Od kilku lat w Ekstralidze działa funkcja komisarza toru. Już nie da się tak spreparować toru, jak to kiedyś miało miejsce. Od tego roku liga poszła krok dalej. Odbiór toru od gospodarzy odbywa się na cztery godziny przed zawodami. Dwie godziny wcześniej niż w poprzednich sezonach. To tylko dwie godziny, ale mogące mieć duży wpływ na rozgrywki ligowe.

Dotychczas, na jedenaście rozegranych spotkań, cztery razy triumfowali goście. Właściwe już od paru lat, liga stała się tak wyrównana, że nie było pytań kto wygra mecz, tylko jak wysoko zwycięży gospodarz. Bonus za dwumecz był kluczowy. Warto zaznaczyć, że te cztery tegoroczne triumfy przyjezdnych miały miejsce w pojedynkach ekip zapowiadanych na walkę o play-offy. Wpływ na to mogło mieć wiele czynników. Słabsza postawa niektórych zawodników, zmienna pogoda albo właśnie oddanie owalu komisarzowi toru na cztery godziny przed meczem. Może było wszystkiego po trochę, a może wszystko sprowadza się do ostatniego, czemu się teraz przyjrzymy.

Funkcję komisarza toru wprowadzono, żeby gospodarze nie robili owalu po swojemu. Teraz to osoba wyznaczona do tego, od czterech godzin przed spotkaniem może dyktować jak rosić nawierzchnię, skąd ją zgarniać itd.. Kluby i tak przygotowują tory według własnego uznania rano w dzień zawodów oraz dnia poprzedniego. Jednak w tych najważniejszych momentach wszystko pozostaje w rękach osób obiektywnych. Czy pogoda miała wpływ na utratę atutu toru niektórych zespołów? Oczywiście, że tak. Jednak oddanie owalu na cztery godziny przed spotkaniem tylko temu pomogło.

Premiowani są ci, którzy lubią tory twarde. Dla gospodarzy przygotowujących tor przyczepny, w ciągu kilku godzin bez własnej opieki, atut toru może zniknąć i zepsuć nawierzchnię. Komisarz zawsze może ubić przyczepną ścieżkę, więc rozwiązanie z twardszą opcją wydaje się bezpieczniejsze. Niestety, ale na takiej praktyce może czasami ucierpieć widowisko. Tak zwany „beton” nie daje zawsze tyle emocji, co przyczepna nawierzchnia. Z drugiej strony, tory bardziej nasypane dają więcej możliwości, co niestety wykorzystywali gospodarze. Takie nawierzchnie często były niebezpieczne i się rozlatywały. Nie ma złotego środka.

Jak to wygląda w praktyce? Komisarze faktycznie nakazują wałowanie torów. Pogoda nie pomaga, więc gospodarze już dzień wcześniej robią twarde nawierzchnie. Z pewnością można znaleźć tu plus, w postaci likwidacji atutu toru przez gospodarzy, co daje większe emocje, jeśli idzie o wynik końcowy.

W Ekstralidze odjechano dopiero niepełne 4 kolejki. Z oceną nowego podejścia jeszcze będzie trzeba zaczekać. Jak widać, faktycznie gospodarze mogą tracić swoje atuty torów. Minus jest taki, że twardsze nawierzchnie nie przynoszą tyle emocji i frajdy kibicom oraz niektórym zawodnikom. Miejmy nadzieję, że nie będziemy oglądać wiele obiektów, na których będzie tzw. „stół”, bo równie dobrze można przenieść się na lodowiska. Nawierzchnie przyczepne jak najbardziej, tylko bez dziur i bezpieczne. Komisarz toru jest potrzebną instytucją, jednak dobrze byłoby, gdyby czasem nie chciał za bardzo zostać bohaterem spotkania.