w Żarnovicy jest bardzo ambitny i nieudane występy bardzo go irytowały. Często się zdarzało, że trenował w Toruniu więcej dni niż koledzy, próbując znaleźć problem w swoich silnikach. Nikt nie może zarzucić mu braku waleczności, więc kibice wierzyli do końca, że może będzie zawodnikiem, który przyniesie nad herb KS Toruń piątą gwiazdkę. Jednym z gorszych występów Słowaka, przez który Toruń nie wywalczył punktu bonusowego, był mecz na Motoarenie przeciwko Unii Leszno. Po tym spotkaniu Martin Vaculik w wywiadzie przepraszał każdego i obiecywał poprawę. Czuł się wręcz zawstydzony swoją postawą.

Przemysław Termiński jest właścicielem oraz byłym prezesem klubu Get Well Toruń. Swoją funkcję przewodniczącego oddał żonie, po tym jak dostał się do Senatu. Jak to polityk, potrafi i lubi dużo gadać. Ocenie innych pozostawię już czy potrzebnie czy nie. Obraźliwie czy frustrująco. Jego wypowiedzi nie przypadają wielu kibicom do gustu, także tym z Torunia. Słowa, które w zamyśle polityka miały zmotywować, dolały tylko oliwy do ognia i wprowadziły do drużyny niepokój. Jednym z bardziej zaatakowanych słowami żużlowców został Martin Vaculik. Być może Pan Senator poczuł się zbyt dobrze w roli polityka i postanowił w żołnierskich zdaniach wypowiadać się o swoich pracownikach. Wypowiedź Przemysława Termińskiego o Martinie Vaculiku w trakcie zeszłego sezonu:

Nie mają mnie przepraszać, ale jechać dobrze na żużlu. Jeśli zawodnik z top dziesięć ma u mnie milionowy kontrakt, to ja oczekuję od niego wyniku, a nie przepraszania. Mój kredyt zaufania już się wyczerpał i może być tak, że teraz Vaculik będzie oglądał mecze z trybun. Może jak trochę odpocznie to pewne sprawy przemyśli i wróci do dobrego ścigania. Na razie pokazuje poziom, z którym miałby problem nawet w Nice PLŻ.

Sezon dobiegł końca, Gorzów cieszył się z mistrzostwa, a w Toruniu mimo wszystko srebro przyjęto z wielką radością, aczkolwiek także z niedosytem. Wrzesień nie zapowiadał, że gród Kopernika znienawidzi Martina Vaculika. Wtedy jeszcze wiwatowano na jego cześć na starówce, dziękując za cały sezon. Mimo słabszych spotkań wierzono, że Słowak rok 2017 będzie miał lepszy i nawet nie zakładano jego odejścia. Jednak stało się…

https://twitter.com/EkstraligaTV/status/854048073592557568/photo/1

W październiku gruchnęła informacja o wielkim transferze. Martin Vaculik podpisuje kontrakt ze Stalą Gorzów. Wielu kibiców i ekspertów mówi – chcieliście zawodową ligę, to macie. Tak to działa. Sam transfer wzbudził wiele smutku. W każdym sporcie odejście ważnej postaci z drużyny, która przegrywa finał, do tej, która w najważniejszej fazie okazała się najlepsza, budzi mieszane uczucia. Amerykanie powiedzieliby: „Can’t beat them, join them”. Pierwszym faktem, który dolewał goryczy do transferu, był fakt wyboru destynacji. Jak było wspomniane, Vacul nie miał najlepszego sezonu w barwach Get Well. Widocznie toruńskie środowisko mu nie służyło i uznał, że najlepsza dla jego kariery będzie zmiana barw klubowych. Relacja z właścicielem, którego słowa dotknęły Słowaka, również nie pomagała. Po minionych finałach stosunki toruńsko-gorzowskie stały się gorące. Było wiele kontrowersji co do przygotowaniu toru w Gorzowie oraz udostępnienia biletów dla kibiców gości. Jeszcze kilka lat temu drużyny żyły w pokoju, jednak szybko stworzyła się rywalizacja rozgrzewająca kibiców obu miast. Nie bolało tak bardzo samo odejście Martina Vaculika, lecz jego kierunek.

