Coraz bliżej Święta i już za cztery dni NBA Christmas! Przed nami mała rozgrzewka i 10 meczów w nocy z piątku na sobotę. Na dwa najciekawsze z nich przygotowałem dla Was zapowiedź. Zapraszam do analizy!  

Odbierz bonusy powitalne przygotowane specjalnie dla czytelników Zagranie i wykorzystaj je do obstawiania NBA!

Kod rejestracyjny: 1250

 

Boston Celtics – Milwaukee Bucks (2:00)

Boston Celtics zaczęli grać lepiej (chociaż terminarz temu sprzyjał i nie wiadomo, na ile to było zasługą formy, a na ile słabości rywali), ale nadal nie mogą ustabilizować dobrej dyspozycji. I tu po raz kolejny wszystko sprowadza się do zdrowia. Dwóch podstawowych środkowych ekipy z Bostonu jest kontuzjowanych. Al Horford i Aron Baynes opuszczą najbliższe mecze i obrona Celtics cierpi na tym okrutnie. Bez nominalnego centra rywale zbierają piłki na potęgę, co pokazał pojedynek z Phoenix Suns. A Suns, umówmy się, nie są drużyną, która zdominuje Cię fizycznie. Bez Horforda i Baynesa Celtics pozwolili rywalom na 21 zbiórek w ataku i jest to straszny wynik. W ostatecznym rozrachunku gospodarze przegrali walkę na tablicach 37-56 i byli gorsi w TD Garden od Phoenix Suns.  

Od Phoenix Suns.

Pomyślisz, że w obecnej koszykówce strata dwóch podkoszowych nie jest aż zła. Nie jest to do końca zgodne z prawdą i pokazało to starcie z Suns. Dzisiaj będzie jeszcze gorzej, jestem o tym przekonany.  

Celtics podejmą Milwaukee Bucks, czyli najlepiej zbierający zespół ligi. I nawet jeśli zawodnicy obwodowi zagrają świetnie, to i tak może nie być nikogo, kto zatrzyma Kozły, a konkretnie Giannisa Antetokounmpo. 

Bucks zupełnie odmienili swój styl gry i w tym sezonie oddają mnóstwo rzutów za trzy. Mnóstwo, czyli mniej tylko od Houston Rockets. Ustawienie 5-0 (pięciu graczy na obwodzie) to raj dla Antka, lidera tej drużyny. Grek nie jest i nigdy nie był strzelcem zza łuku, ale nie znajdziesz gracza, który lepiej wykorzysta swoje warunki fizyczne we wjazdach pod kosz (poza LeBronem). A żeby penetracja była udana, gracz, nie dość, że musi umieć to robić, to potrzebuje do tego miejsca. Przy ścisku nawet LeBron i Giannis nie będą w stanie skończyć rzutu przy morzu rąk w pomalowanym. 

Czterech strzelców otwiera Antkowi całkowicie przestrzeń do gry i jego przeciwnicy są po prostu na straconej sytuacji. W akcjach 1 na 1 Antetokounmpo jest praktycznie nie do zatrzymania. Pomoc w takich momentach jest niemożliwa, bo w obwodzie czekają gracze gotowi rzucić zza łuku. A większość z nich się nie myli przy otwartych próbach. 

Giannis jest liderem NBA w punktach z pomalowanego i zdobywa ich 18.1 w każdym meczu. Drugi Anthony Davis traci trzy oczka, co przy takich wartościach jest różnicą znaczącą.  

Widzisz, do czego zmierzam? Co się stanie, kiedy Antek nie będzie miał żadnego rywala pod koszem? Strach się bać. A taki scenariusz wydarzy się dzisiaj w Bostonie. Celtics charakteryzują się jedną z najlepszych defensyw w NBA, lecz na Greka nie mają recepty, nawet w pełnym składzie. Absencje Horforda i Baynesa to jedno, ale Brad Stevens nie będzie mógł wystawić na parkiet na 95% Marcusa Morrisa, który moim zdaniem jest najlepszym defensorem Bostonu na Antka. I kto ma sobie z nim poradzić? Jayson Tatum? Nie. Marcus Smart? On stara się jak może, ale różnica wzrostu będzie zbyt duża. Jaylen Brown bez formy? Też nie. 

