Sobota w NBA startuje już o 23:00 i mam dla Was dwie analizy z tej okazji. Co gramy? Przekonaj się sam.

Odbierz bonusy powitalne przygotowane specjalnie dla czytelników Zagranie i wykorzystaj je do obstawiania NBA!

Kod rejestracyjny: 1250

Utah Jazz – New York Knicks (2:00)

Utah Jazz w 2018 roku to zespół pełen różnych twarzy. Druga część poprzedniego sezonu należała do nich, bo Jazz wygrali 29 z ostatnich 35 meczów w fazie zasadniczej. Playoffy były kontynuacją rewelacyjnej dyspozycji i zespół oparty na świetnej defensywie, pokonał 4-2 OKC Thunder, awansując do II rundy. Tam czekali już Houston Rockets i James Harden z kolegami nie dali żadnych szans rewelacyjnym Jazzmanom. Ale porażka z Rockets miała być początkiem tłustych lat w Salt Lake City. Drużyna oparta na Donovanie Mitchellu w swoim drugim roku, zdobywcy nagrody dla najlepszego obrońcy, Rudym Gobercie i reszcie graczy, którzy pasują do koncepcji Quina Snydera, była typowana do zajęcia miejsca w czołowej czwórce Konferencji Zachodniej. Ja widziałem Utah Jazz na trzecim miejscu na Zachodzie. W tym momencie takie przewidywania wyglądają co najmniej dziwnie. 

Bilans 17-19 to wynik dużo poniżej oczekiwań. Miał być progres, a jest regres. Fakt, że poprzednie rozgrywki Jazzmani też zaczęli słabo i później się rozkręcili, ale oczekiwanego kroku do przodu brak.  

Problem leży na pewno w braku systematyczności. Choćby w ostatnich dziesięciu meczach ekipa z Salt Lake City nie wygrała więcej niż dwóch meczów z rzędu. Są spotkania, w których widać, dlaczego Jazz byli typowani tak wysoko. W ciągu tygodnia Portland Trail Blazers dostali lanie dwukrotnie, przegrywając łącznie 51 punktami. I kiedy wydawało się, że jest już lepiej (trzy zwycięstwa w czterech pojedynkach), to Mitchell, Gobert i spółka doznają porażki 97-114 z Philadelphią 76ers u siebie. I jak mamy ich traktować na serio?  

Jestem jednak przekonany, że prędzej czy później Utah Jazz wrócą do swojej koszykówki. Koszykówki, która oparta jest na świetnej obronie i dobrze poukładanym ataku. Trzeba przyznać, że powoli widzimy namiastki tego, co było w poprzednim sezonie. Efektywność defensywna jest już na poziomie 6. miejsca w NBA. Wyniki ostatnich meczów to potwierdzają. Sześć z ośmiu ostatnich występów rywali zakończyło się na mniej niż 104 punktach, a były to takie ofensywy jak Golden State Warrors, Houston Rockets czy Portland Trail Blazers.  

New York Knicks nie będą zagrożeniem dla coraz lepszych Jazz.  

Nowojorczycy zadomowili się na stałe na dnie ligi, przegrywając 11 z 12 pojedynków. Jedyne zwycięstwo to wygrana z Charlotte Hornets na wyjeździe, ale to bardziej porażka Szerszeni na własne życzenie. Podopieczni Davida Fizdale’a w sześciu ostatnich starciach tylko raz byli gorsi od rywali o mniej niż 11 punktów i było to przeciwko Atlancie Hawks, czyli kolejnemu reprezentantowi ligowego dna.  

Knicks mają dziewięć wygranych w 36 występach. 25% zwycięstw nie robi na nikim wrażenia. Bilans 5-15 na wyjazdach też nie. Fakt, że Tim Hardaway Jr raczej nie wystąpi (jego status to ,,questionable”), jeszcze bardziej pogarsza sytuację. Nie widzę innego scenariusza niż blowout w wykonaniu Utah Jazz. Dla nich to ostatnia szansa, żeby zakończyć 2018 rok na zero. To już połowa rozgrywek a Jazz pozostają poza ósemką. Jeśli nie teraz, to kiedy? Jeśl nie z New York Knicks, to z kim? Handicap w stronę gospodarzy, mimo że wysoki, jest w tych oczach najlepszym rozwiązaniem na pojedynek dwóch zespołów o zupełnie innych priorytetach w tym sezonie.  

Milwaukee  Bucks – Brooklyn Nets (23:00)

Początek tego spotkania już o 23:00 i w Milwaukee zapowiada się teatr jednego aktora. Greckiego aktora.  

Giannis Antetokounmpo to w tym momencie główny kandydat do sięgnięcia po statuetkę MVP. Grek ma cyferki i zalicza średnio 26.5 punktów, 12.8 zbiórek, 5.9 asyst, 1.5 bloków, 1.3 przechwytów. Bestia. Przy nagrodzie dla najbardziej wartościowego zawodnika brany pod uwagę też bilans drużyny, a ten Milwaukee Bucks jest świetny (24-10), bo drugi w całej NBA. Antek ma wszystko, żeby sięgnąć po tytuł dla najlepszego gracza sezonu.  

Ale czy nie spodziewaliśmy się więcej po Giannisie? Okej, zalicza liczby, ale brakuje tego czegoś. Szczerze mówiąc, myślałem, że będzie nieco lepszy.  

Nieoczekiwanie, w okresie od 12 do 22 grudnia Antetokoumpo miał dwa najgorsze występy w tym sezonie: 12 punktów (tylko sześć oddanych rzutów przeciwko Indianie Pacers) i dziewięć oczek w rywalizacji z Miami Heat. Co zrobił Grek po tych meczach? Odpowiedział i to w jakim stylu. 

Nie licząc tych spotkań, które wcześniej podałem, Antek zanotował odpowiednio 44, 32, 25, 30, 30 i 31 punktów. Tylko raz poniżej 30 oczek? To już coś.  

Brooklyn Nets to nie jest zespół, który broni jakoś kapitalnie (21. pozycja w rankingu defensywnym). Pod koszem straszy tylko Jarrett Allen, ale nie wiem, czy określenie ,,straszy” oddaje rzeczywistość. Allen jest zbyt chudy, że przeciwstawić się fizycznym wjazdom pod kosz. A przecież to jest atutem Greka, który zdobywa najwięcej punktów z pomalowanego.  

Dla Nets będzie to występ back to back, co może sprawić, że Giannis nie spędzi zbyt dużo czasu na parkiecie. Mecze Bucks pokazują jednak, że nawet przy dużej różnicy punktów i krótkim czasie gry Antetokounmpo zdobywa punkty. W trakcie wspomnianej serii tylko raz był na parkiecie więcej niż 35 minut i ani razu mniej niż 31.  

Z drugiej strony Nets to jedna z najlepszych drużyn grudnia w NBA, więc nawet zmęczenie może nie być tak istotne. A im bardziej wyrównany wynik, tym więcej będzie zależało od lidera Milwaukee Bucks.  

Przewiduję kolejny dominujący mecz Giannisa Antetokounmpo. James Harden zaczyna deptać mu po piętach w wyścigu po nagrodę MVP, więc Antek, chcąc sięgnąć po tę statuetkę, musi kontynuować to, co robi w tym tygodniu. A znając zawzięcie tego 24-latka, nie martwię się o rezultaty.