Argumentów dla toruńskich kibiców, by szczerze nie lubić Vacula jest więcej. Po tym jak Słowak dostał ofertę z Torunia, powiedział, że decyzje podejmie za kilka dni. Burze rozpętał prezes Zielonej Góry, który napisał na swoim Facebooku:

Vaculik ściemnia Toruń i niby myśli do środy a już dawno klepnięty za zielonogórską miedzą

Te słowa padły jeszcze zanim oficjalnie ogłoszono transfer. To wywołało przeogromną falę hejtu. Tajemnicą poliszynela jest, że żużlowcy często dogadują się na przyszły sezon jeszcze w trakcie trwania rozgrywek. Jednak w tym wypadku sugerowanie, że Słowak był po słowie ze Stalą prędzej, ma większy wymiar. Przypomnę jeszcze raz, że w finale mierzył się Gorzów z Toruniem. Fani szybko sami dopowiedzieli sobie historię. Ja sam nie będę dodawał żadnej narracji, na 100% też nie możemy stwierdzić, że Martin Vaculik był dogadany przed finałami. Oczywiste jest, że sam zaprzecza. Prawdę zna kilku ludzi i my ją może dopiero odkryjemy za 60 lat w którejś z autobiografii. Ale przyznajcie, że biorąc pod uwagę okoliczności, sytuacja prezentuje się fatalnie, prawda? Dlatego nie ma się co dziwić przywitaniu Słowaka na inauguracji transparentem, który kierował wiadomość właśnie do byłego zawodnika Aniołów.

transparten do Martina VaculikaAtmosfera w pierwszym meczu sezonu od początku była gorąca. Przed spotkaniem Martin Vaculik nawet nie przywitał się z kolegami z toruńskiej drużyny. Ilość wyzwisk, jaką ten żużlowiec zebrał w poniedziałek na Motoarenie… wydaje się, że w całym roku w Toruniu nie padło tyle nieprzyzwoitych słów. Na prezentacji otrzymał największe gwizdy. Już od miesięcy był nowym antybohaterem w mieście Kopernika. Lecz w poniedziałkowym meczu wręcz z minuty na minutę chciał tę gałkę podkręcić tak mocno jak się tylko da. Jechał znakomicie. Z rywalem przegrał dopiero w ostatnim, 15. wyścigu. Pamiętając jego zeszłoroczne starty, irytacja kibiców rosła jeszcze bardziej na myśl, że właśnie on zostanie katem wicemistrzów Polski. Każdy jego przyjazd na metę wywoływał salwę gwizdów zebranych kibiców. Wydaje się, że paradoksalnie to jeszcze bardziej nakręcało Martina Vaculika. Był ewidentnie z siebie zadowolony i gdyby nie był tak sympatycznym gościem, to pewnie dopuściłby się jeszcze jakiejś prowokacji i podpuszczenia miejscowych kibiców. Lecz nic więcej nie trzeba było, żużlowiec i kibice nakręcali się nawzajem. Tak witano go za każdym razem na mecie.

Był to dopiero pierwszy mecz sezonu, a emocje i rywalizacja jakby jazda była co najmniej o rozstrzygnięcie lokaty po rundzie zasadniczej. Jeżeli oba zespoły spotkają się  w tym roku w play-off to tylko z korzyścią dla kibiców. No może nie toruńskich i gorzowskich, bo ewentualny zawał serca nie jest zdrowy. Nienawiść i irytacja osobą Vaculika w Toruniu pozostanie. Mimo, że wielu fanów na Motoarenie krzyczało brzydkie słowa do tego żużlowca, to w głębi serca, gdy siedli cicho w domu, mieli tylko jedno zdanie, które również po meczu powiedział Przemysław Termiński.

Vaculik klasa sama w sobie – szkoda, że w zeszłym roku tak nie jeździł.