Giannis Antetokounmpo będzie miał przed sobą czerwony dywan i powinien zdominować dzisiejsze spotkanie. W związku z tym linia na zdobycz punktową lidera Bucks nie wygląda na zbyt wysoką: 

  • poniżej 26.5 punktów – kurs 1.87
  • powyżej 26.5 punktów – kurs 1.80

Podobnie wygląda sytuacja ze zwycięstwem. Faworytem są gospodarze i jak najbardziej rozumiem taki punkt widzenia, jednakże ja, jako kibic Celtics, znam najlepiej wady tego zespołu i zbieranie piłki zdecydowanie należy do nich zaliczyć. Kozły są najlepiej zbierającym teamem w NBA, a w poprzednich playoffach zabrakło niewiele, żeby wyeliminować faworyzowanych Boston Celtics. Pokuszę się o tezę, że Milwaukee Bucks 2018/19 to dużo lepsza drużyna od tej z przełomu kwietnia i maja. Kurs 2.00 na gości wystawiony przez forBET wygląda dla mnie jak małe value na dzisiejszą noc w NBA 

Los Angeles Lakers – New Orleans Pelicans (4:30) 

Kyle Kuzma to król grudnia i jestem przekonany, że nie jednemu z Was zapewnił trochę pieniążków w tym miesiącu. Kuzma jak mało kto skorzystał na absencjach Rajona Rondo i Brandona Ingrama, stając się drugą opcją Los Angeles Lakers. Jego cyferki w ostatnich dziewięciu meczach wyglądają imponująco, bo tylko raz 23-latek nie zdobył 20 punktów. 

Raz. 

Ten okres pokazał, że Kuzma jest dużo lepszym fitem obok LeBrona Jamesa niż Ingram. Potwierdza to jedna statystyka – liczba rzutów za trzy: 

  • Ingram – 1.7 
  • Kuzma – 5.6 

Cztery próby różnicy… robią różnicę.  

Lakers utrzymują się na czwartej lokacie w Konferencji Zachodniej, co dla niektórych jest zaskoczeniem większym, dla niektórych mniejszy. Jeziorowcy grają dziś we własnej hali, gdzie bez dwóch zdań czują się dużo lepiej (bilans 11-4 w porównaniu do 7-9 na wyjazdach). Cały czas nie mogliśmy zobaczyć jednak tego zespołu w pełnym składzie, bo ciągle jacyś zawodnicy wypadają z powodu kontuzji. Poza grą pozostaje Rajon Rondo i jego raczej nie zobaczymy dzisiaj na parkiecie, chociaż według doniesień decyzja jeszcze nie została podjęta. Z grypą zmaga się JaVale McGee i w czwartek nie trenował. Są jednak też dobre wiadomości: do gry powinien wrócić Ingram.  

Jestem bardzo, ale to bardzo ciekaw, jak będą wyglądać dzisiaj Jeziorowcy. Wydaje się, że na powrocie Brandona ucierpi Kuzma, który stał się przecież drugą opcją ofensywną drużyny z Miasta Aniołów. W ostatnich tygodniach Kyle robił over za overem, jednak tym razem może być inaczej i linia 20.5 może okazać się zbyt wysoką 

Problemy zdrowotne Lakers to pikuś przy tym, co się dzieje w Nowym Orleanie. Anthony Davis, Julius Randle i Nikola Mirotic są ,,questionable” albo ,,doubtful” na mecz w Los Angeles. W takiej sytuacji Jrue Holiday zostanie sam na placu boju, bo szczerze mówiąc, nie wiem, kto ma tam grać pod koszem. Jedynymi w takiej sytuacji, którzy będą mogli wejść na parkiet, zostaną Emeka Okafor i Cheick Dialo. W skrócie – będzie dramat. 

Lakers powinni odnieść przekonujące zwycięstwo z osłabionymi Pelicans i to jeszcze we własnej hali. Co ciekawe, kursy wystawione przez forBET Zakłady Bukmacherskie nie są tak jednostronne, jak myślałem, że będą: 

  • wygrana Los Angeles Lakers – kurs 1.50
  • wygrana New Orleans Pelicans – kurs 2.80 

Pelikany bez Davisa to fatalny zespół. Pelikany bez Davisa, Randle’a i Miroticia? Trudno mi znaleźć odpowiednie porównanie. LeBron będzie wjeżdżał jak w masło, mając naprzeciwko siebie podkoszowych, dla których nie powinno być miejsca w tej lidze.