NBA ogłosiła graczy, którzy znaleźli się w czołowej trójce głosowania na poszczególne nagrody: najbardziej wartościowy gracz (MVP), pierwszoroczniak roku (ROY), najlepszy obrońca (DPOY), trener roku (COY), gracz, który poczynił największy postęp (MIP) i najlepszy rezerwowy (SOTY). Gala, która odbędzie się pierwszy raz w historii, zaplanowana jest na 26 czerwca. Show poprowadzi kanadyjski raper Drake.

Lista zawodników, którzy moim zdaniem najbardziej zasłużyli na te nagrody:

Największy postęp (MIP)

Giannis Antetokounmpo (Milwaukee Bucks):

Wydaje się, że jesteśmy świadkami narodzin nowej gwiazdy.

Jako piąty gracz w historii NBA przewodził swojej drużynie w punktach, zbiórkach, asystach, blokach i przechwytach (pozostała czwórka: Lebron James, Kevin Garnett, Scottie Pippen, Dave Cowens). W każdym z czterech sezonów w NBA zwiększał swoje średnie ww. Statystykach.

Grecki bóg, typ zawodnika, którego jeszcze nie widzieliśmy na parkietach ligi NBA. Dopiero w grudniu skończy 23 lata, a już znalazł się w drugiej piątce najlepszych graczy (All NBA Second Team). Głównie dzięki jego postawie Bucks zajęli 6 miejsce w Konferencji Wschodniej i zdołali urwać dwa mecze w pierwszej rundzie playoffów przeciwko Raptors.

Grek ma ponad 210 centymetrów wzrostu, a gra dużo jako rozgrywający. Jest o dodanie pewnego rzutu z dystansu, od stania się jednym z (?) pięciu najlepszych graczy ligi. Jeśli będzie seryjnie trafiał za trzy, praktycznie nie będzie sposobu, żeby go zatrzymać. Z Jabarim Parkerem powinni stworzyć zabójczy duet na długie lata. Czy Giannis może stać się drugim Lebronem? Czas pokaże. Jedno jest pewne- jesteśmy narodzinami nowej gwiazdy, która dopiero zaczyna rozbłyskać.

Inni kandydaci: Nikola Jokic (Denver Nuggets), Rudy Gobert (Utah Jazz)

Najlepszy rezerowy (SOTY):

Andre Iguodala (Golden State Warriors)

Jestem pewien, że w większości klubów NBA Iggy grałby w wyjściowym składzie. Jednak mając na pierwszym miejscu dobro drużyny, pogodził się ze swoją rolą i stał się jednym z najlepszych rezerwowych.

Może nie zalicza tak wysokich cyferek jak jego przeciwnicy. 7.6 punktu na mecz nie wygląda imponująco, ale jego wpływ na grę jest nieporównywalnie większy od wartości rywali.

Po kontuzji Duranta to właśnie Iggy wszedł w jego rolę, a do tego zrobił to bardzo dobrze. To m.in. dzięki jego postawie, Warriors po raz kolejny mieli najlepszy bilans w lidze (67-15). Tak świeżo nie wyglądał od dawna. Wsady, dobra obrona i do tego playmaking. Idealny rezerwowy.

Iguodala jest kluczowym elementem line-upu śmierci. Jeśli z Greenem trafiają otwarte trójki, to nie masz jak zatrzymać tego ustawienia.

Nie bez powodu Iguodala jest uważany, za jednego z dwóch/trzech najlepszych obrońców na Lebrona Jamesa. To jego postawa jest kluczowa, żeby zatrzymać Króla. Pamiętamy, jak w 2015 roku dostał statuetkę MVP Finałów NBA właśnie za to, że był w stanie (trochę) ograniczyć poczynania Lebrona.

Pozostali kandydaci: Lou Williams, Eric Gordon (obaj Houston Rockets)

Obrońca roku (DPOY)

Draymond Green (Golden State Warriors):

Po latach bycia w cieniu Kawhiego Leonarda, nadszedł czas, żeby to Green otrzymał upragnioną statuetkę dla najlepszego defensora.

Prawdopodobnie najbardziej wszechstronny orońca w lidze. Mimo tylko 201 centymetrów wzrostu, z powodzeniem jest w stanie kryć centrów. Z drugiej strony, jest na tyle szybki, żeby zmienić krycie na niższym graczu i nie dać się minąć.
Green zaliczał rekordowe 2.03 przechwytu, 1.4 bloku na mecz i ograniczał rywali do tylko 44% przy obręczy (przed nim jedynie Gobert i Aldridge).

Jest w stanie zmieniać przebieg meczu, dzięki swojej energii i zaangażowaniu w obronie. Dyryguje obroną, potrafi zrotować w odpowiednim momencie, a przede wszystkim sprawia, że jego drużyna  broni lepiej.

Możesz nie lubić Greena jako osobę, ale musisz szanować jego postawę w na boisku, zwłaszcz w defensywie. Paradoksalnie to były zawodnik uczelni Michigan State jest kluczową postacią Golden State Warriors. Strata Greena byłaby bardziej bolesna niż nieobecność Curry’ego lub Duranta. To, co Draymond daje po obu stronach parkietu, jest naprawdę trudne do zastąpienia.

Green jest powodem, dla którego Warriors mają najlepszą obronę w lidze. Przebył niesamowitą transformację od wybrania w drafcie. Z zawodnika, który miał nie być w stanie kryć żadnej pozycji w lidze, stał się graczem, który potrafi obronić dosłownie każdego.

Pozostali kandydaci: Rudy Gobert (Utah Jazz), Kawhi Leonard (San Antonio Spurs)

Najlepszy pierwszoroczniak (ROTY)

Joel Embiid (Philadelphia 76ers):

Z przykrością trzeba stwierdzić, że tegoroczna klasa draftu rozczarowała. Jedynym jasnym punktem, który dał nadzieję na przyszłość, był wybrany w 2015 roku Joel Embiid.

To było prawdziwe wejście smoka. Po dwóch latach przerwy spowodowanej kontuzją, w końcu mogliśmy zobaczyć, jaki potencjał drzemie w tym graczu. A złoża talentu są naprawdę olbrzymie.

Embiid zaliczał 20.2 punktu, 7.8 zbiórki i 2.5 bloku, jednak z powodu kontuzji zagrał tylko w 31 spotkaniach. Trzeba pamiętać, że osiągał takie statystyki w limitowanych minutach. Jeśli przeliczyć jego zdobycz na 36 minut, zaliczałby 28.7 punktu. Tylko Wilt Chamberlain notował  więcej jako rookie.

Kluczowym zastrzeżeniem jest stan jego zdrowia i kontuzjogenność. W 3 sezony zagrał tylko 31 meczów i wydaje się, że tylko to może go powstrzymać od bycia fenomenalnym graczem.

Takiej fali hype’u, jeśli chodzi o pierwszoroczniaka, nie widziałem od dawna. Embiid swoimi tweetami podbił internet, stając się ulubioną postacią wielu kibiców. Jest typem gościa, którego nie można nie lubić. Co więcej, pokazał, że może być naprawdę fenomenalnym koszykarzem w przyszłości. Pytanie jest: czy będzie kolejnym graczem, którego kariera zostanie zniszczona przez urazy, czy też będzie w stanie mieć długą i owocną karierę na parkietach NBA.

Gdyby nie kontuzje w tym sezonie byłby murowanym kandydatem do tej statuetki. Jednak czy 31 rozegranych spotkań wystarczy, żeby wygrać tę nagrodę?

Pozostali kandydaci: Dario Saric (Philadelphia 76ers), Malcolm Brogdon (Milwaukee Bucks)

Trener roku (COY)

Mike D’Antoni (Houston Rockets):

Kto by się spodziewał, że D’Antoni będzie jeszcze na ustach całej ligi. Po epizodach w New York Knicks i Los Angeles Lakers wydawało się, że nie ma już miejsca dla ofensywnie nastawionego cocha w NBA.

Połączenie geniuszu Jamesa Hardena z nowym trenerem dało niesamowite efekty. Rockets zanotowali trzeci bilans w lidze (55-27), a jako zespół mieli jeden z najlepszych ofensywnie sezonów w historii ligi. Zanotowali aż o 16 zwycięstw więcej niż sezon wcześniej, kiedy to rzutem na taśmę dostali się do playoffów.

Rockets trafili najwięcej trójek w historii (1181), a do tego zaliczali 115.3 punktu na mecz. Grali bardzo miłą dla oka koszykówkę, nastawioną głównie na rzuty trzypunktowe.

D’Antoni, który w Pheonix Suns wprowadził filozofię Seven seconds or less (w skrócie, grania bardzo szybko), zaszczepił taki sam sposób myślenia w Rockets. Otoczony strzelcami Harden miał wolną rękę i jak widać, przyniosło to bardzo dobre efekty.

Pozostali kandydaci: Greg Popovich (San Antonio Spurs), Eric Spoelstra (Miami Heat)

Najbardziej wartościowy gracz (MVP)

Russell Westbrook (Oklahoma City Thunder):

Można się spierać, że był to najbardziej wyrównany wyścig o statuetkę MVP od wielu lat. 4 kandydatów, dla których można znaleźć solidne argumenty do wygrania tej nagrody.
Jednak to Russell Westbrook moim zdaniem najbardziej zasłużył na bycie MVP.

Po tym, jak Kevin Durant dołączył do Golden State Warriors, Mr Triple Double dostał zespół w swoje ręce i zanotował historyczny sezon. Jako drugi gracz w historii skończył ze średnimi na poziomie triple double, a do tego pobił rekord Oscara Robertsona w ilości takich występów w jednym sezonie (42).

Westbrook przewodził lidze w punktach, był drugi, jeśli chodzi o średnią asyst, zaliczając 31.6 punktu, 10.7 zbiórki, 10.4 asysty. W meczach, kiedy zaliczał  triple double, Thunder mieli bilans 33-9.

Jednoosobową maszyna, która potrafiła doprowadzić nie do końca dobrze zbilansowany zespół do szóstego miejsca na Zachodzie. Westbrook miał jeden z najlepszych indywidualnie sezonów historii ligi. Początkowo byłem za kandydaturą Jamesa Hardena, ale w trakcie sezonu porwał mnie cały ten hype i Russell podbił moje serce.

Mr Triple Double powinien zostać doceniony.

Pozostali kandydaci: James Harden (Houston Rockets), Kawhi Leonard (San Antonio Spurs)